POSŁANIEC ANTONIEGO
Asyż (cz. I)
Po żadnym innym mieście nie wędrowałem tyle w wyobraźni. Czytając książki Romana Brandstaettera i Ewy Szelburg-Zarembiny razem z Franciszkiem i Klarą przemierzałem wąskie uliczki, zatrzymywałem się na placach i modliłem w kościołach. Choć albumy czy przewodniki były wtedy nieliczne, to jednak bardzo mi to ułatwiały. Wydawało mi się, że znam każdy zakątek tego miasta i nie jest ono w stanie niczym mnie zaskoczyć. Kiedy dotarłem tam po raz pierwszy, zobaczyłem, że bardzo się myliłem. Zresztą przy kolejnych okazjach ponownie się o tym przekonywałem. Asyż, miasto św. Franciszka, miasto pokoju.
Po żadnym innym mieście nie wędrowałem tyle w wyobraźni. Czytając książki Romana Brandstaettera i Ewy Szelburg-Zarembiny razem z Franciszkiem i Klarą przemierzałem wąskie uliczki, zatrzymywałem się na placach i modliłem w kościołach. Choć albumy czy przewodniki były wtedy nieliczne, to jednak bardzo mi to ułatwiały. Wydawało mi się, że znam każdy zakątek tego miasta i nie jest ono w stanie niczym mnie zaskoczyć. Kiedy dotarłem tam po raz pierwszy, zobaczyłem, że bardzo się myliłem. Zresztą przy kolejnych okazjach ponownie się o tym przekonywałem. Asyż, miasto św. Franciszka, miasto pokoju.

Na zboczu góry

Przez okno pędzącego trasą szybkiego ruchu samochodu zobaczyłem miasto przyklejone do zbocza góry. Większość miast w górzystych regionach Włoch położona jest na szczytach wzgórz. Asyż leży na zachodnim stoku góry Subasio mającej 1290 m n.p.m. Zbudowany jest z kamienia, który w zależności od natężenia słońca przybiera barwę od białej aż do różowej. Pierwszą budowlą, którą można odróżnić jest kompleks Sacro Convento – klasztor franciszkanów i bazylika, z charakterystycznymi potężnymi przyporami. Już z bliższa widzę kopułę katedry św. Ru na, strzelistą wieżę u św. Klary i ruiny zamku Rocca Maggiore, w którego zdobywaniu przez mieszkańców Asyżu, uczestniczył też siedemnastoletni Francesco Bernardone. Kamienie z zamku posłużyły do wybudowania murów wokół miasta, w czym Franciszek także brał udział. To pewnie wtedy nauczył się murarki, co potem, po jego nawróceniu, pomogło mu w odbudowaniu kilku kościółków. Jeden z nich właśnie mijamy. To Porcjunkula – kościółek Matki Bożej Anielskiej. Schowany w murach potężnej bazyliki, jednego z największych kościołów chrześcijaństwa, którego ponad stumetrowa długość zaznaczona jest na posadzce u św. Piotra na Watykanie. Dzisiaj nie mamy czasu żeby się zatrzymać, dzień się powoli kończy, zmierzamy prosto do Sacro Convento.

Na Piekielnym Wzgórzu

Cała budowla, w związku z tym, że położona na stoku, jest trzypoziomowa. Ponadto w ten sposób spełniała i spełnia dwa fundamentalne dla braci wymogi: dolna część była przeznaczona przede wszystkim na miejsce modlitwy, czemu sprzyja jej intymny charakter i półmrok, górna część przeznaczona do sprawowania liturgii i głoszenia słowa Bożego, także poprzez freski przedstawiające sceny z życia Pana Jezusa i życia św. Franciszka, zwane często „Biblią pauperum”, czyli Biblią ubogich, a więc tych, którzy nie umieją czytać. Co ciekawe, dzisiaj na nowo bracia objaśniając poszczególne obrazy pielgrzymom czy turystom, a niektórzy z tych ostatnich często niewiele wiedzą o Jezusie, wykorzystują freski do ewangelizacji i głoszenia Dobrej Nowiny o zbawieniu w Chrystusie.


Chcesz regularnie otrzymywać ciekawe artykuły na e-mail? Zapisz się do naszego e-biuletynu, a regularnie będziesz otrzymywał zajawki pojawiających się artykułów. Będziesz zawsze na bieżąco!