Rodzice Franciszka

To takie oczywiste. Również święci mieli swoich rodziców. Matka św. Franciszka z Asyżu miała na imię Pika, a ojciec Piotr. Oboje starali się o to, by wychować swojego syna jak najlepiej. Mieli też oczekiwania co do niego, on jednak obrał swoją drogę, którą trudno było im zaakceptować. Przede wszystkim nie rozumieli decyzji, którą podjął.

Młode lata

Matka zajmowała się domem. To również ona wprowadziła Franciszka w praktykę wiary, ucząc go pacierza. Ojciec, bogaty kupiec, dbał przede wszystkim o rozwój interesu, często wyjeżdżając z domu, by nabywać nowy, atrakcyjny towar. Sam nie pochodził z bogatej rodziny. To, co udało mu się wypracować, było przede wszystkim owocem jego sprytu, wytężonej pracy i dobrych, intratnych kontraktów. Państwo Bernardone mieli też syna Anioła, ale ojciec przyszłość rodzinnego biznesu wiązał właśnie z Franciszkiem.

Można sobie wyobrazić, jak ojciec zabierał go ze sobą i w swoich magazynach pokazywał mu różne gatunki sukna i tkanin, tłumacząc różnice między nimi, określając ich wartość, wskazując możliwości ich rozpoznawania po dotyku. Wdrażał go powoli w tajniki pertraktowania z klientami, targowania się z nimi, przekonywania, zachwalania oferowanego towaru. Terminując u ojca, Franciszek nauczył się sprzedawać, robić zapisy w księgach przychodów i rozchodów, sporządzać spis inwentarza. Wygląda na to, że ojciec zabierał go również na handlowe wyprawy do Francji. Młody Bernardone wyróżniał się bystrością umysłu, otwartością, jowialnością i naturalną uprzejmością. Jego osobowość przyciągała i przekonywała, a w kupieckim zawodzie nie było to wszystko bez znaczenia.

Konflikt

Wydawać by się mogło, że przyszłość Franciszka była jasno określona i jego byt zapewniony. Niezależnie od zamiarów ojca, młody Bernardone nosił w sobie rycerskie marzenia, których realizacji nie sprzeciwiali się rodzice, widząc w nich możliwość awansu społecznego. Bratobójcza bitwa pod Collestradą skończyła się dla niego rocznym uwięzieniem, które przypłacił chorobą i utratą naturalnego wigoru i entuzjazmu. Choć próbował raz jeszcze zaciągnąć się do rycerskich działań, zawrócił szybko, poruszony wewnętrznym doświadczeniem głosu Boga. Zaczął się wtedy wycofywać z życia, szukać odosobnienia. Opuścił dom. Schronił się przy kościółku San Damiano, powoli podnosząc go z ruin.


Więcej w papierowym wydaniu Posłańca 6/2017

foto: wikiwand.com

.