Tu się dzieją cuda

26 maja obchodzimy Dzień Matki, a 1 czerwca Dzień Dziecka. To lubiane święta i może dlatego ich medialny wizerunek jest wyidealizowany, wręcz przesłodzony. W ramach łamania stereotypów postanowiłam zaprosić naszych czytelników do prowadzonego przez siostry nazaretanki Domu Samotnej Matki przy ul. Przybyszewskiego 39 w Krakowie. Tam również znajduje się Okno Życia, które ocaliło już 20 dzieci.

Można tu usłyszeć poruszające historie kobiet, które (często po traumatycznych przeżyciach), są pozbawiane wsparcia i dachu nad głową, niejako karane za to, że nie chciały zabić własnego dziecka. Bywa i tak, że jeszcze trwa w nich walka i dopiero w tym domu podejmują decyzję, iż swoje dziecko urodzą i wychowają.

Prośba świętego

W 1974 r. metropolita krakowski, kard. Karol Wojtyła, w liście do wiernych z dnia 8 maja wezwał wszystkich do ratowania życia dzieci nienarodzonych, nazywając przerywanie ciąży najboleśniejszą raną społeczeństwa katolickiego w Polsce – wspomina siostra kierownik Estera Smok. Wiele samotnych matek przychodziło do krakowskiej kurii z prośbą o pomoc. Wydział Duszpasterstwa Rodzin udzielał im najczęściej finansowego wsparcia. Kardynał widział jednak, że dla tych matek konieczna jest inna forma pomocy. Zrozumiał, że wyrzucane z domów, z wynajętych mieszkań, potrzebują dachu nad głową – prawdziwego domu. W tej sytuacji zwrócił się do Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu, którego misją jest szeroko rozumiana pomoc rodzinie, aby swą opieką objęło samotne matki. Zgromadzenie, odpowiadając na jego prośbę, już w listopadzie udostępniło potrzebującym matkom swój dom przy ul. Warszawskiej 13 w Krakowie. Pierwsza matka zgłosiła się do nas w dniu imienin kard. Wojtyły. Gdy okazało się, że dom przy ul. Warszawskiej 13 nie wystarcza, by pomieścić wszystkie szukające pomocy kobiety w ciąży, z polecenia kard. Wojtyły, w 1978 r. w październiku, przed jego wyjazdem na konklawe, został zakupiony budynek przy ul. Przybyszewskiego 39. Ogromnym pragnieniem Ojca Świętego było, aby to miejsce nie było typową placówką, zakładem, ale funkcjonowało na wzór domu. Na to oczekiwanie Jana Pawła II od wielu lat staramy się odpowiadać, tworząc atmosferę miłości, ciepła, akceptacji. W Domu pracują 3 siostry i pomaga im kilku specjalistów – wolontariuszy. Może w nim znaleźć gościnę 8 kobiet i 8 dzieci. Przez wszystkie lata istnienia Domu pomoc uzyskało ok. 1600 samotnych matek wraz z ich dziećmi – mówi s. Estera.

Jak tam trafić?

