Przyjaciel polskiego króla i patron studentów

Gdy Polska była monarchią elekcyjną młody książę, królewski brat, Jan Kazimierz trafił do niewoli. Po powrocie z niej postanowił wstąpić do jezuitów. Przełożeni zakonni odrzucili jednak jego kandydaturę, a książę wyruszył do Włoch, by tam szukać poparcia dla swej sprawy. Przypadkowo dotarł do Asyżu, gdzie spotkał się z pewnym franciszkaninem.

Józef z Kupertynu był już wtedy znany w Polsce, tak dzięki braciom-Polakom przybywającym do Asyżu, jak i za sprawą możnych, którzy w czasie swoich pielgrzymek nawiedzali grób św. Franciszka. Co było w nim tak szczególnego, że jego imię dotarło aż do wybrzeży Bałtyku?

Józef urodził się w Kupertynie w 1603 r. Jego ojciec był zbiegiem poszukiwanym za gwarancje podpisane przy żyrowaniu pożyczek. Józefa i jego siostrę wychowywała matka. Chłopak czuł powołanie od dzieciństwa, jednak ojciec skazaniec, choroba i nieudolność w pracach, nie pozwalały mu na spełnienie pragnienia. Najpierw chciał zostać bratem w klasztorze reformatów, ale wyznaczone mu długie oczekiwanie na przyjęcie odwiodło go od tego zamiaru. Wstąpił do kapucynów, ale został wyrzucony ze względu na swoją niezręczność. Po śmierci ojca był poszukiwany za jego długi. Skrył się we franciszkańskim sanktuarium w Grotella, a czczona tam Maryja stała się dla niego mamą. Po jakimś czasie bracia z litości pozwolili mu zostać tercjarzem i wyznaczyli pracę w stajni. Pewnego dnia odkryto, że Józef nieudolnie składając litery, czyta po nocach. To skłoniło jego wpływowego wuja, byłego prowincjała Apulii oraz prowincji polskiej, do przyjęcia krewniaka do zakonu i wyświęcenia go na kapłana.

Józef okazał się słabym studentem, z problemami pokonującym egzaminy, z których jeden, przed święceniami diakonatu, wymagał od niego znajomości i umiejętności tłumaczenia Pisma Świętego. Świadomy swoich ograniczonych zdolności, Józef powierzył się Maryi. Nauczył się na pamięć najkrótszej w całym roku perykopy ewangelijnej, jaką Kościół wyznacza na święta maryjne. Egzaminator otworzył na chybił-trafił księgę Ewangelii i podał Józefowi do skomentowania. Był to dokładnie ten fragment, który opanował Józef.

Druga próba, przed święceniami prezbiteratu, była trudniejsza. Musiał opanować m.in. dogmatykę i prawo kanoniczne. Egzaminator, biskup Deti, słynął ze swej surowości, a Józefowi nawet czytanie wciąż sprawiało trudność. Spędzał godziny na modlitwie, nie zaniedbując przy tym nauki. Biskup rozpoczął egzamin i każdy kleryk przechodził go zadowalająco. Gdy przyszła kolej na Józefa przybył goniec z listami dla biskupa. Ten, ujęty pomyślnymi wiadomościami, zaniechał dalszego odpytywania. Usatysfakcjonowany wynikami osób już przeegzaminowanych orzekł, że na pewno pozostali klerycy są równie dobrze przygotowani. Egzamin został zaliczony. Następnego dnia Józef przyjął święcenia kapłańskie.

Bóg obdarzył Józefa niezwykłą wrażliwością – w stan zachwycenia wprawiał go dźwięk dzwonów, obrazy, zapach kadzidła, wymawiane imię Chrystusa, Maryi lub świętych. Ten zachwyt bywał tak intensywny, że Józef unosił się nad ziemię. Dokonywał też innych nadzwyczajnych rzeczy: miał wpływ na siły przyrody, zwierzęta były mu posłuszne, uzdrawiał, czytał w ludzkich sumieniach, przewidywał przyszłość. Z tymi nadprzyrodzonymi darami łączyło się jednak i cierpienie – po nocach Józef był nękany przez szatana.

Kiedy ludzie, kierowani ciekawością, zaczęli przybywać, by na własne oczy zobaczyć „latającego zakonnika”, zakazano Józefowi publicznego sprawowania Eucharystii, udziału w modlitwach i spożywania posiłków razem z braćmi. Wkrótce i inkwizycja postanowiła zbadać jego przypadek. Ostatecznie orzeczono, że źródło zachowania Józefa pochodzi od Boga, ale polecono by opuścił Grotellę i udał się do Asyżu. Przez pierwsze lata przeżywał wewnętrzny kryzys. Dokuczało mu zamknięcie w wydzielonej części klasztoru i samotne odprawianie Mszy Świętej w odizolowanej kaplicy. Właśnie wtedy Bóg skrzyżował ścieżkę jego życia z drogą polskiego księcia. Józef podczas pierwszego spotkania powiedział wprost: „Nie będziesz ani księdzem, ani jezuitą”. Nie odwodził jednak Jana Kazimierza od wstąpienia do nowicjatu.

