POSŁANIEC ANTONIEGO

Rozmowa z ks. bp. Józefem Zawitkowskim

Ida Policht RozmowyWiara Ludzie
1/2019
Rozmowa z ks. bp. Józefem Zawitkowskim

Rozmowa o świętych i świętości z biskupem Józefem Zawitkowskim (1938-2020), poetą, kompozytorem, autorem tekstów pieśni religijnych, biskupem seniorem diecezji łowickiej.


Księże Biskupie, niedawno przeżył Ksiądz Biskup ciężką chorobę, z miesięczną śpiączką, otarł się o wieczność. Modliliśmy się wtedy o uzdrowienie dla Księdza Biskupa. Czy możemy porozmawiać o świętości?

Przeszedłem wielkie doświadczenie dotykając śmierci. Bóg to sprawił, że żyję, ale ktoś z Was musi być święty, bo mi modlitwą wyprosił wybudzenie ze śpiączki. Wy jesteście święci, bo Pan Bóg Was wysłuchał, a ja za to Bogu i Wam dziękuję. A może obudzili mnie lekarze po to, aby Pani udzielić wywiadu? Ale nie porozmawiamy o świętości, bom ani święty, ani ekspert w tej dziedzinie. Natomiast Pan Bóg otworzył mi ucho i chętnie przeprowadziłbym z Panią analizę jakiegoś utworu muzycznego, albo raczej usiadł do organów i zagrał wielkanocny chorał Bacha, albo posłuchał wielkiego Alleluja z „Mesjasza” Händla.

Może kiedyś porozmawiamy i o tym, ale teraz zapytam jednak, jak sobie Ksiądz Biskup w dzieciństwie wyobrażał świętych?

W dzieciństwie bałem się świętych, bo na obrazach ci święci byli tacy dziwni. „Oczy w słup, buzia w ciup”, jacyś dziwni i niektórzy z brodą, a ja bałem się ludzi z brodą, bo u nas na wsi był taki Żyd, na którego mówili Lewek, a Lewek miał długą rudą brodę. Gdy byłem niegrzeczny, babcia mnie straszyła: „Bo cię do Lewka sprzedam”.

Na domiar złego, mój dziadek Franciszek na swoje imieniny jeździł do ojców kapucynów w Nowym Mieście nad Pilicą. Był taki rok, kiedy zabrał i mnie. Przechodząc obok nagrobka o. Honorata zatrzymał się i powiedział: „Zobacz wnusiu, ten ojciec będzie kiedyś świętym”. Święty z brodą? A w refektarzu historyczne portrety wielkich, świętych kapucynów. „Dziadziuś, jedźmy do domu, boję się świętych”.

To ciekawe dziecięce spostrzeżenie, ale Ksiądz Biskup dorastał i to spojrzenie się zmieniało. A jak Ksiądz Biskup postrzegał świętych w żdżarskiej szkole?

W żdżarskiej szkole już nie bałem się świętych, bo dla mnie mama była święta, bo była dobra. Tak krótko się nią cieszyłem i coraz bardziej za nią tęsknię. Podobała mi się też Mała Tereska, ale jak jeszcze nie była w habicie. Taka z kokiem i taka ładna. Św. Stanisław też mi się podobał, tylko nie wiedziałem, po co chłopakowi te lilie? Ale dla mnie naprawdę święta to była s. Miriam. Była taka ładna i dobra jak mama.

Potem moja miłość przeszła na panią Pietrzakową, bo to była „Pani”. U nas na wsi tylko na jedną kobietę mówiło się „Pani”. Do innych kobiet mówiło się tak z francuska, w liczbie mnogiej: „Babisowo, pożyczcie mi chleba!”.A ta miłość do pani Pietrzakowej to stąd, że to była taka mądra jak pani. Przyniosła kiedyś do klasy mikroskop. Wtedy na wsi nie było jeszcze światła. Oglądaliśmy przez mikroskop komórkę tulipana. I mnie się w łepetynie zakręciło. To tam jest tak, czego okiem nie widać? Ale mądra pani Pietrzakowa nauczyła nas wtedy strofy wiersza Asnyka: Za każdym krokiem w tajniki stworzenia / Coraz się ludzka dusza rozprzestrzenia / i większym staje się Bóg. To była najpiękniejsza „lekcja religii”od mojej Pani, mądrej i dobrej jak mama.

