Jerozolima

Jerozolima

„Czy sam pan pakował bagaż?”. „Tak”. „Czy od tego momentu miał pan bagaż zawsze przy sobie?”. „Tak”. „Czy jakaś osoba nie dała panu jakichś zapakowanych przesyłek do przekazania?”. „Nie”. „Czy nie ma pan broni, materiałów wybuchowych lub innych niebezpiecznych?”. „Nie”.

Kolejny raz słyszę te same pytania i udzielam tych samych odpowiedzi. Jeszcze szczegółowa kontrola bagażu (notuję sobie w pamięci, że umieszczanie na wierzchu bielizny nie było najlepszym pomysłem, bo niekoniecznie cała pielgrzymka musi ją podziwiać) i wreszcie można oddać walizkę, a potem ustawić się w kolejce do samolotu. Lecimy czarterem, izraelskimi liniami. Z ciekawością jem, chyba pierwszy raz w życiu, koszerne jedzenie. Nawet smakuje. Nad ranem lądujemy w Tel-Awiwie i autokarem wyruszamy do Jerozolimy.

Gwar Jerozolimy

Nasz hotel nosi niezbyt oryginalną nazwę „Holy Land”, ale ma jeden wielki plus: mieści się zaledwie 5 minut marszu od Bramy Heroda prowadzącej do Starej Jerozolimy. Wyruszamy tam natychmiast. Wąskie uliczki, często zadaszone, wypełnione są straganami i sklepikami, których otwarte drzwi są zazwyczaj witryną prezentującą sprzedawany towar. Szczególne wrażenie robią na mnie sklepy z przyprawami, gdzie mieszają się ze sobą nie tylko różnorodne, często wręcz odurzające zapachy, ale i feeria barw wystawionego towaru. Wrażenie ciasnoty Starego Miasta pogłębia jeszcze gwar różnorodnych języków, mieszają się ze sobą słowa wypowiadane przez miejscowych i pielgrzymów, handlujących i kupujących, tych, którzy chcą drogo sprzedać i tych, którzy chcą tanio kupić, a targowanie się jest przecież tutaj nieodzownym elementem transakcji. Ta część miasta zamieszkała jest głównie przez ludność arabską, dlatego też wyjątkowe wrażenie robią przechodzący przez nią ortodoksyjni żydzi, którzy tylko w razie absolutnej potrzeby wybierają tę drogę. Wyróżniający się swoim charakterystycznym strojem, maszerują sprężystym krokiem, wpatrzeni przed siebie, unikając jakiegokolwiek kontaktu z innymi.

Bazylika Zmartwychwstania

Docieramy do Bazyliki Bożego Grobu nazywanej także Bazyliką Zmartwychwstania. Oprócz Bożego Grobu znajduje się w niej także miejsce ukrzyżowania Pana Jezusa czyli Golgota. Jest dla mnie zaskoczeniem, że te miejsca znajdują się tak blisko siebie, zaledwie o kilkanaście metrów. Czuję wielkie wzruszenie i zatapiam się w modlitwie. Otoczony zapachem kadzideł i palących się lampek oliwnych nawet nie próbuję wyobrazić sobie tego miejsca w tamtym czasie Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Pana Jezusa. Najważniejsze, że to właśnie tu objawiła się nieskończona miłość Boga do człowieka. Nie tylko patrzę i chłonę zapachy, ale tam, gdzie to możliwe, dotykam rękami miejsc naszego zbawienia. Bazylika jest wypełniona pielgrzymami, nigdzie nie można się na dłużej zatrzymać. Oprócz dyskretnego pss pss można usłyszeć i dosadniejsze zwrócenie uwagi, zwłaszcza, gdy prawosławny mnich zorientuje się, że jesteś katolikiem, który za długo zatrzymał się w jednym miejscu. Wędrując od Golgoty, poprzez miejsce namaszczenia i potem Grób Boży, docieramy wreszcie do katolickiej zakrystii, gdzie witają nas serdecznie franciszkanie, od stuleci kustosze tego miejsca. Nie są oni jednak jedynymi opiekunami sanktuarium...


Całość artykułu w papierowym wydaniu Posłańca 2/2017

.