Oni tutaj są, czyli szlakiem Błogosławionych Męczenników franciszkańskich w Peru

Br. Jan Hruszowiec OFMConv jest odpowiedzialny za rozwój kultu bł. Michała Tomaszka i bł. Zbigniewa Strzałkowskiego, męczenników franciszkańskich zamordowanych 9 sierpnia 1991 r. w Pariacoto w Peru. Od lat w tym celu na zaproszenie parafii w Polsce i świecie br. Jan pielgrzymuje wraz z relikwiami Męczenników, a także propaguje Krucjatę Różańcową przeciwko terroryzmowi, której patronami są bł. Michał i bł. Zbigniew.

Bracie Janie, jedź tam!

Idea wyjazdu do Peru narodziła się pod koniec 2016 r., gdy nasz ojciec prowincjał, Marian Gołąb, wrócił z wizytacji klasztorów franciszkańskich w Peru. Zachęcił mnie wtedy, bym i ja jako ktoś odpowiedzialny za rozwój kultu naszych Braci Męczenników – bł. Michała Tomaszka i bł. Zbigniewa Strzałkowskiego, pojechał tam i zobaczył te miejsca, w których bracia żyli i pracowali. Prowincjał chciał też, abym rozeznał, czy istnieją jakieś możliwości organizowania pielgrzymek do miejsc związanych z Męczennikami. Z wielką radością przyjąłem to zaproszenie i po kilu miesiącach przygotowań, 5 sierpnia 2017 r., wylecieliśmy wraz z niewielką grupą pielgrzymów i współpracowników samolotem do Ameryki Południowej. Lot z dwiema przesiadkami – we Frankfurcie i w Panamie trwał 24 godziny w jedną stronę. W Peru byliśmy od 5 do 20 sierpnia, a naszym głównym celem było Pariacoto i możliwość uczestniczenia w uroczystościach upamiętniających 26. rocznicę śmierci męczeńskiej naszych braci. Przy okazji zawitaliśmy do innych klasztorów franciszkańskich i zwiedziliśmy najważniejsze miejsca Peru.

Gdy płyta lotniska wiruje

Przylecieliśmy do Limy. Sierpień w Peru to miesiąc zimowy, a więc temperatury są zbliżone do tych, jakie w Polsce mamy na przełomie maja i czerwca. Nie ma upałów, komarów i innych „atrakcji”, dzięki czemu nasze pielgrzymowanie było możliwe. Musieliśmy jednak pokonać różnicę wysokości, co nie było łatwe. Jeśli popatrzymy na mapę Peru, to dość łatwo zauważymy, że jest to kraj bardzo górzysty, ale mający też obszary nizinne leżące nad oceanem. Lima leży właśnie na takiej nizinie, na wysokości 110 m n.p.m. nad Oceanem Spokojnym. Stamtąd niemal od razu polecieliśmy do Cusco, które położone jest na wysokości 3340 m n.p.m. i było kiedyś stolicą państwa Inków. Po wyjściu z samolotu czułem jak płyta lotniska wiruje mi pod nogami. Tak duży skok wysokości spowodował, że brakowało mi tlenu, a organizm czuł się jakby zamknięty w klatce. Szedłem kilka kroków i musiałem odpoczywać, bo nie byłem w stanie ruszyć nogą. Doświadczyłem wtedy ogromnej niemocy organizmu. Jak radzą sobie Peruwiańczycy? Żują liście wysuszonej koki, które są dostępne niemal wszędzie, np. w hali lotniska. To pomaga funkcjonować na tak dużych wysokościach. Jeden wysuszony liść żuje się jak najdłużej, nawet kilka godzin. Nikt się nie uzależnia od tego, ponieważ organizm na niższych terenach już nie potrzebuje wsparcia. Peruwiańczycy są bardziej niż my, Europejczycy, przystosowani do życia w takich warunkach – są mniejszego wzrostu i mają większe płuca, przez co łatwiej im złapać oddech na dużych wysokościach. Po kilku dniach nasze organizmy też trochę się przystosowały. Nie wszyscy mają tak duże problemy z oddychaniem. Z mojej obserwacji wynikało, że lepiej radzą sobie ci, którzy na co dzień uprawiają jakiś sport i mają wyrobioną kondycję fizyczną.

Od Pariacoto po Machu Picchu

Chcieliśmy być w Pariacoto w rocznicę męczeńskiej śmierci braci, która miała miejsce 9 sierpnia 1991 r. i tak się stało. Już 8 sierpnia uczestniczyliśmy w Drodze Krzyżowej, której trasa wiodła z kościoła franciszkanów w Pariacoto, gdzie znajduje się kaplica z grobem Męczenników aż w góry, do miejsca, w którym bł. Michał i bł. Zbigniew zostali zamordowani przez terrorystów z ugrupowania Świetlisty Szlak. W nabożeństwie brali udział mieszkańcy Pariacoto i okolic, ale także liczni pielgrzymi, franciszkanie pracujący w kraju i bp Luis Bambarena. To on zaprosił franciszkanów na misje do diecezji, której przewodził w Peru, a potem jako pierwszy kapłan dotarł na miejsce, gdzie bracia zostali zamordowani. Bracia zginęli 9 sierpnia o godzinie 21.00, co u nas w Polsce daje 3.00 rano 10 sierpnia. Po dotarciu do miejsca męczeńskiej śmierci, w kaplicy, która tam dziś jest, została odprawiona Msza Święta. Wieczorem w kościele odbyło się jeszcze nabożeństwo z błogosławieństwem Najświętszym Sakramentem. 9 sierpnia w kościele była sprawowana kolejna Eucharystia, a po niej odbyła się procesja z figurami bł. Zbigniew i bł. Michała. Figury zostały wykonane w tym roku i ważą razem ok. 300 kg, ale nie zabrakło chętnych by, udekorowane różami, nieść je w procesji wokół rynku w Pariacoto.

