Kościół, wiara, kultura.

Rozmowa z ks. prał. Francesco Follo, stałym obserwatorem Stolicy Apostolskiej przy UNESCO.

Ksiądz Prałat z nominacji dziś już świętego Jana Pawła II został stałym obserwatorem Stolicy Apostolskiej przy UNESCO. Jaka jest rola Księdza w tej ważnej światowej organizacji?

UNESCO, czyli Organizacja Narodów Zjednoczonych dla Wychowania, Nauki i Kultury powstała w 1945 r. dla budowania pokoju między państwami poprzez szerzenie pokoju w umysłach wszystkich ludzi. W prologu aktu założycielskiego organizacji czytamy, że to w głowach ludzi rodzą się wojny. Moim zadaniem, jako przedstawiciela Stolicy Apostolskiej przy tej organizacji, z jednej strony jest wnosić to, czym Kościół katolicki może wzmocnić budowanie pokoju w ludzkim sercu i umyśle. Z drugiej strony moim zadaniem jest być na bieżąco z tym, co świat myśli, mówi i robi w zakresie edukacji, kultury, nauk społecznych, humanistycznych i przyrodniczych, w zakresie komunikacji i informacji, aby w konsekwencji mógł o tym wszystkim wiedzieć Ojciec Święty, Stolica Apostolska i cały Kościół katolicki.

Jest Ksiądz Prałat w jakimś sensie twarzą Kościoła wobec przedstawicieli świata.

Jestem łącznikiem pomiędzy Kościołem i światem, aby dialog mógł nadal postępować i aby wspólnie pracować na rzecz integralnego rozwoju człowieka. Ponadto staram się przypominać, i jest to odbierane dobrze, że kultura ma też w sobie element religijny i że transcendencja nie jest jakąś opcją, ale jednym z zasadniczych wymiarów osobowości ludzkiej.

Doszliśmy szybko do kultury. Co to jest kultura?

Odpowiedź nie jest prosta, gdyż mamy ponad dwieście różnych definicji kultury. Również Sobór Watykański II dał swoją definicję, która skądinąd bliska jest tej zaproponowanej przez UNESCO podczas spotkania w Meksyku ponad czterdzieści lat temu. Podzielę się tą, która mi osobiście jest najbliższa: „Kultura to systematyczna i krytyczna świadomość życia”. Świadomość, bo w języku łacińskim pochodzi od „cum scire”, czyli „z wiedzą”, a oznacza właśnie wiedzę odzwierciedlającą prawdę. Systematyczna, bo chodzi o organiczną wiedzę dotyczącą całej struktury. Krytyczna, ponieważ podaje kryteria, według których można oceniać i dokonywać wyborów. 

A po co tak naprawdę nam kultura?

Może odpowiem, używając pewnego przykładu ze świata greckiego. Pewien bogaty mieszkaniec Aten, ojciec rodziny, chciał zapewnić synowi odpowiednią edukację i posłał go do jednego z sofistów. Ponieważ cena, jaką tamten zażądał za naukę, wydała mu się horrendalna, sam zakwestionował sens nauki, bo niby czemu miałby służyć taki wydatek. Na to sofista odpowiedział mu: Kiedy twój syn pójdzie do teatru, aby zobaczyć przedstawienie jakiejś tragedii, po prostu nie będzie kamieniem siedzącym na innym kamieniu, bo będzie rozumiał to, co dzieje się na scenie. W taki sposób na pytanie o użyteczność sofista dał odpowiedź odsyłającą do innego porządku, określonego już nie przez przydatność, ale przez prawdę i dobro. Nie chodziło już o pragnienie dotyczące jakiegoś szczegółu, ale całej rzeczywistości.

Wydaje się, że poznanie i wiedza wciąż mają konkurencję w użyteczności.

A właśnie to jest jednym z najważniejszych elementów tradycji odziedziczonej po świecie helleńskim. Naturalne pragnienie poznania, o którym mówi Arystoteles na pierwszych stronach swojej Metafizyki, dotyczy bezinteresownego poszukiwania przyczyn, czyli poznania niewidzialnego, które tłumaczy i wyjaśnia to, co widzialne. W konsekwencji właśnie poznanie ze swoimi odkryciami zrodziło nowe myśli, które przemieniły życie człowieka, stwarzając  mu również nowe udogodnienia.


Więcej w papierowym wydaniu Posłańca 1/2018

Foto: Pixabay.com

.