Watykan nr 2 Castel Gandolfo

Watykan nr 2 Castel Gandolfo

Rzym o 7 rano w deszczową listopadową sobotę wygląda jakby nikogo w nim nie było. Z domu wychodzą tylko ci, którzy muszą, z hotelu ci, którzy chcą.

Chciałam, bo przede mną była długa wycieczka, która zaczynała się o 8 rano wejściem do Muzeów Watykańskich, a kończyła o 18 na stacji kolejowej w Castel Gandolfo. Nieczęsto zdarzają się wycieczki, na których ogląda się obiekty, z których każdy kolejny jest bardziej interesujący od poprzedniego. Pomysł na wycieczkę był prosty i „wpadły” na nią Muzea Watykańskie i ich znakomity dyrektor, prof. Antonio Paolucci, po tym jak papież Franciszek najpierw zezwolił publiczności na zwiedzanie Ogrodów Barberinich w Castel Gandolfo, a później także na zwiedzanie pałacu – Letniej Rezydencji Papieży. No bo dlaczego nie, skoro od 2013 r. tam nie jeździ?

Watykański pociąg
Czy potraficie sobie wyobrazić dzień, który zaczyna się od oglądania fresków Rafaela w watykańskich „stanzach”, poprzez „Sąd Ostateczny” Michała Anioła w kaplicy Sykstyńskiej? I to bez tłumu turystów? Tak, ta wycieczka to gwarantuje. A później spacer po Ogrodach Watykańskich, kiedy idzie się tymi samymi alejkami i obserwuje wodę w tych samych fontannach – jak robili to wcześniej papieże. Spacer kończy się na stacji kolejowej Watykanu – tu wsiadam w pociąg do Castel Gandolfo. I to nie jest sen. Razem ze mną jest około stu innych turystów, głównie Włochów – i każdy, tak jak ja, ma wtedy przed oczami te scenę z czarno-białego dokumentu z 1962 r., kiedy to św. Jan XXIII na tej samej stacji kolejowej wsiada do pociągu, by pojechać do Loreto i Asyżu. Jan XXIII jest też autorem drugiej nieoficjalnej nazwy dla Castel Gandolfo – powiedział kiedyś o tym miasteczku: „to Watykan nr 2”.
Wiem, że pociąg nie jest ten sam, należy do włoskich kolei, a nie do Watykanu, nie ma też w składzie słynnej salonki Jana XXIII, ale świadomość, że wsiadam do wagonu w Watykanie jest wystarczającą rekompensatą. Emocje rosną. Tylko 30 km dzieli nas od Castel Gandolfo i słynnych Ogrodów Barberinich.


Całość artykułu w papierowym wydaniu Posłańca

.