Dziś w Peru doświadcza się atmosfery pokoju, tego, jak można żyć, gdy lęk i strach przed terroryzmem ustąpią. Po męczeńskiej śmierci naszych braci terroryści zostali schwytani, włącznie z tymi, którzy brali udział w tej zbrodni, a szef ugrupowania do dziś odbywa karę więzienia. Podobno nawrócił się i żałuje tego, co zrobił. Ludzie uwolnili się od strachu, korupcji, które paraliżowały życie publiczne i dziś mówią o swoim państwie, że się rozwija. Gdy na zakończenie Mszy Świętej mogłem powiedzieć kilka słów do wiernych, chciałem przekazać im, jak bardzo Europa powinna im zazdrościć – w takim pozytywnym sensie – bo Pariacoto jest miejscem, w którym doświadcza się pokoju. Peruwiańczycy mają już za sobą coś, z czym my się zmagamy – z terroryzmem. W Pariacoto, a także w innych miejscach Peru, czuje się, jak można żyć, gdy terroryzm się skończy. Jestem przekonany, że to dar, wymodlony i wyproszony dzięki wstawiennictwu Braci Męczenników.

Tam, gdzie nie ma zasięgu

W Peru odwiedziliśmy także inne misje franciszkańskie, w tym ośrodek modlitewno-rekolekcyjny w Chimbote, kościół, gdzie są od niedawna relikwie bł. Michała i bł. Zbigniewa. W Limie pielgrzymowaliśmy do sanktuarium największej świętej peruwiańskiej – św. Róży z Limy. Byliśmy też w Machu Picchu, które jako świadectwo kultury Inków, jest obecnie jednym z siedmiu Cudów Świata.

Niesamowitym doświadczeniem był dwudniowy pobyt w dżungli amazońskiej. Do naszego obozowiska, na które składało się kilka drewnianych domków na palach, z siatkami zamiast okien, płynęliśmy Amazonką kilka godzin. Już po niedługim czasie zniknęły wszelkie możliwe zasięgi telefonii komórkowych. W domkach po 22.00 wyłączano świtało, by oszczędzać paliwo i nie zakłócać życia dżungli. Przyroda dżungli, odgłosy zwierząt i ptaków były oszałamiające. W dżungli nie ma ciszy – ciągle słychać jakieś szmery, pokrzykiwania, świergoty, wrzaski… To dzikie życie mieliśmy na wyciagnięcie ręki. A jednocześnie byliśmy odcięci od tzw. cywilizacji. Dla wielu z nas to także był czas walki i uświadamiania sobie, jak bardzo jesteśmy zależni od cyfrowego świata.

Wierzę w świętych obcowanie

Czy będzie możliwe pielgrzymowanie śladami bł. Michała i bł. Zbigniewa? Wierzę, że tak. Udało się nam nawiązać kontakt z biurem podróży, które prowadzi małżeństwo polsko-peruwiańskie. Czekamy na opinie i decyzje naszych braci z Pariacoto, bo to na nich spadnie odpowiedzialność opieki duszpasterskiej w czasie pobytu grupy w tym miejscu.

Jestem wdzięczny Bogu, moim braciom i ojcu prowincjałowi za ten wyjazd, bo dzięki temu mogę teraz lepiej odpowiadać na pytania o to, jak tam jest, tak często zadawane mi przez wiernych, z którymi się spotykam. Mam też większą świadomość, jak skuteczniej pomagać braciom i prowadzonym przez nich misjom w Peru.

10 sierpnia, a więc dzień po odpuście, mogłem być przez kilka godzin sam w kaplicy przy grobie Męczenników w Pariacoto. Było to dla mnie niesamowite doświadczenie, czułem ich obecność, tak, jak mówimy w czasie „Wyznania wiary”: wierzę w świętych obcowanie… Bo święci są z nami realnie. Dziękuję, że mogłem przez te kilka godzin być w miejscu, w którym tyle owoców się narodziło po ich śmierci, że mogłem porozmawiać z nimi jak z przyjaciółmi.

* Więcej informacji o pielgrzymce, pracy misjonarzy franciszkańskich w Peru i historii Kraju Słońca w albumie autorstwa Jarosława Zycha pt. „Śladami męczenników z Pariacoto”, który już wkrótce ukaże się nakładem Wydawnictwa Rafael.

.