Szkoły duchowości

Usłyszałam kiedyś od znajomego zakonnika anegdotę: Przedstawiciele różnych zakonów dyskutowali na temat tego, który jest „najlepszy”, najpobożniejszy, najwierniej realizujący pragnienia założyciela. Nie mogli dojść do porozumienia. Ostatecznie ktoś zaproponował, by o odpowiedź poprosić Pana Boga. Wspólnie napisali list, w którym sformułowali nurtujące ich pytanie. Po niedługim czasie otrzymali odpowiedź: „Wszystkie zakony są równe”. Podpisano „Pan Bóg OFMConv”.

W zależności od tego, kto ów dowcip opowiada, podpis pod odpowiedzią zawiera odpowiedni skrót: OP, SJ, OFM, OCD, SDB… Możliwości jest wiele, bo wiele jest zgromadzeń zakonnych, a kilka literek, to najczęściej akronim łacińskiej nazwy danej wspólnoty. Mamy więc np. Braci Kaznodziejów (Ordo Praedicatorum – OP), czyli dominikanów, Braci Mniejszych (Ordo Fratrum Minorum – OFM lub Ordo Fratrum Minorum Conventualium – OFMConv), czyli franciszkanów, Towarzystwo Jezusowe (Societas Jesus – SJ), zwane jezuitami, karmelitów (Ordo Fratrum Carmelitarum – OCD) i wiele innych.

Różne dary łaski

„Różne są dary łaski” – pisał św. Paweł, rożne sposoby szukania Pana Boga i różne drogi do Niego. „Myślę, że potrzebujemy ogromnej tolerancji wewnątrzkościelnej, która uznaje wielość dróg za coś zgodnego z rozległością katolicyzmu – i która ich nie odrzuca, również tych, które, by tak powiedzieć, nie odpowiadają naszym indywidualnym upodobaniom” – mówił w wywiadzie-rzece, przeprowadzonym przez Petera Seewalda, kard. Józef Ratzinger, ówczesny prefekt Kongregacji Doktryny Wiary, późniejszy papież.

Jak to się stało, że nauczanie Chrystusa zapamiętane i spisane przez Jego uczniów doczekało się tak wielu sposobów realizacji? Każda chrześcijańska postawa wynika z wzięcia na poważnie słów Chrystusa, zwłaszcza tych, które On sam nazwał pierwszym przykazaniem: „Będziesz miłował Pana Boga swego, z całego serca… A bliźniego swego, jak siebie samego”. Wszystko inne jest komentarzem, również życie według wybranego charyzmatu czy duchowości, które w Kościele kształtowały się przez wieki.

Pierwsze zakony

W czasie panowania cesarza Decjusza (II w.) i okrutnych prześladowań, pewien chrześcijanin o imieniu Paweł schronił się na pustyni w okolicy miasta Teb i tam w skalnej jaskini modlił się do końca swych dni, a żył 113 lat. Przykład jego surowego życia, dzięki św. Antoniemu Pustelnikowi, który odszukał go przed śmiercią, odbił się echem w ówczesnym świecie chrześcijańskim. Na pustynię zaczęły ściągać tłumy jego naśladowców, pragnących w ten sposób poświęcić życie Bogu. Surowy ascetyzm pierwszych pustelników, praktyki pokutne i praca fizyczna stały się swego rodzaju duchowością, która, w złagodzonej formie, fascynuje do dzisiaj. Pustelników przybywało, a wielu z nich zaczęło organizować życie klasztorne. I tak, upraszczając, powstawały kolejne zakony, w jakimś stopniu wierne w swej duchowości pustelniczym założeniom: kartuzi i kameduli. Z tej tradycji wyrośli też benedyktyni, cystersi i paulini. Dzisiaj, mimo że czasy się zmieniły, życie przyspieszyło, wielu ludzi szuka odpoczynku w pobliżu kontemplacyjnych zakonów. Powstają specjalne pustelnie dla ludzi świeckich, a klasztory zapraszają do włączenia się na kilka dni w życie zakonników, odbycie rekolekcji w ciszy, albo po prostu spędzenie chwili z dala od codziennego hałasu.

Kolejne wieki przyniosły nowe duszpasterskie wyzwania. Ludzie chcący poświęcić życie Chrystusowi, znajdują Go nie tylko w ciszy pustyni, ale też w drugim człowieku i całym stworzonym świecie. Głoszą Ewangelię wszystkim i na wszelkie możliwe sposoby. Wśród zakonów, które do dziś zajmują się szeroko pojętym duszpasterstwem, najbardziej znane to powstali na przełomie XII i XIII w. franciszkanie, dominikanie, karmelici i późniejsi jezuici (XVI w.). Co sprawiło, że ich charyzmat pociągnął za sobą tłumy naśladowców?

Bracia Franciszka

Był rok 1224. Święto Podwyższenia Krzyża. Św. Franciszek modlił się kontemplując Mękę Pańską. Nagle przed jego oczami stanął sześcioskrzydły serafin przybity do krzyża – Chrystus. Franciszek wpatrywał się w tę świetlaną postać, a im bardziej wytężał wzrok i umysł, tym mniej rozumiał. W pewnym momencie poczuł, że jego ręce i nogi przeszywa niewypowiedziany ból. Zrozumiał. To sam Chrystus pozwolił mu być jeszcze bliżej siebie.


Więcej w papierowym wydaniu Posłańca 1/2018

Foto: Pixabay.com

.