Rodzice, którzy kochają zbyt mocno…

Nasze życie utkane jest z relacji: zarówno tych łatwych jak i trudnych. Kontakty z innymi pomagają nam rozwijać się i dojrzewać. Relacje pozytywne i negatywne kształtują naszą osobowość, wpływają na nasz stosunek do siebie samych, do drugiego człowieka, do Boga.

Miejscem, w którym po raz pierwszy doświadczamy relacji, jest nasz dom rodzinny. Więź, jaką rodzice wypracują z dziećmi już od najmłodszych lat, zaważy na wielu aspektach ich dorosłości. Tym, co jest podstawą związku pomiędzy rodzicem i dzieckiem, jest miłość. Żeby dzieci mogły w pełni rozwinąć swój potencjał muszą czuć, że rodzice je kochają i naprawdę się o nie troszczą. Rodzice, którzy potrafią obdarzyć swoje dzieci autentyczną bliskością i mądrą miłością, wyposażają je we wspaniałe skarby, jakim są: poczucie bezpieczeństwa i własnej wartości, zdolność ufania sobie i światu, poczucie sprawczości i radości życia, umiejętność tworzenia dobrych relacji. Dojrzali rodzice potrafią także zachować zdrowy rozsądek między swobodą a konsekwencją, między ochroną a autonomią. Wiedzą, że wychowują dziecko nie do tego, aby je związać ze sobą, ale by mogło kiedyś usamodzielnić się i żyć na własną odpowiedzialność. Tacy rodzice stają się dla swoich dzieci bezpiecznym schronieniem w każdej sytuacji.

Inaczej wobec dzieci postępują ci rodzice, którzy są niedojrzali i nieszczęśliwi. Zamiast być dla swoich dzieci bezpiecznym schronieniem i wsparciem, stają się rodzajem emocjonalnego więzienia. Im bardziej rodzice nie radzą sobie z własnym życiem, z własną relacją małżeńską, tym większa szansa, że wszystkie uczucia, oczekiwania ulokują w dzieci. Tacy rodzice będą starać się usunąć wszystkie przeszkody, na jakie napotykają ich pociechy, po to, by nic złego im się nie przytrafiło. Chcąc uchronić dzieci od zła i trudów tego świata, będą torować im drogę, przy okazji ingerując w coraz to szersze obszary ich życia, odbierając im samodzielność. Niekontrolowana opieka i troska może przerodzić się z czasem w nadopiekuńczość, a nawet zaborczość. Zwykle tacy rodzice tworzą chorobliwie bliską relację z dziećmi. Cechuje ich silna potrzeba kontroli oraz lęk w obliczu wzrastającego poczucia niezależności syna lub córki. Może się to objawiać w przymusie, aby ich dziecko realizowało we własnym życiu te cele czy aspiracje, których im samym nie udało się osiągnąć. Mogą też żądać, aby dziecko poświęciło swoją niezależność i opiekowało się rodzicem.


Więcej w papierowym wydaniu Posłańca 6/2017

foto: pixabay.com

.