Tajemnica współczucia

Wszystkie prawdy wiary wskazują na wielką miłość Boga do człowieka. Tradycja chrześcijańska mówi o Bogu jako o filantropie (z gr. filantropos), miłośniku człowieka. Boża miłość jest współczuciem. Bóg potrafi nam towarzyszyć w każdym momencie naszego życia. To towarzyszenie oznacza, że zna On naszą konkretną sytuację, rozumie ją daleko lepiej nawet niż my sami, i działa, aby nam pomóc.

Jego miłość jest nieskończenie współczująca. Jego współczucie jest większe niż jakiekolwiek współczucie ludzkie. Prawdy wiary mówiąc o miłości Bożej do człowieka przypominają tym samym o Jego niezgłębionym, tajemniczym współczuciu.

Nieporuszony czy współczujący?

Starożytni Greccy filozofowie uważali, że Bóg nie może odczuwać emocji. Jest sam w sobie nieporuszony. Nie może zatem i współczuć człowiekowi. Jego wielkość nie pozwala na to. Gdyby Bóg mógł współczuć, współodczuwać, stałby się podobny do człowieka, zmienny, narażony na doświadczanie nieszczęść. Pierwszy poruszyciel, ten od którego wszystko pochodzi, sam nie może być poruszany, nie może się wzruszać i doświadczać zmiennych emocji. Jest na to zbyt doskonały, wielki, odległy od naszego świata, w którym – w przeciwieństwie do jego świata – wszystko się zmienia.

Sytuacja zmieniła się zasadniczo z perspektywy objawienia biblijnego. Już pierwsza dobra nowina w Starym Testamencie (protoewangelia) pokazuje, że Bóg nie jest obojętny na losy człowieka. Dzieje wybrania, obietnicy i towarzyszenia Bożego są przepełnione Jego troską o wciąż gubiącego się, cierpiącego, walczącego i popełniającego błędy człowieka. Warto przypomnieć sobie chociażby scenę, w której Bóg objawia Mojżeszowi swoje imię. Tam, przy krzaku gorejącym, Mojżesz zostaje wprowadzony w zadziwiającą prawdę o tym, że wielki Bóg jest blisko cierpiącego ucisk w Egipcie ludu wybranego. Pan mówił: „Dosyć napatrzyłem się na udrękę ludu mego w Egipcie i nasłuchałem się narzekań jego na ciemięzców, znam więc jego uciemiężenie. Zstąpiłem, aby go wyrwać z ręki Egiptu i wyprowadzić z tej ziemi do ziemi żyznej i przestronnej, do ziemi, która opływa w mleko i miód […]. Idź przeto teraz, oto posyłam cię do faraona i wyprowadź mój lud, Izraelitów, z Egiptu” (Wj 3,7-11). Ileż współczucia daje się wyczytać z tych słów Boga skierowanych do Mojżesza. Bóg współczuje, a to znaczy, że zarówno widzi i działa. Bóg obiecuje Mojżeszowi, że wyzwoli swój naród z Egiptu.

Współczucie Boga najbardziej chyba daje się przeczuć w żarliwych tekstach proroków: Bóg objawia się im jako ktoś, kto zna sytuację ludzi i nieustannie towarzyszy. Posłuchajmy Ezechiela: Ojciec twój był Amorytą, a matka twoja – Chetytką. A twoje urodzenie: w dniu twego przyjścia na świat nie ucięto ci pępowiny, nie obmyto cię w wodzie, aby cię oczyścić; nie natarto cię solą i w pieluszki cię nie owinięto. Żadne oko nie okazało współczucia, aby spełnić względem ciebie jedną z tych przysług przez litość dla ciebie. W dniu twego urodzenia wyrzucono cię na puste pole – przez niechęć do ciebie. Oto Ja przechodziłem obok ciebie i ujrzałem cię, jak szamotałeś się we krwi. Rzekłem do ciebie, gdy byłeś we krwi: Żyj, rośnij! (Ez 16,2-7). Trudne doświadczenie odrzucenia spotyka się tu z fantastyczną reakcją Boga, chciałoby się powiedzieć z jakimś przeogromnym porywem Jego boskiego serca w stosunku do bezbronnego człowieka w potrzebie. Bóg nie tylko widzi, ale i działa.


Więcej w papierowym wydaniu Posłańca 2/2018

foto: wikimedia

.