Oddawać swoje życie w wolności

Rozmowa z kard Robertem Sarahem, Prefektem Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, który w lipcu 2017 r. na zaproszenie krakowskich franciszkanów odbył podróż przez Polskę szlakiem św. Maksymiliana Marii Kolbego.

Rozmawiał Jan Maria Szewek OFMConv, rzecznik krakowskiej prowincji franciszkanów.

Eminencjo, ogromnie się wzruszyłem, kiedy w celi śmierci św. Maksymiliana, w byłym niemieckim obozie Auschwitz, Ksiądz Kardynał pocałował posadzkę i przy świecy pozostawionej tam przez Jana Pawła II powiesił swój różaniec. Co to miało znaczyć?

Św. Maksymilian Kolbe już na progu swojego istnienia zawierzył całkowicie życie Maryi, złożył je w Jej ręce. I w momencie śmierci w bunkrze głodowym powtórnie to uczynił. Tak jak Jezus, po zdjęciu z krzyża, znalazł się w objęciach Maryi, tak samo św. Maksymilian. Zostawiając swój różaniec w celi śmierci św. Maksymiliana, przez ten gest i modlitwę, chciałem się z nim zjednoczyć. Chciałem go prosić, by wstawiał się za mną, modlił się za mnie do Maryi, bo Maryja jest też i moją Matką. I chcę też kiedyś oddać się Jej tak, jak św. Maksymilian, całkowicie się złożyć w Jej ręce.

Po wizycie w Auschwitz Ksiądz Kardynał zwiedził ekspozycję „Klisze pamięci. Labirynty” prof. Mariana Kołodzieja w Centrum św. Maksymiliana w Harmężach. Miałem wrażenie, że tam emocje sięgnęły zenitu.

Kiedy zwiedzamy były obóz, możemy sobie wyobrazić to, co się tam działo. Z kolei w Harmężach na tej wystawie, możemy zobaczyć, co naprawdę się działo. Widzimy na tych twarzach z wystawy strach, przerażenie, dramat człowieka. Na samym początku, kiedy przemierzałem były obóz Auschwitz, myślałem, że to cierpienie jest nazbyt wyeksponowane, ale na wystawie w Harmężach, kiedy widzimy te twarze, ręce, to, czego ci ludzie doświadczali w obozie, to dopiero zbliżamy się do prawdy o tym miejscu, o tym, co się tam naprawdę działo. W Auschwitz możemy zobaczyć buty, włosy, krematorium, sale, gdzie zabijano, gazowano ludzi, ale w Harmężach te obrazy przedstawiają bardziej realistycznie tę śmierć. Jesteśmy bardziej precyzyjni w tym opisie cierpienia, które widzimy, ponieważ wszystko staje się cierpieniem. Tu wszystko jest okropne i to widzimy. I tym bardziej możemy sobie wyobrazić, co się dokonywało w obozie.

Ta wystawa pokazuje cierpienie konkretniej. Marian Kołodziej, na tej stworzonej przez siebie ekspozycji, pokazuje to, co on przeżył. Chciał uzewnętrznić to, co jest niewytłumaczalne, czego nie możemy zobaczyć. To jest trudne przekazać to, co przeżywamy. Jemu jednak to się udało. Wcześniej, w obozie, pani przewodnik nie przekazała nam tego cierpienia, ale jedynie podała suche informacje. Na tej wystawie, poprzez sztukę, artysta nam przekazał to, co się działo w nim, co on przeżywał.

Jeśli zobaczyliśmy tę wystawę, to brak nam słów, nie chce się nam już więcej nic mówić. Jesteśmy jeszcze bardziej zdzwieni tym, do czego zdolny jest człowiek, bo widzimy, że bez Pana Boga człowiek jest gorszy od zwierzęcia. Tylko z Bogiem człowiek jest zdolny dać swoje życie, by ratować innych. Jestem przekonany, że to, co uczynił św. Maksymilian Maria Kolbe, nie uczynił z siebie samego, ale dzięki sile płynącej od Boga. Kiedy widział to, jak działali kryminaliści, mógł się buntować, przeciwstawiać się temu, jednak przyjął to i pokazał inną postawę.


Całość w papierowym wydaniu Posłańca 5/2017

.