Nauka przechodzenia przez furtki

Termin „powołanie” powszechnie jest łączony ze stanem duchownym lub życiem konsekrowanym. Poza tą rzeczywistością niewiele osób zastanawia się nad swoim powołaniem.

Większość uważa, że cała reszta jest jedynie kwestią wyboru podyktowanego obyczajowością (trzeba wyjść za mąż/ożenić się, gdyż taki jest zwyczaj), rozsądkiem (liczy się zdrowe podejście do życia), zapobiegliwością i pragmatyzmem (nie są ważne predyspozycje, liczy się możliwość zysku i kariery). Czy jednak faktycznie, poza życiem kapłańsko-zakonnym, Bóg nie ma już nic do powiedzenia i pozostałe domeny ludzkiej działalności są Mu obce? Spójrzmy jak jest naprawdę.

Czym jest „powołanie”?

„Powołanie” to zaproszenie. Pewien rodzaj wezwania, które Bóg kieruje do każdego człowieka. Nie zamyka się ono bynajmniej tylko do powołania kapłańskiego czy zakonnego, ale swym zasięgiem obejmuje wszystko, cokolwiek człowiek ma w swym życiu do spełnienia. Każdy stan, zawód, nawet hobby czy wszelka działalność jest naznaczona Bożym powołaniem. Bez tego nigdy nie wiedzielibyśmy, jaki kierunek w życiu mamy obrać. Istotne w tym jest, że inicjatywa leży zawsze po stronie Boga, który zaprasza człowieka do konkretnej misji-zadania, a jednocześnie w całym tym przedsięwzięciu zapewnia mu swoją pomoc i opiekę.

Czy powołanie przychodzi znienacka?

Powołanie, to ciągłe przechodzenie przez kolejne furtki…  To pewien proces, poprzedzony wychowaniem, rozwojem intelektualnym, emocjonalnym i moralno-religijnym. Człowiek na swojej drodze raz po raz napotyka mur, w którym jest wiele furtek. Każda z nich jest opatrzona stosowną wizytówką i każdą może otworzyć zwykłym naciśnięciem klamki, ale tylko jedna jest otwarta na oścież. Dopiero po przekroczeniu jednej z nich, człowiek widzi, jakie pole działań go czeka. Idąc dalej napotyka kolejny, podobny mur i następny, i następny… W każdym jest otwarta na oścież jedna furtka. To właśnie jest owo zaproszenie: Wejdź! Pójdź za mną! Co oznacza pójście za Chrystusem, który kroczy po ludzkich ścieżkach. Dotyczy to każdego człowieka − nie tylko kapłanów i osób konsekrowanych.

A pozostałe furtki?

Człowiek jest wolny i może wybrać każdą z nich. Zaproszenie Boga można przyjąć lub odrzucić. Jednak pójście „na własną rękę” może człowieka unieszczęśliwić na całe życie. Szczęście leży w realizacji Bożego zamysłu. Przecież w Piśmie Świętym nie wszyscy od razu akceptowali Boże wezwanie. Wystarczy wspomnieć Jonasza, który po prostu uciekał czy Jeremiasza, który wzbraniał się przed powołaniem, tłumacząc się młodym wiekiem. Osiągnęli oni prawdziwe szczęście dopiero wchodząc w Boży plan.


Więcej w papierowym wydaniu Posłańca 3/2018

foto: pixabay.com

.