Zrobić miejsce dla Boga

Rozmowa z ks. Krzysztofem Porosło, kapłanem archidiecezji krakowskiej, rekolekcjonistą, obecnie doktorantem na Uniwersytecie Nawarry w Pampelunie (Hiszpania), pomysłodawcą i współorganizatorem rekolekcji liturgicznych „Mysterium fascinans”, autorem wielu książek przybliżających zagadnienia liturgiczne, m.in. wydanej ostatnio: „Święta codzienność. O liturgii przemieniającej życie”, prowadzącym portal www. baptysterium.pl.

Rozmawiała Anna Dąbrowska

Św. Ignacy Loyola jest autorem powiedzenia Sentire cum Ecclesia, co możemy przetłumaczyć z łaciny jako współodczuwanie z Kościołem. Co to znaczy „współodczuwać” z Kościołem?

Żebym mógł przeżywać coś razem z Kościołem, myśleć razem z nim, to muszę popatrzeć na siebie, jako na część tego Kościoła. Mogę współodczuwać z Kościołem, gdy nie jestem tylko zewnętrznym obserwatorem, ale gdy jestem częścią wspólnoty, jaką jest Kościół. Współodczuwanie z Kościołem oznacza taką wiarę, która nie jest przeżywana samemu. Wiara nigdy nie jest tylko moją prywatną sprawą. Jest takie piękne zdanie w Lumen gentium, konstytucji Soboru Watykańskiego II o Kościele, w którym czytamy, że Bogu spodobało się zbawić nas we wspólnocie (por. LG 9). To jest Boży sposób kształtowania Kościoła i ofiarowania nam daru zbawienia – we wspólnocie. Bóg sam jest wspólnotą Osób, a więc moja relacja z Nim i moja wiara też jest przeżywana we wspólnocie. Nie ma czegoś takiego jak moje prywatne, indywidulane chrześcijaństwo. Liturgia Kościoła praktycznie zawsze mówi językiem „my” – nasza wspólnota, nasza relacja, nasze zbawienie. Jako chrześcijanin jestem zaangażowany także w wiarę i zbawienie innych. Starożytne symbole wiary zawsze były wyrażone w formie „my”. Wiarę wyznawano mówiąc „wierzymy”. Potem zmieniono to pierwsze słowo na „wierzę”, co miało podkreślić, że wyznanie wiary jest moją osobistą decyzją. Ale to wyznanie zawsze musi być wpisane w wiarę całego Kościoła.

Ale jak współodczuwać z Kościołem w konkrecie życia?

Moim zdaniem współodczuwanie z Kościołem rozgrywa się w naszym życiu na trzech poziomach. Pierwszy dotyczy wiary – możemy nazwać go poziomem dogmatycznym. Współodczuwam z Kościołem wtedy, gdy wierzę w to, co Kościół daje mi do wierzenia, gdy przyjmuję wiarę od Kościoła. A podstawowa prawda, jaką Kościół mi daje do wierzenia to ta o Jezusie Chrystusie. Dostałem od Kościoła objawienie i interpretację tej prawdy – choćby księgi Pisma Świętego, które powstały we wspólnocie Kościoła, a ja otrzymuję je od niego. Nowy Testament nie jest przecież niczym innym jak doświadczeniem pierwszej wspólnoty Kościoła z Bogiem, który objawił się w Jezusie Chrystusie. Od Kościoła dostałem też prawdy wiary, sformułowane w konkretnych dogmatach, w Credo.

Drugi poziom to liturgia, czyli przeżywanie relacji z Bogiem Ojcem, z Jezusem Chrystusem, z Duchem Świętym w rytmie roku liturgicznego. To rytm okresów liturgicznych, świąt i uroczystości, które wspomina i celebruje Kościół. I współodczuwam wraz z Kościołem, gdy przyjmuję ten czas, te święta, okresy w zaufaniu, że w danym momencie życia też, razem z Kościołem, potrzebuję przeżywać taką prawdę. Zostaję wraz z Kościołem zanurzony w kolejne wydarzenia z życia Jezusa.