To Ksiądz Biskup mówi o takich świętych w zasięgu ręki, ale jak pytam o takich świętych, którzy są w niebie, o których Kościół powiedział, że są świętymi, przez których wielbimy Boga, i przez których modlimy się do Boga.

W tym czasie młodości „chmurnej i durnej” jeszcze nie dorosłem, aby rozmawiać ze świętymi i nie myślałem o świętości. Szczęśliwcem byłem, bo w liceum miałem panią Trawińską od historii. Ona mówiła o świętych z nieba, o tym, że oni tu na ziemi byli tacy jak my. Wydawało mi się to niemożliwe. Miałem też innego idola – od matematyki i astronomii. Zawiózł nas kiedyś do obserwatorium astronomicznego w Toruniu. Pokazał przez lunetę kawałek nieba i wtedy już w głowie mi się całkiem zakręciło. To tam jest tak, a ja tego okiem nie widzę? I znów belfer zamiast komentarza czytał nam wiersz Góreckiego: O Ty Przedwieczny, który lat tysiące / Codziennie gasisz i zapalasz słońce. / Boże, o Tobie jak ja myśleć lubię / I ciągle myślę i w myślach się gubię / Musisz być mocny – kiedy ciskasz gromy. / Musisz być dobry – kiedyś miłość stworzył. A polonistą moim był ks. Jan Twardowski, po trzykroć mądry i dobry – „ks. Jan od biedronki”.

To nie dziwię się, że po takiej szkole, Ksiądz Biskup został księdzem! A skoro skończył Ksiądz Biskup teologię, to proszę nam powiedzieć: co to znaczy być powołanym do świętości?

Nie daje mi spać to zdanie: Świętymi bądźcie, jako Ojciec Wasz jest Świętym. To niemożliwe!Nie mogę być przecież takim świętym jak Bóg. Stary Testament świętych nazywa sprawiedliwymi albo błogosławionymi. Sprawiedliwy – to taki, który odda Bogu i ludziom wszystko, co się im należy. Błogosławiony – to taki, o którym Bóg i ludzie mówią dobrze, a błogosławić to znaczy kogoś chwalić, albo dobrze komuś życzyć. Sprawiedliwy, błogosławiony, to znaczy dobry. Nauczycielu Dobry!Nie nazywaj mnie Dobrym, bo Dobrym jest tylko Bóg. Święty to jest ten, kto wszystko czyni dobrze. To tylko Pan Jezus mógł powiedzieć: Kto z Was dowiedzie Mi grzechu? I drugie zdanie: Pokarmem moim jest pełnić wolę Ojca. My mówimy w pacierzu: Bądź wola Twoja! Ale to nieprawda, bo my i tak czynimy wszystko po swojemu. Tworzy się wtedy rozdarcie między wolą Boga, a moją wolą, a czasem może stać się rozdarcie między wolą moją, a wolą Boga – i to jest grzech. Pan Jezus nie miał grzechu, bo Jego wola była wolą Ojca. My jesteśmy grzeszni.

To znaczy, że my – grzesznicy – nie możemy być świętymi? A byłam przekonana, że wszyscy jesteśmy powołani do świętości.

I niech Pani zostanie przy swoim przekonaniu! Ono jest dobre i poprawne. Grzech pierwszych rodziców oddzielił nas od Boga. Przestaliśmy być świętymi. Jezus Chrystus nas odkupił przez swoją mękę, śmierć i zmartwychwstanie, pojednał nas z Ojcem i dlatego możemy do Boga mówić: „Abba, Ojcze”. I nie jesteśmy już niewolnikami grzechu, ale wolnymi dziećmi Ojca. Stąd nasze uproszczone powiedzenie: „Wszyscy jesteśmy powołani do świętości”.

Mój idol, ks. Wojtek Drozdowicz, gdy mówił o świętości, to wziął sieć rybacką i tłumaczył dzieciakom: „Święty to nie jest taka mała rybka, bo przeleci przez sieć i popłynie dalej. Świętym też nie może być taka wielka ryba, bo porwie sieć i ucieknie. Święty to taki człowiek – nie za mały, nie za duży, lecz w sam raz! Takiego Pan Bóg zagarnie swoją siecią do nieba”.

A ja bardzo dziękuję panu Robertowi Friedrichowi, który przez swoje dzieciaki z Arki upewnił mnie, że: Taki duży, taki mały / taki chudy, taki gruby / może świętym być!

