Św. Antoni działa także w Orchówku

Niedaleko Włodawy, na styku granic Polski, Białorusi i Ukrainy, w kościele pw. św. Jana Jałmużnika w Orchówku, znajduje się cudowny obraz św. Antoniego. Znajdujący się w bocznym ołtarzu, w srebrnej sukience XVII-wieczny wizerunek Świętego z Padwy odwiedzany jest przez wiernych z okolic, a także turystów.

Samo miasteczko, leżące w niedalekiej odległości od jezior i lasów, znajduje się na trasie chętnie odwiedzanej, nie tylko latem. Przed obrazem przez dziewięć pierwszych wtorków miesiąca poprzedzających odpust św. Antoniego przypadający 13 czerwca, w dorocznej nowennie modlą się wierni z parafii i okolic.

Księga cudów

W czasie nabożeństwa odczytywane są cuda i łaski, jakich doświadczyli czciciele św. Antoniego. Zostały one spisane własnoręcznie przez pierwszego proboszcza, o. Albina Szymańskiego, który zarządzał orchowską parafią w latach 1947-1970. Księga zawiera m.in. taki wpis: „Składam ofiarę do św. Antoniego na Mszę św. dziękczynną za cudowny powrót syna do domu i otrzymanie pracy, z prośbą o dalszą opiekę i zdrowie. Zofia”. O. Albin Szymański spisał także oświadczenie ks. Władysława Malawskiego, proboszcza orchowskiej parafii w latach 1940-1946, który stwierdził, że św. Antoni uratował w 1943 r. Mikołaja Kałużnego. Kałużny, dostarczając broń przeciwnikom najeźdźcy hitlerowskiego, a najprawdopodobniej chodziło o Żydów, został schwytany przez Niemców. Jego matka, „chociaż prawosławna – czytamy we wpisie – ofiarowała kilka razy na Msze św. i gdy groziła Kałużnemu kula, nie zabito go, lecz wywieziono”.

O. Albin, dbając o zachowanie świadectw doznanych w tym miejscu łask za wstawiennictwem św. Antoniego, notował szczegółowo opowieści ludzi. Jedna z takich opowiedzianych historii widnieje pod datą 7 sierpnia 1964 r. Tego dnia przyszła z Włodawy do Orchówka, jak dowiadujemy się ze wpisu, Halina Celej. „Dała na dwie Msze św.: jedną o dobre życie dla córki, a drugą – dziękczynną”. Opowiedziała, że 22 lipca 1964 r. we Włodawie wybuchł wielki pożar. „Z początku straciłam przytomność, a gdy doszłam do siebie, zaczęłam krzyczeć: św. Antoni, ratuj! Wierzę, że uratował mój dom, ponieważ nie było wody do gaszenia płomieni, a znalazła się – ludzie pędzili z wiadrami do mnie”. I dodaje w opowiadaniu, że „ogień tak grzał, że płynęła żywica”. W księdze cudów i łask o. Szymański spisał również daty, kiedy św. Antoniemu przynoszono wota, najstarszy wpis pochodzi z 1770 r.

Potrzeba wiary

Z bardziej współczesnych wpisów, które znalazły się w drugiej księdze prowadzonej w parafii orchowskiej, odnalazłam wiele próśb do św. Antoniego. Z 1997 r. pochodzą na przykład takie: „Proszę o zdrowie mamy i babci oraz łaskę wiary, zgody i miłość w rodzinie”; „Dziękuję za dar trzeźwości i proszę o dalsze czuwanie nad nami”; „Święty Antoni. Proszę o dobry los dla mojego dziecka, o pomoc w nauce i opiekę na każdy dzień. Osłaniaj go i pomagaj w chwilach trudnych”.


Więcej w papierowym wydaniu Posłańca 5/2018

.