POSŁANIEC ANTONIEGO
2/2020
Taszkent

Na lotnisku w Taszkencie stoję w kolejce do odprawy paszportowej. W ręce ściskam deklarację celną, której wypełnienie kosztowało mnie niemało wysiłku. Cierpliwie składałem pisane cyrylicą litery i z zakamarków pamięci wywoływałem nauczone kiedyś z niechęcią rosyjskie słowa. Ogonek przesuwa się powoli, tutaj nie ma pośpiechu.


 

Zauważam, że stojący przede mną są przyzwyczajeni do takiego tempa, nikt się nie niecierpliwi i nie spogląda nerwowo na zegarek. Co więcej, to okazja do rozmowy z nieznajomymi. Trzech mężczyzn obok mnie rozmawia po rosyjsku. Choć specjalnie nie słucham, to mimo woli dowiaduję się, że są to Rosjanin, Łotysz i Ukrainiec, wszyscy przyjechali do Uzbekistanu służbowo. Kiedy wyczerpali wszystkie poruszane przy takich okazjach tematy, nagle zwracają się do mnie: Atkuda wy? Pytanie, które potem słyszę jeszcze wiele razy jako reakcję na toczone po polsku rozmowy. S Polszy – odpowiadam. A to wy pan – mówi jeden z nich. W tym stwierdzeniu słyszę, z jednej strony trochę kpiny z naszego polskiego zwyczaju nazywania wszystkich panami i naszej zarozumiałości wobec wschodnich sąsiadów, a z drugiej jakąś jednak nutkę zazdrości, że należymy mimo wszystko do trochę innego świata łacińskiej kultury. Uśmiecham się i odpowiadam innym znanym w Rosji powiedzeniem: kurica nie ptica, Polsza nie zagranica. Teraz śmieją się już głośno i już jesteśmy kolegami. Proszę ich o sprawdzenie mojej deklaracji celnej i po drobnych poprawkach bez problemu przechodzę potem wszelkie formalności.

Chrześcijanie

Za bramkami czeka na mnie już jeden z braci i, ze względu na bardzo późną porę, opustoszałymi ulicami jedziemy do klasztoru. Miasto jest bardzo dobrze skomunikowane. Dużą część drogi pokonujemy szybką czteropasmową arterią. Dowiaduję się, że dwa razy dziennie jest ona zamykana dla ruchu ze względu na przejazd kolumny prezydenckiej do i z pałacu, gdzie urzęduje głowa państwa. Nasz klasztor franciszkański znajduje się przy odbudowanym w latach dziewięćdziesiątych XX w. kościele, który został wzniesiony na początku wieku przez polskich zesłańców. Ciekawa jest historia chrześcijan w tym zakątku świata. Pierwsi wyznawcy Chrystusa pojawili się w Azji Środkowej już pod koniec I w., ale chrześcijaństwo nigdy nie stało się tutaj religią powszechną. Taka szansa pojawiła się w późnym średniowieczu, kiedy to Samarkanda czy Buchara stały się miejscem działalności katolickich misjonarzy, między innymi franciszkanów. Niestety, wybór islamu jako swojej religii przez poszczególnych władców doprowadził do zahamowania akcji ewangelizacyjnej, a prześladowania chrześcijan całkowicie sparaliżowały już istniejące, ale ciągle bardzo młode i nieokrzepłe wspólnoty. Chrześcijanie wrócili na te tereny dopiero w XIX w., po przyłączeniu poszczególnych chanatów do Imperium Rosyjskiego. Oczywiście dominującym wyznaniem chrześcijańskim było i jest prawosławie. Parafie katolickie tworzyli przede wszystkim Polacy i Litwini zazwyczaj zesłani na te tereny przez władze carskie. Wraz z nadejściem władzy sowieckiej w latach dwudziestych XX w. Kościół katolicki musiał zejść do podziemia, ale wspólnota katolicka, choć nieliczna, nieprzerwanie istniała wspierana po II wojnie światowej przez kapłanów dojeżdżających od czasu do czasu. Większość pracujących w Związku Sowieckim kapłanów doświadczyła niewolniczej pracy w łagrach za tzw. „działalność antyradziecką", za którą komuniści uznawali pracę duszpasterską i mężne trwanie przy wierze katolickiej. Po zwolnieniu z łagru zazwyczaj kontynuowali posługę kapłańską w ukryciu. Za dnia pracowali jako robotnicy, po zmroku potajemnie sprawowali sakramenty. Czasy pierestrojki pozwoliły na zarejestrowanie pierwszej parafii przez wspólnotę niemiecką w Ferganie. Po rozpadzie Związku Sowieckiego i po powstaniu okoliczności umożliwiających szerszą działalność Kościoła, posługę w Uzbekistanie podjęli franciszkanie z krakowskiej prowincji. Oprócz nowej parafii w Taszkencie powstały także parafie w Samarkandzie, Bucharze, Ferganie i Urgenczu. Kościół katolicki w tym kraju od 2005 r. ma rangę administratury apostolskiej, na której czele stoi biskup ordynariusz. Katolików związanych z życiem parafialnym w Uzbekistanie jest niewielu, około 700 i ta liczba niestety nie rośnie. Cały czas są nawrócenia, są chrzty dorosłych, są miejscowe powołania. Z drugiej jednak strony wiele rodzin katolickich mających korzenie polskie, litewskie czy niemieckie wyjeżdża na stałe do krajów przodków albo wyjeżdża do Rosji z przyczyn ekonomicznych. Ciekawostką jest istnienie w Taszkencie wspólnoty katolików, obywateli Korei Południowej, pracowników w międzynarodowych koncernach i korporacjach. W Uzbekistanie można także spotkać Koreańczyków, potomków osadników przybyłych na te ziemie w czasach carskich czy to przesiedlonych tutaj w czasach stalinowskich. Wielu z nich, choć zachowuje w części swoją kulturę, nie zna już ojczystego języka i mówi wyłącznie po rosyjsku.

Zaczynamy „od kuchni”

Od poniedziałku rozpoczynam głoszenie rekolekcji dla braci, którzy zjadą się ze wszystkich klasztorów do Taszkentu. Mam więc trzy dni na zwiedzenie miasta i poznanie tutejszych zwyczajów. Jak zwykle zaczynam od tego, co podstawowe, czyli od jedzenia. To, co w Uzbekistanie smakuje zawsze i wszędzie to owoce, a zwłaszcza chyba najlepsze na świecie arbuzy i melony, których jest ponad sto gatunków. 
Chcesz regularnie otrzymywać ciekawe artykuły na e-mail? Zapisz się do naszego e-biuletynu, a regularnie będziesz otrzymywał zajawki pojawiających się artykułów. Będziesz zawsze na bieżąco!