Z miłości do bliźniego

To był jeden z takich newsów, który pozwala odzyskać wiarę w ludzi. Anonimowy darczyńca przekazał w spadku Łódzkiej Fundacji „JiM” zajmującej się autystycznymi dziećmi dwieście tysięcy złotych.

Da fundacji to było prawdziwe koło ratunkowe, bo majowa powódź 2018 r. prawie ją zrujnowała. Pomieszczenia Fundacji były zalane i brakowało pieniędzy na wszystko – nie tylko na odmalowanie ścian i osuszenie podłóg, brakowało na terapie. O darczyńcy wiadomo niewiele, poza tym, że była to osoba samotna, której zależało, by jej majątek trafił do kogoś naprawdę potrzebującego.

Pewnego sierpniowego dnia w Fundacji pojawiła się biała tablica – a na niej napis: „Śp. Pani Mirosława Honorowy Darczyńca”. Nic więcej. Choć prawda jest taka, że pani Mirosława w zamian nie chciała i nie oczekiwała niczego, poza modlitwą za jej duszę, i pewnie gdyby żyła, nie byłaby zadowolona ani z tej honorowej tablicy, ani z tego że ujawniono jej imię. W testamencie prosiła o całkowitą anonimowość.

Opatrznościowy gest

O zdolności każdego z nas do obdarzania innych ludzi przypomniał niedawno Ojciec Święty Franciszek we wpisie na komunikatorze Twitter. Papieski tweet miał po polsku następującą treść: „Bóg każdego z nas obdarzył talentami. Nikt nie może uznać siebie za tak ubogiego, aby nie mógł dać czegoś innym”. Oczywiście pani Mirosława nie mogła przeczytać tej myśli papieża Franciszka, nie żyła już od kilku miesięcy, a jednak tego dnia ów papieski tweet był jak najcudowniejszy komentarz do daru śp. pani Mirosławy.

Od siedmiu lat wspierała Fundacje niewielkimi darowiznami. To były sumy od 20 do50 złotych. Nie ich wysokość była ważna, ale to, że darowizny były systematyczne. To dawało Fundacji poczucie stabilności finansowej. Naprawdę źle  zaczęło się dziać, kiedy 11 maja przez Łódź przeszła nawałnica, a deszcz zalał sale terapeutyczne, przedszkole i szkołę dla dzieci z autyzmem. Fundacja musiała wtedy wstrzymać terapię wielu dzieci. I wtedy zdarzył się cud. Był nim telefon od pracownika banku w Łodzi, telefon który dziś w tym miejscu nazywa się opatrznościowym.

Pamięć dobra

Prezes Fundacji „JiM” Tomasz Michałowicz relacjonuje to tak: Początkowo sądziłem, że to 20 tysięcy, jak się spojrzy 20 tys. czy 200 tys. to można zgubić jedno zero. Musiałem się upewnić, czy to jest 200 tys., bo nigdy w historii fundacji nie otrzymaliśmy takiej jednorazowej darowizny w takiej wysokości, ani spadku. Nie mogliśmy pozwolić, aby ten piękny gest został bez echa, nie odnotowany, zapomniany i stanowił tylko cyfrę w księgowości – dodaje Tomasz Michałowicz  Dlatego zadbamy o to, aby pamięć o niej towarzyszyła w Fundacji „JiM” każdego dnia. Bo jej spadek to nie tylko pieniądze, to przede wszystkim diagnoza, terapia i lepsze życie naszych dzieci. Dopiero od pracownika banku pracownicy Fundacji dowiedzieliśmy się kilku szczegółów o darczyńcy, min. Tego, że pani Mirosława była osobą samotną, nie miała bliskiej rodziny i tak naprawdę najbliższa osoba był dla niej właśnie ów pracownik banku.


Więcej w papierowym wydaniu Posłańca 5/2018

.