Brat Naszego Boga

Brat Naszego Boga

Chciał malować, lubił teatr, wtedy jego muzą była jedna z największych aktorek w Europie, a za chwilę także na świecie – Helena Modrzejewska. Lubił malarzy, znał Paryż, Gandawę, Monachium i Rzym. Nie należał do ludzi zamożnych, ale też nie do najbiedniejszych.

Ci, którzy go wtedy znali, nazywali go „najpiękniejszym człowiekiem swojego pokolenia” – rocznik 1845. Dla nas jest przede wszystkim świętym, który w Krakowie uczył ludzi co to znaczy „być dobrym jak chleb”.

Dwa obrazy

Adam Chmielowski, znakomity malarz, który za chwilę zamieni jedwabny surdut na habit uszyty z worka. Właśnie obchodzimy Rok św. Brata Alberta (Adama Chmielowskiego). Przez cały ten rok więc szczególnie towarzyszą nam dwa obrazy: jeden, to portret Świętego namalowany przez jego przyjaciela, Leona Wyczółkowskiego. Drugi, to słynne dzieło samego Adama Chmielowskiego – „Ecce Homo”. Rozpoznajemy oba obrazy – ale czy wiemy o nich coś więcej? Mogliśmy je niedawno obejrzeć na wspaniałej wystawie monograficznej Adama Chmielowskiego w Muzeum Archidiecezjalnym przy Kanoniczej w Krakowie.

Portret namalowany przez Wyczółkowskiego powstał już po śmierci Brata Alberta. Założyciel albertynów nie żył już od 16 lat, ale Wyczółkowski wiedział, że musi go namalować właśnie tak – w habicie i w momencie, kiedy przytula głodne dziecko. I odtąd każdy, kto będzie przywoływał w myślach i modlitwach tego Świętego, zawsze już będzie widział go tylko tak.

Najdoskonalszy Artysta

A przecież na początku nic nie zapowiadało, że zostanie nie tyle świętym, co w ogóle bratem zakonnym. Był świetnie zapowiadającym się malarzem, a wcześniej powstańcem styczniowym – jako 18-latek ranny w bitwie pod Mełchowem, stracił lewą nogę. Ale podniósł się z tego, pojechał do Paryża, w którym właśnie rodził się impresjonizm. Cztery lata był w Monachium, gdzie z braćmi Gierymskimi, Chełmońskim, Brandtem, Wierusz-Kowalskim uczył się malować. Fascynował go wielki Van Dyck, którego prace podziwiał w monachijskiej Pinakotece oraz renesans – podziwiał Perugina i Rafaela, ich obu uważał za wzór niedościgniony: „Peruginowi i Rafaelowi nawet się tak bardzo nie przyglądam, boć trudno tak z góry zaczynać” – pisał w liście w 1869 r .


Całość artykułu w papierowym wydaniu Posłańca 3/2017

.