Post i Ewangelia

Post i Ewangelia

Sam Jezus przekonuje, że post jest ważny dla życia duchowego, a w niektórych przypadkach wręcz konieczny. Św. Franciszek, przyjmując Ewangelię jako regułę i życie, widział w poście również szansę dla siebie. Dostrzegał w nim przede wszystkim okazję do lepszego rozumienia i praktykowania wskazań płynących z Ewangelii, której najwyższym prawem jest miłość. Jest jedno znane wydarzenie z jego życia, które może zaskakiwać, ale przede wszystkim zachęcać do przemyśleń.

W gościnie

Przemierzając Lombardię, Franciszek przybył w okolice Aleksandrii, by i tam głosić słowo Boże. Jeden z tamtejszych gospodarzy zaprosił go do siebie. Obecność takiego gościa cała rodzina poczytywała sobie za zaszczyt. Pragnąc podjąć go jak najlepiej, przygotowano siedmioletniego specjalnie utuczonego koguta, który najwidoczniej czekał na wyjątkową okazję, skoro – jak podaje biograf – miał już siedem lat. A działo się to w piątek. Co zrobił Franciszek, człowiek święty? Nawet nie zwrócił uwagi, że to dzień postu, żeby w żaden sposób nie ugodzić w dobroć gospodarzy. Wiedział doskonale, jakie wskazania dał Jezus swoim uczniom, skoro te słowa zacytował w swojej regule: „I w tym samym domu zostając, niech jedzą i piją to, co u nich jest”. Zapisał też i takie słowa: „I kiedykolwiek zajdzie konieczność, wolno wszystkim braciom wszędzie korzystać ze wszystkich pokarmów, które ludzie mogą jeść, jak Pan powiedział o Dawidzie, który jadł chleby pokładne, których nie wolno było spożywać nikomu, tylko kapłanom”.

Kiedy siedzieli tak razem przy stole, wdzięczni Bogu za pełne radości spotkanie, ktoś zakołatał do drzwi. Jakiś biedak. Płaczliwym głosem błagał o wsparcie, powołując się przy tym na miłość Boga. Ucho Franciszka, szczególnie uwrażliwione na prośbę o jałmużnę w imię Boga, nie pozwoliło mu zwlekać ani się zastanawiać. Zresztą nie był to pierwszy raz, kiedy dzielił swój chleb z głodnym, a nawet odmawiał sobie jedzenia na rzecz proszącego. Chwycił porcję mięsa, położył na pajdzie chleba i wręczył rozdygotanemu człowiekowi. A ten zadowolony przyjął to, co otrzymał, i zniknął. Okazało się, że wcale nie był taki głodny, bo zdobyte jedzenie schował, idąc pośpiesznie w swoją stronę. Czyżby ze względu na piątek, przez pobożność, nie chciał jeść mięsa i czekał do soboty?


Całość artykułu w papierowym wydaniu Posłańca 2/2017

.