Asyż (cz. II)

Kontynuując naszą wycieczkę po umbryjskim Asyżu, wyruszamy z Bazyliki św. Franciszka do Bazyliki św. Klary. Możemy pójść jedną z dwóch ulic, górą lub dołem.

Asyż położony jest na północno-zachodnim stoku góry Subasio. Miasto z lotu ptaka przypomina trochę wrzeciono, którego zakończeniem jest monumentalna budowla Sacro Convento – Bazyliki św. Franciszka i Klasztoru Franciszkanów. Podłużne ulice miasteczka biegną mniej więcej na tym samym poziomie, czasami łagodnie wspinając się w górę lub schodząc w dół. Te, które biegną wszerz są bardzo strome, tak, że często przybierają wręcz formę schodów lub pasaży. Po pokonaniu kilkunastu stopni można spojrzeć na dach budowli, przed którą parę chwil wcześniej się stało.

Krętymi uliczkami

Tym razem wybieramy górną drogę – Via di san Francesco. Pielgrzymi i turyści reagują na nasze habity zazwyczaj przyjaznym uśmiechem czy gestem. My rozglądamy się, ciekawi tego wyjątkowego miasta. Połączenie kamiennych domów, z całą feerią kwiatów i ozdobnych roślin tworzy niepowtarzalny klimat. Co chwilę zaglądamy w boczne, ciasne uliczki, podziwiając przemyślność mieszkańców w wykorzystaniu każdego skrawka przestrzeni na stworzenie małego ogródka, przytulnego tarasu czy miejsca do zaparkowania samochodu czy skutera.

Kamieniczki głównej drogi zapraszają nas do środka otwartymi witrynami sklepów. Można tu dostać wszelkie pamiątki franciszkańskie, a także wyroby lokalnego rękodzieła czy rolnictwa. Dokładając lokale gastronomiczne, liczne hotele, domy pielgrzyma czy miejsca noclegowe, można bez wahania powiedzieć, że miasto żyje ze św. Franciszka. Ktoś zażartował sobie, że gdyby Pietro Bernardone, ojciec Franciszka, wiedział jakie interesy miasto będzie robić w przyszłości na jego synu, absolutnie nie sprzeciwiałby się jego nowemu sposobowi życia. My zatrzymujemy się na chwilę w dwóch sklepach, obydwu niedaleko gmachu seminarium zwanego Franciscanum. W pierwszym można kupić sandały, przeróżne modele, od takich całkowicie bardzo prostych, zrobionych w całości z twardo wyprawionej skóry, do takich, w których po pewnym czasie podeszwa układa się do kształtu stopy. Drugi sklep wypełniony jest naczyniami liturgicznymi zrobionymi z ceramiki. Kielichy, pateny, ampułki, tacki. A prawie wszystko przyozdobione franciszkańskim znakiem tau. W polskich kościołach nie ma raczej zwyczaju używania takich naczyń, ale można je czasami spotkać w kaplicach seminaryjnych czy ośrodkach oazowych.

Piazza del Comune

Ruszamy dalej i po kilkudziesięciu metrach docieramy do głównego placu miasta – Piazza del Comune. Narożny gmach poczty znajduje się w miejscu dawnego kościółka św. Mikołaja, gdzie św. Franciszek z br. Bernardem z Quintavalle i Piotrem Cattanim trzykrotnie otwierali Pismo Święte szukając odpowiedzi na pytanie co powinni dalej ze sobą począć i trzykrotnie natrafiali na polecenie skierowane przez Pana Jezusa do Apostołów, że powinni wyruszyć na głoszenie Królestwa Bożego, nic nie zabierając ze sobą.

To tutaj mieści się ratusz z charakterystyczną wieżą, a zaraz obok znajduje się kościół Santa Maria sopra Minerva, świadek antycznego pochodzenia miasta, bo będący pierwotnie świątynią Minerwy wybudowaną w I w przed Chr. Na przeciwległym końcu placu znajduje się Fontanna Trzech Lwów, przy której ludzie i ptaki szukają teraz trochę ochłody. Zresztą sam plac usytuowany jest na miejscu dawnego forum romanum i tak jak kiedyś stanowi centrum świeckiego życia miasta. Znaczną jego część wypełniają kawiarniane stoliki, rozglądam się czy czasem nie zobaczę gdzieś Romana Brandstaettera i jego żony Reny, bo to było ich ulubione miejsce picia kawy i obserwowania życia miasta.

Przez „drzwi umarłych”

Stąd już bardzo blisko do Bazyliki św. Klary, ale my decydujemy się wpierw odwiedzić asyską katedrę, której patronuje św. Rufin. Zanim wejdziemy do środka, zatrzymujemy się przy domu rodzinnym św. Klary, który przylega do katedry. W Niedzielę Palmową 1212 r. dziewiętnastoletnia Klara uciekła z rodzinnego domu, przez tak zwane drzwi umarłych, bowiem zabobonni mieszkańcy przez specjalnie drzwi wynosili trumny ze zwłokami zmarłych domowników. Nie chciała przymusowego zamążpójścia, wybrała drogę powołania ewangelicznego na wzór Franciszka. Szesnaście dni później z domu uciekła jej młodsza siostra Katarzyna, którą Franciszek nazwał Agnieszką. Z czasem do wspólnoty Ubogich Panien w klasztorku św. Damiana dołączyła najmłodsza siostra Beatrycze, a potem i matka Ortolana.

U św. Rufina

Czas na zwiedzanie katedry, która po włosku oprócz słowa cattedrale często nazywana jest także Duomo. Fasada kościoła św. Rufina jest jednym z bardziej znaczących zabytków umbryjskiego stylu romańskiego. Uwagę przykuwają trzy rozety, a także płaskorzeźby w lunetach nad wejściami. Zadzieram wysoko głowę, żeby przyjrzeć się średniowiecznym rzeźbom zwierząt, które mają fantastyczne kształty przypominające trochę dziecięce rysunki, nie wiem czy dlatego: czy taki był zamiar artysty czy takie po prostu były jego umiejętności. Wchodzimy do środka. Budowla jest trzynawowa i ma kształt bazylikowy. Na początku prawej nawy znajduje się chrzcielnica, w której zostali ochrzczeni zarówno św. Franciszek jak i św. Klara, a także pochodzący z Asyżu dziewiętnastowieczny pasjonista św. Gabriel od Matki Bożej Bolesnej. Prawdopodobnie także współczesny Franciszkowi cesarz Fryderyk II Hohenstauf. Naprzeciw głównego wejścia na filarach umieszczono dwie dziewiętnastowieczne figury przedstawiające św. Franciszka, autorstwa Jana Dupré i św. Klarę, autorstwa jego córki Amalii.

Warto wiedzieć, że to w tym kościele św. Franciszek wygłosił swoje pierwsze kazanie. Tutaj też wysłał w takim samym celu obnażonego brata Rufina, żeby przezwyciężył nieśmiałość w głoszeniu słowa i nauczył się na czym polega prawdziwe posłuszeństwo.


Więcej w papierowym wydaniu Posłańca 3/2018

.