Kobiety trafiają do nas w różny sposób – wyjaśnia s. Estera. Odbieramy telefony z MOPS-ów, od znajomych, którzy chcą danej kobiecie pomóc, ale i nierzadko dzwonią one same… albo stają w drzwiach prosząc o pomoc. W pierwszej kolejności przyjmujemy kobiety z Krakowa i okolic, ale nie zamykamy się i udzielamy też pomocy matkom z innych stron Polski. Dom jest finansowany przez kurię krakowską, więc kobiety przebywając w nim nie ponoszą żadnej odpłatności za pobyt. Mogą tu przebywać przez cały okres ciąży oraz do pół roku życia dziecka. Warunki mieszkaniowe nie pozwalają na przebywanie starszych dzieci. Nie jest to wystarczający czas, by kobieta po porodzie była w stanie jednocześnie uczyć się opieki nad noworodkiem, szukać i opłacić dziecku żłobek, podjąć aktywność zawodową i znaleźć mieszkanie, które będzie w stanie  utrzymać. Jej matczyne obowiązki są wzmożone, ponieważ wymagają zapewnienia dzieciom nie tylko opieki w domu, ale również zaplecza finansowego, bytu materialnego. Pogodzenie obowiązków zawodowych i domowych przez kobietę samotnie sprawującą opiekę nad dzieckiem wymaga dużego wysiłku i zaangażowania. Jako jedyna żywicielka rodziny musi ona często podejmować dodatkowe prace zarobkowe, by zapewnić dzieciom niezbędne warunki materialne. Przeciążenie pracą, zmęczenie i permanentny stres grożą osłabieniem stanu zdrowia nie tylko fizycznego, ale psychicznego i duchowego. W niektórych przypadkach jest potrzeba towarzyszenia tym kobietom przez dłuższy okres czasu po porodzie. Dlatego też nasze Zgromadzenie wyszło naprzeciw tym potrzebom, udostępniając nasz dom w Rabce, by mógł służyć kobietom, które tego potrzebują lub mają starsze dzieci.

Mieszkanki tego niezwykłego miejsca podkreślają, że panuje w nim rodzinna atmosfera pełna ciepła i życzliwości. Jest jak w domu, takim prawdziwym, wymarzonym. W ich własnych domach bywało różnie. Zapytana o rytm dnia, s. Estera uśmiecha się i mówi, że trudno go opisać, bo to rzeczywistość zależna od wielu okoliczności i czynników.

Pomoc

Staramy się, by pomoc obejmowała całego człowieka z jego potrzebami materialnymi, psychicznymi, emocjonalnymi i duchowymi – wyjaśnia s. Estera. Kobieta, która do nas trafia niejednokrotnie jest pozbawiona dóbr materialnych, ale również wiary w siebie, poczucia godności; bywa, że nie ma żadnej motywacji do dalszego życia, bo rodzina ją odrzuciła, albo  partner zostawił, kiedy dowiedział się o tym, że nosi w sobie nowe życie. Kobiety, które do nas trafiają, mają duże trudności z komunikacją i często są wycofane społecznie z powodu dużego poziomu lęku, który w nich jest. Dlatego staramy się szczególnie poprzez dialog, w którym mogą doświadczyć przyjęcia, spotkania, by mogły odkryć na nowo swoją wartość i siłę, poczuć się dobrze „w sobie”. Oczywistą pomocą jest przygotowanie kobiety do porodu, do zajęcia się dzieckiem. Jeśli wyraża ona gotowość, to kierujemy ją do szkoły rodzenia. Kiedy zauważamy potrzebę konsultacji psychologicznej lub psychiatrycznej również zachęcamy do skorzystania z tej formy pomocy. Niedawno dotarły do nas informacje o projekcie, którego celem jest pomoc matce w budowaniu więzi z dzieckiem. Do uczestnictwa w tych zajęciach również kobiety zapraszamy, ponieważ większość z nich nie ma doświadczenia dobrych, zdrowych relacji rodzinnych. Tam natomiast mają możliwość nabycia umiejętności odczytywania potrzeb dziecka i wyrażania emocji i uczuć względem niego. Sferą, która również bywa mocno zaniedbana, jest relacja z Bogiem. Ponieważ jest to bardzo delikatna przestrzeń, dlatego pozostawiamy kobietom możliwość decydowania o udziale w sakramentach czy katechezach.

Prowadzone przez siostry działania przynoszą pozytywne efekty. Jedna z mieszkanek Domu, Marta, wspomina ze smutkiem, ale i radością: Nie wyobrażałam sobie przyszłości z dzieckiem. Po wielu rozmowach z siostrami nazaretankami doszłam do wniosku, że zostawiam je i wychowuję sama. Do Boga mówiłam usprawiedliwiając się – nie dam rady sama, ale z Tobą i pomocą innych wszystko jest możliwe. Podjęłam terapię, by się wzmocnić w relacji z córką i być dla niej dobrą matką. Przecież to mój największy skarb i dar z nieba.


Więcej w papierowym wydaniu Posłańca 3/2018

.