Święty Antoni w Wiedniu

Święty Antoni w Wiedniu

Wiedeń to jedna z najpiękniejszych stolic europejskich. Miasto, które wygrywa wiele rankingów. To również miejsce, w którym św. Antoni po cichu działa i przyciąga. Nie gdzie indziej, tylko u franciszkanów, ma swoją kaplicę.

Ulica Alserstrasse. Środkiem toczy się zgrabnie tramwaj. To wciąż centrum Wiednia. Do ratusza spokojnym marszem można stąd dojść w dziesięć minut. W ciąg wysokich kamienic wtapia się fasada wczesnobarokowego kościoła. Do wejścia prowadzą schody. Kiedyś byli tu trynitarze. 1 maja 1784 r. w klasztorze zamieszkali franciszkanie. Podjęli nie tylko pracę duszpasterską w kościele, ale również opiekę duchową nad chorymi w szpitalu po drugiej stronie ulicy. W latach 80. ubiegłego stulecia szpital został zamknięty, a rozległy obiekt zamieniono w campus uniwersytecki.

Historia franciszkanów w Wiedniu sięga średniowiecza. Zaprosił ich margrabia Leopold VI jeszcze za życia św. Franciszka, w roku 1224. Gotycki kościół w pobliżu Hofburga, siedziby austriackich władców, a dziś prezydenta Austrii, znany jest jako Minoritenkirche, dedykowany Matce Bożej Śnieżnej. To centrum życia duszpasterskiego Włochów. Przy kościele dziś nie ma klasztoru, bracia dochodzą tu z Alserstrasse. W wyniku reform cesarza Józefa II Habsburga musieli opuścić dawny klasztor. Do nowego miejsca zamieszkania zabrali ze sobą meble, sprzęty i szaty liturgiczne, trzy ołtarze oraz słynący łaskami obraz św. Antoniego z Padwy.

Wdzięczna pamięć

Otwieramy drzwi po prawej stronie wejścia do kościoła, przy figurze św. Jana Nepomucena. Przez klasztorną sień wchodzimy do krużganków. Niezwykły spokój i wrażenie podniosłości miejsca. Tuż przed nami wielka, ceremonialna tablica dziękczynna dedykowana św. Antoniemu z Padwy. Ufundowali ją franciszkanie z Wiednia wdzięczni za pomoc w ciężkich czasach wojny. Nad całością dominują słowa chwały oddanej Ojcu, Synowi i Duchowi Świętemu, a po bokach fragmenty biblijne: z proroka Jeremiasza o pomyślności powracających z niewoli (31, 10-14) oraz ze św. Jana o dobrym Pasterzu (10,11-16). Wielu ludzi pamięta osobiście albo z opowieści rodziców czy dziadków, jak chronili się tutaj w podziemiach kościoła. Zaraz za rogiem wnęka, osmalona dymem ze świec wotywnych.


Całość artykułu w papierowym wydaniu Posłańca 3/2017

.