Tradycja w Kościele

Rewolucyjny przełom naszych czasów obiecywał zerwanie z wszelkimi tradycjami. Druga połowa XX w. wyzwoliła w masach młodych ludzi utopijne pragnienie „zrobienia” świata od nowa. Jakakolwiek tradycja stała się synonimem zacofania i wstecznictwa. Warto przyjrzeć się jej znaczeniu w Kościele szczególnie dzisiaj, gdy w jego wnętrzu toczy się spór między tradycją a dążeniem do postępowych innowacji. Czy taki spór w ogóle powinien mieć miejsce, czy nie jest wielkim nieporozumieniem?

Prawdopodobnie to ów antytradycjonalistyczny klimat jest powodem wielu krytyk, jakie obecnie wytacza się przeciw chrześcijaństwu. Tradycja jest bowiem niezmiennie trwałym elementem chrześcijańskiego życia. Nawet więcej, chrześcijaństwo jest pewnego rodzaju tradycją.

Tradycja wielką literą pisana

Przez tradycję rozumie się, najprościej rzecz ujmując, przekaz. I tak, w Nowym Testamencie, tradycja oznacza przede wszystkim to, że Pan Jezus przekazał siebie swoim uczniom. Przede wszystkim był z nimi i ich nauczał. W ten sposób przekazał się ich pamięci, aby mogli kiedyś o Nim opowiadać i zaprzyjaźniać z Nim nowych uczniów. Jezus przekazał się apostołom również w sposób sakramentalny, kiedy w Eucharystii dał siebie jako pokarm „na życie świata”. Tak więc źródłem tradycji, ale także jej treścią, jest On sam, Jezus.

Św. Paweł legitymizując swoje powołanie zapisze, iż przekazuje jedynie to, co sam przyjął od samego Pana i od Jego apostołów: „Ja bowiem otrzymałem od Pana to, co wam przekazałem, że Pan Jezus tej nocy, kiedy został wydany, wziął chleb i dzięki uczyniwszy połamał i rzekł: «To jest Ciało moje za was [wydane]. Czyńcie to na moją pamiątkę». Podobnie, skończywszy wieczerzę, wziął kielich, mówiąc: «Ten kielich jest Nowym Przymierzem we Krwi mojej. Czyńcie to, ile razy pić będziecie, na moją pamiątkę». Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb albo pijecie kielich, śmierć Pańską głosicie, aż przyjdzie” (1Kor 11,23-26) i troszkę dalej: „Przekazałem wam na początku to, co przejąłem: że Chrystus umarł – zgodnie z Pismem – za nasze grzechy, że został pogrzebany, że zmartwychwstał trzeciego dnia, zgodnie z Pismem: i że ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu, później zjawił się więcej niż pięciuset braciom równocześnie; większość z nich żyje dotąd, niektórzy zaś pomarli. Potem ukazał się Jakubowi, później wszystkim apostołom. W końcu, już po wszystkich, ukazał się także i mnie jako poronionemu płodowi. Jestem bowiem najmniejszy ze wszystkich apostołów i niegodzien zwać się apostołem, bo prześladowałem Kościół Boży. Lecz za łaską Boga jestem tym, czym jestem, a dana mi łaska Jego nie okazała się daremna; przeciwnie, pracowałem więcej od nich wszystkich, nie ja, co prawda, lecz łaska Boża ze mną” (1Kor 15,3-10).

Św. Jan Apostoł w jednym ze swoich listów pogłębia rozumienie początków tradycji łącząc je z osobistym świadectwem naocznych świadków Jezusa: „[To wam oznajmiamy], co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce – bo życie objawiło się: myśmy je widzieli, o nim zaświadczamy i oznajmiamy wam życie wieczne, które było w Ojcu, a nam zostało objawione – cośmy ujrzeli i usłyszeli, oznajmiamy także wam, abyście i wy mieli współuczestnictwo z nami. A mieć z nami współuczestnictwo, znaczy: mieć je z Ojcem i z Jego Synem, Jezusem Chrystusem. Piszemy to w tym celu, aby nasza radość była pełna” (1J 1,1-4).


Więcej w papierowym wydaniu Posłańca 1/2018

Foto: Pixabay.com

.