POSŁANIEC ANTONIEGO
Patronat św. Antoniego

Czciciele św. Antoniego dobrze wiedzą, że jest on patronem „od wszystkiego”. W niezliczonej ilości kościołów, na całym świecie, w każdy wtorek odczytuje się prośby i podziękowania kierowane do Boga przez tego Świętego, albo częściej nawet zanoszone wprost do Niego, bo jest dla nas kimś bardzo bliskim – zdaje się nam nawet bliższym niż sam Bóg, choć wierzymy przecież, że nikt nie może być nam bliższy od Tego, który nas stworzył i podtrzymuje nas w istnieniu „słowem swej potęgi” (Hbr 1,3).

O co modlimy się do Świętego? 

Boga za przyczyną Świętego lub wprost św. Antoniego prosimy o wszystko, co jest nam niezbędne lub wydaje się nam konieczne do życia. Nie krępujemy się prosić nawet o cud, dosłownie o to, „co niemożliwe”. Na tysiącach karteczek czciciele Świętego wytrwale formułują co tydzień te same prośby, w każdy wtorek zamieszczają często te same zdania, dopóki Święty nie wyprosi im u Boga łaski, która wydaje się dla nich albo dla ich najbliższych niezbędna do życia.

Wielu pobożnych chrześcijan widzi w Padewskim Świętym przede wszystkim patrona od zgubionych rzeczy. Doskonale znają skuteczność modlitwy, którą nieraz powtarzają za poetą: „Niech się święci chwała Twoja, niech się znajdzie zguba moja!”, na którą Święty odpowiada w ten sposób, że modlący się przypomina sobie, gdzie zostawił klucze czy portmonetkę, że odnajdujemy tysiące drobiazgów, które tak często gubią się nam, ludziom mniej lub bardziej roztargnionym. Utarło się nawet przekonanie, że nasz Patron jest świętym bardzo interesownym, ponieważ lubi bardzo, by przy prośbie o znalezienie jakiejś cenniejszej rzeczy, obiecać mu za znalezienie jakiś upominek do skarbonki z napisem: „Na chleb św. Antoniego”. Dzięki czemu korzyść odnoszą nie tylko ci, co przy pomocy Świętego coś znajdują, ale i głodni, karmieni z banku: „Chleb św. Antoniego”.

Święta konkurencja

Przez dziesiątki, a nawet setki lat treść modlitw do św. Antoniego pozostawała sprawą prywatną. Nikt co prawda nie wstydził się przed bliźnimi tego, o co prosi, czy za co mu dziękuje, ale modlitwy były sprawami intymnymi, znanymi Bogu, Świętemu i proszącemu. Czasem jednak trudno jest ukryć prawdziwą wdzięczność. Zaraz po śmierci Świętego najpospolitszym wyrazem wdzięczności za otrzymaną przy jego pomocy łaskę, była świeca, zwyczajna, jaką można było nabyć gdziekolwiek, albo jaką specjalnie zamawiano i umieszczano przy grobie Świętego. Stąd nawet w padewskiej bazylice przy ołtarzu znajdujemy specjalny lichtarz na świecę o rozmiarach gigantycznych. Bywało i tak, że wyrazem wdzięczności za łaski były kaplice, a nawet kościoły wznoszone ku czci Świętego. Niektóre takie dary materialne były nie tylko znakami wdzięczności, ale także pewną formą prośby o potrzebne laski.

W 1611 r. król Zygmunt III Waza wyruszył na Moskwę, dążąc – jak się zdaje – do tego, by zostać carem, zamiast swego syna Władysława, którego rok wcześniej właśnie carem tam obwołano. W drodze musiał zatrzymać się pod Smoleńskiem, który trzeba było zdobyć, aby otworzyć sobie drogę do Moskwy. Po kilku nieudanych próbach, przystąpił do kolejnego ataku na miasto 13 czerwca 1611 r., przed bitwą obiecał, że jeśli dziś Smoleńsk zdobędzie, to zbuduje kościół Świętemu. Atak był udany, a król spełnił przyrzeczenie budując w 1623 r., w Warszawie, przy ul. Senatorskiej, drewniany kościół św. Antoniego.

Bardzo szybko po swojej śmierci św. Antoni stał się specjalistą od wszystkich kłopotów i od spraw beznadziejnych. Dowodzi tego przedziwna modlitwa, zwana Responsorium „Si quaeris”, w której zaledwie dziesięć lat po śmierci Świętego wylicza się kilkanaście gatunków cudów, takich jak wskrzeszenie zmarłych, uwolnienie od błędów doktrynalnych, uzdrowienie chorych, zwolnienie więźniów, uciszenie burzy morskiej, znalezienie rzeczy zgubionych itp.

