Jak św. Antoni uratował swojego ojca

Wśród opowieści o cudach św. Antoniego, spotykamy i taką, w której Święty pomaga swemu ojcu. Antoni nie kontaktował się ze swoją rodziną od kilku lat, ale drogą jakiegoś nadzwyczajnego objawienia dowiedział się, że jego ojcu grozi utrata czci, a może nawet życia, ponieważ został oskarżony o morderstwo jakiegoś człowieka, którego zwłoki znaleziono zakopane w jego ogrodzie.

Nie znamy bliższych szczegółów tego wydarzenia. Zginął jakiś człowiek i został pochowany w ogrodzie pana Marcina, ojca św. Antoniego. Tam go odnaleziono i ustalono, że został zamordowany. O zabójstwo oskarżono właściciela ogrodu, który – jak oskarżycielom się wydawało – śpieszył się, aby ukryć ciało zabitego i zakopał je na terenie własnej posesji.

Wskrzeszenie przed sądem

Św. Antoni, który cieszył się darem bilokacji, czyli możliwością równoczesnego przebywania w dwóch miejscach, pojawił się więc w Lizbonie i wskrzesiwszy zamordowanego, zapytał go wobec urzędowych świadków, czy zginął z ręki jego ojca. Wskrzeszony oświadczył, że to nie pan Marcin go zamordował. Opowieść jest dyskretna, ponieważ wskrzeszony nie wskazuje innego zabójcy, a jedynie uwalnia od zarzutu ojca św. Antoniego.

Opisu tego cudownego zdarzenia nie znajdujemy w najstarszych relacjach o cudach św. Antoniego. Nie jest więc wykluczone, że zrodziła ją nieco później pobożność jego czcicieli, którzy uważali, że koniecznie trzeba ukazać troskę tego Świętego o własną rodzinę. On przecież tak bardzo troszczył się o zagrożone dobro innych rodzin.

Ferdynand z Lizbony

O rodzinie św. Antoniego mamy skąpe wiadomości. Z najstarszych jego życiorysów wiemy, że jego ojcem był Marcin, syn Alfonsa, rycerz króla Alfonsa Zdobywcy, pierwszego króla Portugalii, a matką Maria, pochodząca także z jakiegoś szlachetnego rodu. Rodzice Antoniego mieszkali w Lizbonie, w pobliżu romańskiej katedry. Tam urodził się nasz Święty w 1190 lub 1195 r. Na temat tej daty ciągle jeszcze spierają się historycy i biografowie. A zatem nasz Święty, choć nazywany jest Padewskim, pochodził z portugalskiej Lizbony i w portugalskiej literaturze nazywany jest Antonim z Lizbony.
Przy chrzcie otrzymał imię Ferdynand, na Półwyspie Iberyjskim dosyć popularne, które nawiązywało do tradycji chrześcijańskich Wizygotów, zamieszkujących te ziemie przed arabskim najazdem, z którego Portugalia uwalniała się powoli w ciągu XI i XII w. Sama Lizbona została wyzwolona spod panowania Arabów dopiero w 1147 r., a więc niecałe 50 lat przed narodzinami naszego Świętego.

Ze stanu rycerskiego do zakonu

Do wyzwolenia ziem późniejszej Portugalii przyczyniło się królestwo Leonu i Kastylii. Najpierw więc wyzwolono ziemie północne przylegające do granic tego królestwa, a więc okolice Porto i Coimbry. W 1097 r. utworzono hrabstwo Portucale i powierzono je w lenno Henrykowi Burgundzkiemu, którego syn i następca koronował się na króla Portugalii w 1139 r. i panował do 1185 r. jako Alfons I Zdobywca, obrawszy sobie Coimbrę za stolicę.

To samo imię Ferdynand, jakie nadano późniejszemu Antoniemu, nosił jego wuj, który był kanonikiem przy katedrze. Pewnie ten wuj przyczynił się do tego, że młody Ferdynand zaczął chodzić do katedralnej szkoły, a potem jeszcze uczył się przy klasztorze św. Wincentego, u kanoników regularnych św. Augustyna, do których też wstąpił.

Ferdynand był prawdopodobnie najstarszym synem Marcina i Marii, którzy podobno mieli jeszcze córkę, także Marię.

Późniejsi pisarze domyślają się, że ojciec formował Ferdynanda do stanu rycerskiego, który Świętego pociągał. Decyzję o wstąpieniu do klasztoru kanoników regularnych wzbogacają wątkiem romantycznym. Ferdynand miał współzawodniczyć z jakimś kolegą w zdobywaniu serca pewnej młodej damy. I według jednych ona wybrała drugiego, a według innych Ferdynand zabił w pojedynku konkurującego z nim przyjaciela. Dlatego resztę życia postanowił spędzić w klasztorze. Są to jednak obrazki zrodzone w wyobraźni pisarzy.

Przypominam tu jeszcze, że imię Antoni, przyjął nasz Święty przy wstąpieniu do zakonu franciszkanów.

.