Mówię: Nie! Milczącej apostazji

Patrzę ze zdumieniem jak wielu katolików swoją postawą i brakiem zaangażowania w życie wiary i Kościoła dokonuje z dnia na dzień milczącej apostazji.

Zamknięci w świecie rzeczy, przyjemności i pogoni za sukcesem, zostawiają Boga na obrzeżu swojego życia, tak jakby Go już nie było, albo uznają jeszcze Jego istnienie, ale bez żadnego wpływu na to, co robią, jakich dokonują wyborów i w co inwestują. Oddychają w ten sposób powietrzem bez łaski i zdać się może, że nawet jej nie potrzebują – tacy samowystarczalni, przynajmniej do momentu kryzysu, porażki lub wykluczenia z grona liderów.

Martwię się każdym człowiekiem, który już nie zauważa w swym osobistym życiu potrzeby Boga. Jeśli bowiem zgubimy Boga to również wcześniej czy później, wypaczymy nasze relacje względem człowieka. Bez Boga człowiek traci swoją wartość i godność, i najczęściej staje się nawozem do interesów drugiego, bądź zepchanym na margines drogi niepotrzebnym cieniem, dla którego nie ma miejsca w społeczności superważnych. Cieni wokół nie brakuje, ale my, nowocześni, nie przejmujemy się nimi. Oni nas nie obchodzą, są bezimienni, dalecy, robią jedynie za tło. Wszak każda pierwszoplanowa postać musi być osadzona w jakimś kontekście. Bohater jest tylko jeden, dlatego świadczą: jestem nim ja i ci, dla których zrobię miejsce wokół siebie. A inni? Inni się nie liczą, może ich nie być! Oto ukryta filozofia apostaty, który zapatrzony w siebie samego, poza sobą już niewiele dostrzega.

Odejście od Boga jest w swej istocie zejściem ze szlaku prowadzącego do nieba, do królestwa prawdziwego spełnienia. Dokonuje się to w dziwnym milczeniu, cichaczem, niczym zamiatane pod dywan problemy. Może dlatego, by nie budzić sumienia, które na początku jeszcze kłuło wezwaniem do opamiętania, ale później zagłuszone krzykiem giełdowych maklerów, hukiem ulicy, wszędobylską plotką lub rozszerzone do granic możliwości, straciło swoją moc i już nie ostrzega przed zagrożeniem. Ta wewnętrzna cisza i towarzyszące jej milczenie zdumiewa. Czyżby zabrakło proroków! Nie ma też wołających o pomstę do nieba! Świat się przyzwyczaił do ludzkich scenariuszy, reaguje tylko wówczas, gdy ktoś pragnie wydobyć się z kolein, wchodząc na drogę świętości, a ludzie, cóż – skrępowani swoimi nawykami nie mają ani odwagi, ani siły, by zabrać głos i zmienić swe oblicze. Milczące cienie apostatów zdobywają świat, opuszczają świątynie i biegną przed siebie do celu, który nic nie znaczy, jedynie jest namiastką tego, co prawdziwie wielkie, piękne i dające szczęście. Czy już nic nie da się z tym zrobić?


Więcej w papierowym wydaniu Posłańca 5/2018

foto: pixabay.com

.