Pierwszym „konkurentem” do tytułu Świętego od spraw beznadziejnych był i jest nadal święty apostoł Juda Tadeusz.  Wydawałoby się, że powinien w konkurencji zwyciężyć, bo przecież żył wcześniej i był bardzo bliski Panu Jezusowi. Uśmiechałem się czasem widząc, jak ktoś na odpuście św. Antoniego szukał nowenny do św. Judy Tadeusza.

Drugą „konkurentką”, głównie we Włoszech, jest św. Rita z Cascii, która żyła w XV w., była małżonką i matką, a po śmierci męża i dwóch synów wstąpiła do sióstr augustianek. Była analfabetką i w klasztorze spełniała najniższe posługi. Dziś chętnie służy każdemu, kto się do niej zwraca. Dawniej słyszałem we Włoszech, że jak św. Antoni nie pomoże – to św. Ryta na pewno zaradzi.

Kolejnym „konkurentem”, zdobywającym – podobnie jak św. Antoni – cały świat, jest dziś św. Ojciec Pio. Znany jako niezwykły spowiednik i znawca serc ludzkich, już za życia był nie tylko patronem dobrej spowiedzi. Założył obok swego klasztoru „dom dla ciężko cierpiących”, po śmierci więc stał się ich opiekunem. Jego czciciele zbierają się w grupy modlitewne, w których pogłębiają swoje życie wewnętrzne i za jego wstawiennictwem polecają Bogu wszystkie możliwe problemy. Pesymiści próbowali dowieść stróżom Grobu św. Antoniego, że jego zwycięskim konkurentem będzie Ojciec Pio, ale Padwa bynajmniej nie odczuwa spadku liczby pielgrzymów przybywających do grobu swego Świętego.

Nowym „konkurentem” św. Antoniego, głównie w opiece nad chorymi, który potrafi nawet dokonać operacji chirurgicznej, jest św. Charbel z Libanu. Jest o nim coraz głośniej i coraz bardziej rozrasta się „asortyment” jego pomocy.

Pobożni Polacy odkryli też w Neapolu niekanonizowanego jeszcze, a żyjącego przed stu laty, księdza Dolindo, do którego grobu pukają we wszystkich potrzebach, jakby ich zawiodły wszystkie inne „bankomaty Bożej łaski”.

Patron dzieci

Nie pragnę odwodzić nikogo od modlitwy do różnych świętych, choć sam wierny jestem tym, którzy mnie wspierali na mojej drodze, wśród nich Świętemu z Padwy; jeszcze wczoraj obiecałem komuś poprosić go o znalezienie pracy, która mogłaby uporządkować czyjeś życie. Pragnę jednak przypomnieć, że pierwsze cuda, jakich Święty dokonał jeszcze za życia, dotyczyły dzieci. Przywrócił do życia dziewczynkę, która utonęła. Ożywił niemowlę, które przestało po prostu oddychać. Uzdrowił dziecko, które wylało na siebie sagan gotującej się wody. Skłonił niemowlę, by głośno potwierdziło wierność swej matki wobec małżonka i uratowało życie rodzinne. Dzieci go słuchały. Pewna matka wezwała go do syna, który dosłownie potraktował słowa kazania Antoniego i siekierą odciął sobie stopę, bo Antoni mówił, że tak powinien postąpić ktoś, kto ważył się kopnąć matkę lub ojca. Zrozpaczona matka wezwała go na pomoc: on przyłożył odciętą stopę do nogi, a Bóg za swego sługę zrobił resztę. Taka była pierwsza specjalizacja Świętego jeszcze za jego życia. Gdy szedł mówić kazanie, kobiety czyhały na niego, prosząc, aby błogosławił i uzdrawiał dzieci… To za cuda dla dobra dzieci dostawał po śmierci pierwsze świece.

Dziś dziećmi opiekują się lekarze, ale warto przypomnieć matkom szukającym pomocy świętych, że pomoc dzieciom była pierwszą „specjalnością” cudownych działań św. Antoniego. Dawniej w święto św. Antoniego, odmawiało się przy jego ołtarzach specjalne błogosławieństwo dla dzieci. Warto do tej praktyki powrócić.

Św. Antoni jest także patronem dobrej śmierci. Któż z nas nie pragnąłby umierać jak on ze słowami: „Widzę Pana mojego!”.


Chcesz regularnie otrzymywać ciekawe artykuły na e-mail? Zapisz się do naszego e-biuletynu, a regularnie będziesz otrzymywał zajawki pojawiających się artykułów. Będziesz zawsze na bieżąco!