Boża ekonomia

Kilka tygodni temu gościłem w rychwałdzkiej parafii Wojciecha Nowickiego, ekonomistę i autora książki (wraz z nieżyjącą już małżonką) pt. „Uzdrowienie finansów. Jak z Bożą pomocą wyjść z długów?”.

Przyjazd tego gościa był związany z projektem naszej fundacji RSC pod hasłem: „Mężczyzna, któremu nie wszystko jedno”, obejmującym comiesięczne spotkania z mężczyznami zaangażowanymi w życie Kościoła.

Pan Wojciech podczas niedzielnych Eucharystii mówił krótkie świadectwo, a następnie spotykał się z chętnymi w auli domu rekolekcyjnego. Żadne z wcześniejszych spotkań nie zgromadziło tylu słuchaczy. Piszę o tym, gdyż nie zapomnę naszej nocnej rozmowy, prowadzonej wraz z o. Pawłem na temat Bożej ekonomii. Nas, zakonników, nie trzeba przekonywać, że ostatecznym właścicielem wszystkiego jest Bóg i naprawdę wszystko jest Jego własnością. Przecież żyjemy z ofiar, które wierni przekazują na utrzymanie wspólnoty, różnego rodzaju darowizn oraz z pracy rąk własnych i dobrze znamy moc modlitwy prośby wznoszonej do nieba, do którego, według św. Franciszka z Asyżu, należy wszelkie zaopatrzenie. Co dla nas zakonników jest oczywiste, niekoniecznie musi być takie pewne dla wiernych świeckich.

Nie martwcie się

Pan Wojciech w swej książce, jak i w naszej rozmowie, rozwijał wątek Bożej ekonomii, odpowiadając na pytanie: Co znaczy ten termin? Nasz gość podkreślał, że Boża ekonomia to nieco inne spojrzenie na własność. To wskazanie na Boga, jako właściciela wszystkiego, bo to On stworzył świat i wszystko, co go napełnia. Natomiast rolą człowieka jest zarządzanie Bożymi dobrami. Pisze o tym św. Paweł w pierwszym Liście do Koryntian: Niech więc uważają nas ludzie za sługi Chrystusa i za szafarzy tajemnic Bożych! A od szafarzy już tutaj się żąda, aby każdy z nich był wierny (1Kor 4,1-2). Szafarz zarządza, jest menadżerem. To drugie określenie, takie współczesne, w ustach pana Wojciecha było mocno zaakcentowane, tak jakby chciał nam dać jasno do zrozumienia: Bracia nie martwcie się, nie jesteście właścicielami tego, co wydaje się, że posiadacie. To nie wy jesteście właścicielami klasztoru, domu rekolekcyjnego, samochodu, czy komputera, na którym pracujecie. Właścicielem tego wszystkiego jest Bóg. Jeśli ktoś was za to krytykuje, to przede wszystkim krytykuje właściciela, czyli Boga. Do was jednak należy przyjąć obowiązki i odpowiedzialności, które nałożył na was Właściciel tych dóbr, bo jako menadżerowie, będziecie musieli zdać relacje ze swego zarządu.


Więcej w papierowym wydaniu Posłańca 2/2018

foto: pixabay.com

.