Życie obietnicą

11 lat temu papież Benedykt XVI opublikował encyklikę Spe salvi poświęconą chrześcijańskiej nadziei. Nie jest to dokument zbudowany z teologicznych dywagacji, ale tekst przypominający o wielkim darze Boga, który chroni od rozpaczy.

Wiara, nadzieja, miłość. Zgodnie z tym, czego uczy Kościół, te trzy cnoty są nierozerwalnie związane z prawdziwie chrześcijańskim życiem. O ile łatwo przychodzi nam zdać sobie sprawę, co w tym kontekście kryje się pod pojęciami wiary i miłości, nawet jeśli te konstruowane ad hoc osobiste definicje nie są doskonałe, o tyle zrozumienie, na czym polega chrześcijańska nadzieja, może sprawić problem. Stwierdzenie, że to nadzieja na zbawienie, jest jakąś odpowiedzią, ale jak ma się ona do mojego tu i teraz?

Chrześcijańska nadzieja jest czymś zasadniczo innym od planów i marzeń, których sami jesteśmy źródłem: ona już jest rzeczywistością i każdy chrześcijanin, kiedy tylko zapragnie, może wejść w tę rzeczywistość – niezależnie od tego, w jakich żyje okolicznościach.

Nieugaszone pragnienie

Na co liczą chrześcijanie? Co Bóg obiecał ludziom? Przede wszystkim życie wieczne z Nim. I w tym miejscu papież proponuje zastanowić się nad fundamentalną kwestią: czy to nas faktycznie pociąga? Być może, myśląc o wieczności, wyobrażamy sobie niekończący się bieg dni kalendarzowych podobnych do tych, które znamy? Dla wielu to porażająca perspektywa. Nic dziwnego, że ten obraz nas nie przekonuje.

Benedykt XVI wskazuje raczej na rzeczywistość, która jest w każdym człowieku, ale jednocześnie wymyka się ludzkiemu ujmowaniu. To pewien rodzaj pustki, nieustannie domagający się zapełnienia, głębokie pragnienie prawdziwego życia w maksymalnej jego intensywności, szczęście. Tego dojmującego doświadczenia nie usuwa spełnianie kolejnych pragnień i realizacja najbardziej wyszukanych celów. Gdy docieramy do miejsca, po osiągnięciu którego spodziewaliśmy się znaleźć pokój i spełnienie, okazuje się, że ukryta w nas tęsknota odżywa na nowo. Chrześcijańska nadzieja zapowiada, że nastąpi moment, w którym znajdziemy ukojenie, i że to Bóg sam będzie wypełnieniem naszej pustki, nieprzemijającym szczęściem. Nie chodzi tu jednak o egoistyczne poczucie zadowolenia, które mielibyśmy przeżywać w całkowitym odosobnieniu, odcięci od innych. Taka wizja samolubnej, radykalnej samotności przypomina raczej piekło niż niebo. Zbawienie wieczne oznacza włączenie we wspólnotę, bo przecież zgodnie z ewangeliczną logiką, życie znajduje się wtedy, gdy, przekraczając siebie, wychodzi się do innych. Ten ruch to po prostu miłość.

Znak nadziei

Obietnica wiecznego życia z Bogiem zawiera coś jeszcze. Wieczność jest rzeczywistością, w której wszystko w końcu odnajduje właściwe sobie miejsce. W Kazaniu na górze Jezus mówi: „Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni”. Benedykt XVI podkreśla, że chrześcijańska nadzieja jest także nadzieją na sprawiedliwy sąd, tak potrzebną po okrucieństwach ostatnich czasów. Ale w tej sprawiedliwości jest także miejsce na łaskę. Nie polega ona na wymazaniu przeszłości – w przeciwnym razie nasza wolność nic by nie znaczyła, a nasze wybory byłyby nieistotne. Łaska towarzyszy nam nie po to, byśmy wszystko zapomnieli, ale po to, by nas oczyścić. Współpraca z łaską to znak nadziei, która mówi, że Bóg jest większy od naszego osobistego zła i nas w nim nie zostawi.


Więcej w papierowym wydaniu Posłańca 5/2018

foto: pixabay.com

.