Tajemnice Madonny Jasnogórskiej

O twarzy, sukniach i malowaniu Matki Bożej Jasnogórskiej opowiada Mariusz Grądman, artysta- malarz, oficjalny kopista Obrazu Jasnogórskiego, zbieracz meteorytów, szczęśliwy mąż, ojciec i dziadek.


MALARZ JASNOGÓRSKI

Jest Pan akredytowanym przez ojców paulinów malarzem Ikony Jasnogórskiej. Nawet nie wiem, czy dobrze to nazywam, bo przyjęło się, że ikony się pisze, a nie maluje. Może powinnam powiedzieć, że jest Pan ikonopisem Madonny Jasnogórskiej?

Ikony się pisze, ale mianem ikonopisów określamy malarzy związanych z prawosławiem, wykonujących ikony tradycji wschodniej. Ikona Jasnogórska jest pewnym zwornikiem malarstwa zachodnioeuropejskiego i tradycji prawosławnej. Z czego to wynika? W 1430 r. obraz, w czasie napadu na klasztor, został poważnie uszkodzony. Nie wiemy jak wyglądał wcześniej, bo nie istniały techniki, żeby to utrwalić. Z powodu zniszczeń obraz rozpadł się na 3 części, został sprofanowany, a pamiątką tych wydarzeń są widoczne blizny na policzku Matki Bożej. W odnowienie obrazu zaangażował się król Władysław Jagiełło i to na jego dworze w Krakowie konserwatorzy starali się naprawić obraz. Podobno uczestniczyli w tym również malarze wschodni, ale nie wychodziło im to, bo stosowali znaną sobie technikę enkaustyczną, czyli woskową. Wszelkie próby odnowienia zdobień płaszcza itd., po prostu spływały, tak jakby Maryja je odrzucała. Odnowienie udało się dopiero włoskim malarzom, którzy zastosowali inną technikę – tempery – i nadali obrazowi cechy malarstwa zachodniego. Niewątpliwe w tzw. podmalówkach mamy jednak elementy klasycznej ikony. Należy do nich także sposób ukazania postaci Maryi, która dłonią wskazuje na Dzieciątko – to Matka Boża Wskazująca Drogę (z gr. Hodegetria). Na czole Maryi możemy zobaczyć gwiazdę, która symbolizuje dziewictwo i to, że Maryja jest Gwiazdą Przewodnią, wskazującą nam drogę do Jezusa. Obraz jasnogórski wymyka się szufladkowaniu. Jest charakterystyczny dla tego właśnie miejsca i sam w sobie jest kanonem. A kanon jest bardzo ważny dla kopistów. Mam nadzieję, że jestem uważany przez innych po prostu za malarza jasnogórskie- go. Maluję najczęściej na zlecenie paulinów, bo oni wiedzą gdzie ikony Matki Jasnogórskiej są potrzebne.

Czy widział Pan obraz z bliska, niejako twarzą w twarz?

Miałem to szczęście, bo trzykrotnie brałem udział w oględzinach konserwatorskich obrazu. Pierwszy raz takie oględziny miały miejsce w latach 70-tych, gdy na zlecenie Komisji Episkopatu Polski powstała komisja badająca stan Ikony Jasnogórskiej. Jej członkowie, profesorowie z renomowanych uczelni, zwrócili mi wówczas uwagę na kilka istotnych, dla mnie potem jako dla malarza, szczegółów. Mogłem też zaobserwować, że choć malarstwo temperą jest techniką płaską i ciężko jest uzyskać za pomocą tej techniki głębię, to na Ikonie Jasnogórskiej ta głębia jest widoczna.

Patrząc na obraz z tak bliska odkrył Pan jeszcze coś zaskakującego?

Prymas Stefan Wyszyński, gdy po raz pierwszy zobaczył Ikonę Jasnogórską bez sukien, wykrzyknął z zachwytem: „Ona jest złota!”. Rzeczywiście, Matka Boża Jasnogórska w odcieniu jest jakby bursztynowa. Twarze Matki Bożej i Dzieciątka wyglądają jakby ktoś je zalał bursztynem i nadał im pewną wyczuwalną trójwymiarowość. Na twarzy Madonny, choć malowana jest temperą, są takie typowe włoskie sfumata. To mnie zafascynowało: głębia, policzek, który dodatkowo nosi na sobie re eks z płaszcza Matki Bożej i jest w odcieniu taki malinowy. Sam kolor twarzy można określić jako kolor palonej pszenicy. Jest on trudny do uchwycenia. Uzyskuje się go nakładając na temperowej podmalówce kolejne warstwy zwane laserunkami. Dopiero przy zastosowaniu takiej techniki udało mi się dojść do tego, jak uzyskać ten efekt.

Sama twarz Matki Bożej nie jest ani stara, ani zmęczona, ani poważna, ani – co niektórzy twierdzą – smutna.


więcej w papierowym wydaniu Posłańca 4/2017

.