Święty przyjazny wszystkim

Św. Antoniego nazywamy „cudotwórcą”, ponieważ przypisujemy mu dokonanie niezliczonej ilości różnorodnych cudów. W Padwie ukazuje się (niezależnie od ośrodka franciszkańskiego) miesięcznik pt. „Santo dei miracoli”, poświęcony św. Antoniemu. Tytuł miesięcznika można dosłownie przetłumaczyć: „Święty (od) cudów”, ale w Polsce winien on raczej brzmieć: „Święty Cudotwórca”.

Język łaciński i wywodzące się z niego języki współczesne nie znają podobnego tytułu etymologicznie oddającego udział Świętego w cudownych zdarzeniach. Nazwę „cudotwórca” zastępuje się innymi tytułami. Dawniej na określenie „cudotwórcy” posługiwano się w kościelnej łacinie tytułem zapożyczonym z języka greckiego i nazywano św. Antoniego „taumaturgiem”. Tytuł ten możemy odnaleźć w inskrypcji umieszczonej na pilastrze kościoła w Łodzi-Łagiewnikach, która jest dokumentem konsekracji kościoła pod wezwaniem Sancti Antonii Thaumaturgi. Dobrze, że dziś ten tytuł wyszedł z kościelnego użycia, ponieważ obecnie określa się nim „dziwy”, które są wytworami magii i sił jej podobnych.

Cuda wyrazem życzliwości

Do prośby o kanonizację, którą wkrótce po śmierci Świętego mieszkańcy Padwy skierowali do ówczesnego papieża, załączono krótkie opisy kilkudziesięciu cudów, jakie za przyczyną Antoniego dokonały się szczególnie w Padwie, zarówno za jego życia jak i po śmierci. Były to przede wszystkim uzdrowienia i wskrzeszenia dzieci w różnym wieku, które św. Antoni wypraszał u Boga, aby ukoić ból matek poczuwających się niekiedy do winy z powodu zaniedbania dzieci. Zresztą cuda, które się dokonują w Kościele, a które do pewnego stopnia są przez Kościół „wymuszane” od świętych, ponieważ są warunkiem do uzyskania beatyfikacji i kanonizacji świątobliwych osób jako wyznawców, dokonują się zwykle dla dobra człowieka. Najczęściej bowiem ratują ludzi od śmiertelnych chorób.

Św. Antoni miał niezwykły dar, który polegał na wypraszaniu u Boga łask dla ludzi, którzy zwracali się do niego o pomoc i często byli przekonani, że to on uzdrawia chorych czy wskrzesza umarłych. Ale miał też niezwykłą wrażliwość na ludzkie potrzeby, którą ludzie odkrywali i zwracali się do niego o pomoc, często przekraczającą ludzkie możliwości. A jego zakonni współbracia nie zazdrościli mu Bożych darów, lecz ułatwiali potrzebującym jeszcze dostęp do niego.


Więcej w papierowym wydaniu Posłańca 2/2018

.