Co nie przemija z wiatrem

Kiedy jako dziecko wchodziłem do pokoju, gdzie przebywali dorośli, zdarzało mi się nieraz usłyszeć pytanie: Ogon masz? Jaki ogon? – dziwiłem się w myślach. Nie mam – odpowiadałem krótko. To zamknij drzwi – padało z głębi. Ano, tak. Gdybym miał ogon, zwłaszcza długi, to musiałbym zostawiać drzwi uchylone, żeby go nie przytrzasnąć. Logiczne. Ogon by mi przeszkadzał. Przywołuję to odległe wspomnienie, aby napisać o znaczeniu przeszłości w naszym życiu. Czy dobrze jest pamiętać i powracać do tego, co było? Po co nam tradycje sprzed lat? Kiedy przeszłość staje się więzieniem dla człowieka?

Jason Bourne, popularny bohater książki R. Ludluma, to mężczyzna inteligentny, sprawny, o niezwykłych umiejętnościach przetrwania, który nie pamięta kim jest i skąd u niego te zdolności. Wrzucony w wir zdarzeń, ciągle poszukuje odpowiedzi na pytanie o przeszłość: „Kim byli moi rodzice, jak się nazywam, gdzie zostałem wyszkolony i po co?”. Człowiek potrzebuje przeszłości, by rozumieć kim jest, jakie są jego korzenie, gdzie przynależy. Jest przecież częścią określonej wspólnoty kulturowej: jej języka, religii, zwyczajów i opowieści. Nawet, jeśli idzie swoją drogą, to przecież został ukształtowany, jakoś zdefiniowany, przez ludzi, miejsca i czasy. Potwierdzają to choćby wzruszające relacje wygnańców o łamaniu się opłatkiem i śpiewie kolęd gdzieś w Kazachstanie czy na Syberii – bo taka była tradycja w ojczyźnie. Wielu ludzi powraca po latach do miejsc, gdzie się wychowali i mieszkali. Są i tacy, którzy tworzą drzewo genealogiczne swojej rodziny. Jeśli więc ktoś sam decyduje się odciąć przeszłość – traci część siebie.


WIęcej w papierowym wydaniu Posłańca 1/2018

.