U progu największego z przykazań

U progu największego z przykazań

Raz po raz wraca do mnie myśl Sørena Kierkegaarda, którą każdego dnia, razem z innymi medykamentami wrzucam do podręcznej apteczki i ruszam do pacjentów. Kto wie, czy to skromne zdanie znanego egzystencjalisty nie jest ważniejsze od wszystkich leków i opatrunków razem wziętych: „Muszę spotkać człowieka w tym miejscu, gdzie on się znajduje i zacząć właśnie tam”.

Nic trudniejszego, bo z samej natury rzeczy, chciałoby się zacząć od siebie. Wybrzmiewa to zresztą w naszych rozmowach: „wiesz, ja na twoim miejscu…”. Obawiam się, że całkowita eliminacja owego nieszczęsnego „ja” pozostanie już na zawsze w sferze marzeń, ale podobno warto marzyć, więc spróbujmy. Zacznijmy od odłożenia na bok pełnionych przez nas ról, funkcji i zajmowanych stanowisk. Chętnie się za nimi skrywamy, zwłaszcza gdy przydają naszemu „ja” znaczenia i poczucia wartości. Co pozostaje?


 Całość artykułu w papierowym wydaniu Posłańca 3/2017

foto: pixabay.com

.