To po czym poznać takiego świętego, co chodzi tu po ziemi?

Nie wiem. „Oni ani nie do poznania, ani nie do Gniezna!”. Święci, to tacy, którzy chodzą dobrze. Wiedzą dokąd i po co. To tacy, którzy mówią dobrze. A słodko ich słuchać. To tacy, którzy patrzą dobrze i widzą wszystko dobrze.

I znów Ksiądz Biskup ucieka mi od odpowiedzi. Tylu świętych wyniesionych na ołtarze, męczenników, wyznawców – gdzie jest miejsce ich przebywania. Teraz księża nie mówią o niebie.

Niech się Pani nie dziwi, że nawet księża nie mają odwagi mówić o niebie. Jeden próbował, co był zabrany do trzeciego nieba i mógł napisać dużo, a napisał tylko zdanie: Ani oko nie widziało, ani ucho ludzkie nie słyszało, ni w serce człowieka nie wstąpiło to, co Bóg przygotował dla tych, którzy Go kochają! Mój Boże! Za to mój ukochany Reymont odważył się napisać kilka zdań o niebie: Tam uleciała Kubowa dusza, pod Pana Jezusowe nóżki. Żaden geograf ani astronom nie powie nam, gdzie jest niebo, gdzie jest niezliczona rzesza świętych, których nikt nie mógł policzyć. Ja bezbożnym pokazuję czasem niebo. „Zobacz, w oczach tego dziecka jest niebo, bo ma w sercu Boga”. Tego wielki Mickiewicz zazdrościł Maryli przy I Komunii świętej: Ja bym dni wszystkich / rozkosz za nic ważył, / gdybym dzień jeden / tak jak Ty przemarzył.

Z twórczości Księdza Biskupa – wypowiedzianej i napisanej – widzę, że ma Ksiądz Biskup swoich ulubionych świętych. Pisze Ksiądz pod pseudonimem Tymoteusz, napisał pieśń o naszym św. Antonim. Dlaczego akurat o nim? Lubi Ksiądz Biskup Antoniego?

Kto by go nie kochał! To taki wielki święty, który mądrze i pięknie mówił, a dobry był jak bochen chleba, który dawał wszystkim, „których głód uśmierca”.

Z pieśnią to było tak: w kościele franciszkanów przy Zakroczymskiej w każdy wtorek jest nabożeństwo do św. Antoniego. Organistą był wtedy profesor Tadeusz Jarzęcki ze szkoły muzycznej przy ul. Profesorskiej. Kiedyś w rozmowie powiedział: „co tydzień śpiewamy Jeśli szukasz cudów idź do Antoniego… znudziło mi się już, niech Ksiądz napisze coś nowego”. No to napisałem.

A mój Tymoteusz, to stąd, że kiedy księżom nie wypadało pisać w pseudokatolickich pismach, Prymas Tysiąclecia pozwolił mi na to, ale pod pseudonimem. Pokochałem bardzo tego młodego ucznia Pawłowego – Tymoteusza i wziąłem sobie jego imię.

Proszę nam jeszcze powiedzieć: jak można być „posłańcem św. Antoniego”?

Rozgadałem się. Ma Pani rację, ale ja muszę się przed Panią i Czytelnikami wyspowiadać, że choć modlę się Litanią do Wszystkich Świętych, to mam takich swoich świętych niekanonizowanych. To mój Jan Sebastian Bach, to mój święty Traugutt, to mój święty Krzysio Baczyński, to mój święty ks. Jan od biedronki, to moje Święte Orlątka Lwowskie, to moi święci męczennicy z Katynia i Miednoje. Wystarczy.

Trzeba nam być „posłańcami św. Antoniego”. Każdemu z nas. Zgubiłeś wiarę jak drachmę? Szukaj! Nie bój się! Mam bochen chleba. Przeżyjemy.

Droga Pani, następny wywiad to już w niebie, gdzie będziemy świętymi. Do zobaczenia, a tymczasem po łowicku – Ostańcie z Bogiem, ludzie kochane.



Chcesz regularnie otrzymywać ciekawe artykuły na e-mail? Zapisz się do naszego e-biuletynu, a regularnie będziesz otrzymywał zajawki pojawiających się artykułów. Będziesz zawsze na bieżąco!