Dyskretna interwencja

Cuda są różne. Bywają bardzo oczywiste. Takie zdarzały się w życiu św. Antoniego. Przyniesiono mu dziewczynkę, która utonęła w jakiejś przydrożnej sadzawce. Nie było już w niej życia. Gdy Święty pochylił się nad nią, wyrzuciła z płuc strumień brudnej wody i otworzyła zdziwione oczy. Św. Antoni jest jednak specjalistą od cudów dyskretnych. Do takich cudów należy jego wypróbowana przez wiele osób pomoc w odnajdywaniu zagubionych rzeczy. Takich wydarzeń się nie opisuje, bo wstyd przyznać się, że zgubiło się klucz od mieszkania.

Konieczna przeprowadzka z Grodna

Św. Maksymilian Maria Kolbe nie naprzykrzał się św. Antoniemu. Miał on zresztą swoich, całkiem nowych pomocników i pośredników u Boga. Był głęboko przekonany, że w początkach działalności wydawniczej wiele pomocy zawdzięczał słudze Bożemu o. Wenantemu Katarzyńcowi († 1921), który za życia obiecał mu współpracę w wydawaniu „Rycerza Niepokalanej”. Choć nie zdążył spełnić obietnicy, bo zmarł rok przed drukiem pierwszego numeru pisma, św. Maksymilian zawierał z nim różne „układy”, które uważał za skuteczne. Specjalistę od kasy Opatrzności widział w św. Józefie Cottolengo, którego obrazek trzymał w pudelku z pieniędzmi na bieżące wydatki. Na drodze świętości wspomagały go dwie młode i całkiem nowe święte, Gemma Galgani i Teresa od Dzieciatka Jezus, które zmarły i były wyniesione na ołtarze za jego życia. Ze św. Teresą o. Kolbe zawierał „dziwne układy” dotyczące zwłaszcza misji.

Może św. Maksymilian miał jakieś nabożeństwo do św. Antoniego, ale sam nie wspominał o pomocy otrzymywanej w trudnych sprawach za jego przyczyną. Przypomniał natomiast kiedyś wyznanie swojego brata, o. Alfonsa, który twierdził, że św. Antoni nigdy mu nie odmawia pomocy.


Całość w papierowym wydaniu Posłańca 5/2017

.