W nowicjacie książę nie czynił postępów w życiu duchowym. Przez posłańców prosił Józefa o poradę i wsparcie. Zapragnął też ponownego spotkania, jednak jako nowicjusz nie mógł opuszczać klasztoru. Postanowił więc sprowadzić Józefa do Rzymu. Kuria generalna franciszkanów, ze względu na wysoką pozycję społeczną proszącego, nie mogła odmówić. Doszło więc do kolejnego spotkania Jana Kazimierza z Józefem. Książę jednak nie otrzymał rady innej od poprzedniej. Drugi rok nowicjatu odbywał w Loreto. Po drodze odwiedził Asyż. Gdy Józef zobaczył go ubranego w strój jezuity zawołał: „Szpada, szpada! Nie pasuje ci ten habit!”. Kiedy do tego rosły naciski ze strony króla, aby brat porzucił zakon i przyjął godność kardynalską, Jan Kazimierz wystąpił. Przybył do Asyżu ubrany tym razem w strój szlachecki. Józef zobaczywszy go powiedział: „Tak zrobisz dla chrześcijaństwa o wiele więcej niż jako zakonnik”. W 1646 r. Jan Kazimierz otrzymał godność kardynalską i kolejny raz spotkał się z Józefem. Usłyszał tylko: „Idź w pokoju, nie będziesz ani jezuitą ani kardynałem”. Kiedy nadszedł czas pożegnania Józef przepowiedział mu, że zostanie królem, a jego panowanie będzie naznaczone smutkiem i cierpieniem. Gdy więc zmarł polski monarcha, Jan Kazimierz napisał do papieża list, że jest gotowy stanąć na czele królestwa. Odpowiedź papieża była szybka: przyjął zrzeczenie się kapelusza kardynalskiego. W roku 1648 Jan Kazimierz został królem Polski.

Król nie zapomniał o swoim przyjacielu – utrzymywał z nim korespondencję, zlecając pisanie listów sekretarzowi, ale zachowały się również i te bardziej osobiste, pisane własnoręcznie przez monarchę, w których prosił o modlitwę i opisywał prywatne problemy.

W 1653 r. Józef z rozkazu inkwizycji został wydalony z Asyżu i osadzony górskiej pustelni. Otrzymał zakaz spotkań, prowadzenia korespondencji i opuszczania miejsca zamknięcia. Inkwizytor nie dodał jednak zakazu publicznego sprawowania sakramentów, a ponieważ wieść o przybyciu Józefa już się rozeszła, malutki kościółek codziennie wypełniał tłum wiernych. Wkrótce nadeszła decyzja o przeniesieniu Józefa do innej pustelni i zachowania miejsca pobytu w tajemnicy. Nie pomogło bezpośrednie wstawiennictwo u papieża rzeszy dostojników duchownych i świeckich. Kiedy w 1655 r. umarł Innocenty X, a nowym papieżem został Aleksander VII, znów podjęto próbę zwolnienia Józefa z zamknięcia.

Jan Kazimierz w tym czasie przeżywał chwile potopu szwedzkiego. Prawie wszystkie województwa koronne przeszły na stronę króla Szwecji. Szala zwycięstwa zaczęła się przechylać na korzyść Polaków dopiero po obronie Jasnej Góry. Król złożył we Lwowie w 1656 r. śluby, w których oddał królestwo w opiekę Maryi. Ostatecznie Szwedzi zostali wyparci z terenów Rzeczypospolitej w roku 1660.

Tymczasem Józefowi pozwolono potajemnie wrócić do klasztoru franciszkańskiego, ale podtrzymano zakaz spotkań i publicznego sprawowania sakramentów. Józef został skierowany do Osimo, gdzie przebywał aż do śmierci, 17 września 1663 r. Został beatyfikowany w 1753, a kanonizowany 1767 r. Jego wspomnienie liturgiczne przypada 19 września. Z racji zdolności lewitacyjnych jest patronem lotników, astronautów, podróżujących drogą powietrzną, pilotów wojsk NATO, natomiast z racji trudności z uczeniem się patronuje studentom, zdającym egzaminy, a w szczególności tym, którzy mają problemy z nauką.

Niemalże dokładnie 5 lat po śmierci Józefa, 16 września 1668 r., zmęczony wojnami i wewnętrznymi sporami z magnaterią, Jan II Kazimierz Waza zrzekł się korony i wyjechał do Francji, gdzie został jezuitą i zmarł po kilku latach.

.