Żywa szopka? Żywy Bóg!

Żywa szopka? Żywy Bóg!


Kiedy organizuje się jasełka czy żywą szopkę, często powtarza się, że to św. Franciszek wymyślił taki uteatralniony sposób przeżywania Bożego Narodzenia. Co takiego wydarzyło się w tamte, pamiętne święta w Greccio? Dlaczego Franciszek tak właśnie chciał przeżywać prawdę o Bogu, który stał się człowiekiem?

Zobaczyć na własne oczy
Franciszek był poruszony pokorą, jaką Bóg ukazał w swoim przyjściu na świat jako człowiek. Dawał o tym świadectwo, bo chciał, by wszyscy mogli doświadczyć, jak niezwykły i bliski człowiekowi jest Bóg. Wpadł na pomysł, by uczynić to w zupełnie nowy sposób. Kiedy zbliżały się święta Bożego Narodzenia w 1223 r., poprosił swojego przyjaciela Jana z Greccio, by przygotował odpowiednie miejsce na świętowanie. Jak zanotował Tomasz z Celano, Franciszkowi zależało, by – ze względu na pokorę Boga objawioną w Jezusie – „naocznie pokazać Jego braki w niemowlęcych potrzebach, jak został położony w żłobie i jak złożony na sianie w towarzystwie wołu i osła”. Chciał pokazać, że Bóg naprawdę przyszedł do człowieka, do stworzenia, „do swojej własności” (J 1,11).

Wieść o przygotowaniach do świąt szybko się rozeszła. Kiedy więc nadeszła wyczekiwana noc, z okolic zeszli się tłumnie ludzie ze świecami i pochodniami. Atmosfera była podniosła. Przybył w końcu i Franciszek z braćmi. Nad żłobem wypełnionym świeżym, pachnącym sianem ustawiono ołtarz. I rozpoczęła się Msza Święta. Franciszek – jako że był diakonem – ubrany w dalmatykę zaśpiewał Ewangelię, a następnie wygłosił kazanie o narodzinach ubogiego Króla. Wszyscy byli poruszeni. Diakon, kiedy wypowiadał imię Jezus, ponoć aż oblizywał wargi, tak drogie i słodkie było mu jego brzmienie. Kiedy zaś mówił o Betlejem, robił to w sposób naśladujący beczenie owcy. Całym sobą przeżywał to niezwykłe wydarzenie. W końcu niewidzialny Bóg stał się człowiekiem – ciałem, które czuje poprzez wszystkie zmysły.


Całość artykułu w papierowym wydaniu Posłańca

.