Trzeci poziom, na którym rozgrywa się to współodczuwanie z Kościołem, nazwałbym egzystencjalnym. Chodzi o to, że Kościół ma swoją historię, życie. Odzwierciedlają to okresy liturgiczne i święta. Kościół odczytuje też nieustannie to, co się dzieje w świecie – tzw. znaki czasu. I jeśli ja współodczuwam z Kościołem, to razem z nim próbuję te znaki czasu również odczytywać, wsłuchuję się w to, co mi Kościół chce powiedzieć o życiu i świecie. Wczytuję się w to, co np. Bóg mówi przez nauczanie papieży, nauczanie synodów biskupich itd. W ostatnich latach mieliśmy synody o Eucharystii, o słowie Bożym, o rodzinie, a teraz będziemy mieli synod o młodzieży. To są tematy, którymi żyje dzisiaj wspólnota Kościoła. Mieliśmy Rok Wiary, Rok Kapłański, Jubileusz Miłosierdzia. W Polsce przeżywamy teraz dwa lata programu duszpasterskiego o Duchu Świętym. Warto wsłuchać się w te tematy i w oparciu o nie kształtować wiarę. Sam, jako ksiądz, gdy głoszę rekolekcje wielkopostne, to staram się nawiązywać do tych tematów. Teraz głoszę właśnie o Duchu Świętym, o Jego obecności w naszym życiu. Co roku papież pisze też różne orędzia, np. teraz – na Wielki Post. Głosząc rekolekcje, starałem się także nawiązywać do tego orędzia, bo to jest też coś, czym żyje Kościół w danym momencie.

A jakie mamy obecnie znaki czasu?

Kościół przekłada interpretację znaków czasu na tematy, którymi się zajmuje. A więc, jeśli podjęto w Kościele temat rodziny, to nie dlatego, że ktoś – jakiś biskup, kardynał, czy nawet sam papież, tak wymyślił, ale dlatego, że jest to odpowiedź Kościoła na znak czasu. A w kwestii rodziny wiemy, że problemów jest wiele: coraz rzadziej ludzie wchodzą w sakramentalne związki małżeńskie, a jeżeli wchodzą, to coraz częściej te małżeństwa się rozpadają. Wiemy, że wiele par małżeńskich boryka się z problemem braku potomstwa, albo, że nie chce mieć dzieci. Wiele dzieci rodzi się też poza małżeństwem. Istnieje problem aborcji… Kościół zajmuje się tymi tematami, bo widzi, że jest to ważne.

Temat rodziny był rzeczywiście ostatnio szeroko podejmowany, ale raczej w jednym aspekcie: aborcji i możliwości przystępowania do Komunii świętej przez osoby żyjące w powtórnych związkach…

Tak, ale temat rodziny Kościół od początku podejmuje szerzej niż ukazują to niektóre media. Aborcja czy Komunia święta osób żyjących w powtórnych związkach to kwestie trudne. Ale Kościół nie żyje tylko nimi. Sporo nauczania mamy natomiast na temat dobrego przygotowania do zawarcia sakramentalnego małżeństwa, tego, czym w ogóle jest sakramentalne małżeństwo, o tym, że rodzina jest podstawowym sposobem funkcjonowania Kościoła i społeczności.

Innym tematem, na który Kościół w ostatnim czasie kładł nacisk, to temat miłosierdzia Bożego. Odkrywamy tę prawdę coraz bardziej na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat, poczynając od św. Faustyny i jej objawień, po czasy św. Jana Pawła II i rozwój kultu Miłosierdzia Bożego, jaki miał miejsce za jego pontyfikatu. Dla nas, Polaków, jest to temat szczególnie ważny, ale cały Kościół nim żyje i mówi o człowieku, który potrzebuje miłosierdzia i o Bogu, który jest miłosierny.

Za sprawą papieża Franciszka ważny jest także temat przekładania Ewangelii z poziomu głoszenia jej na poziom codziennego życia: dawania świadectwa, dostrzegania każdego człowieka, tego małego, potrzebującego, bezbronnego, odkrywania Jezusa w najsłabszych.

Czasami mówi się, że Kościół działa z opóźnieniem, czyli, że oficjalne wypowiedzi Kościoła nie nadążają za dynamicznie zmieniającą się rzeczywistością. Często jest tak, że najpierw pojawiają się jakieś osoby w Kościele, które podejmują ważne tematy, a Kościół w jakiś sposób dorasta do podjęcia tych tematów. Mówiliśmy o miłosierdziu Bożym – wszystko zaczęło się od ubogiej, skromnej siostry zakonnej, Faustyny Kowalskiej. A dziś tą prawdą żyje cały Kościół.


Więcej w papierowym wydaniu Posłańca 2/2018

.