Modlitwa, która wypełnia pustkę

Modlitwa, która wypełnia pustkę


„Dusze są niesamowite. Błagam ludzi, aby zaczęli się za nie modlić. Zapewniam, że dusze w mig zaangażują się w pomoc na rzecz modlących się za nie przyjaciół, a pomocne interwencje dusz każdorazowo ich zadziwią” – przekonywała Maria Simma, austriacka mistyczka. Tak, jak wielu świętych, doświadczała spotkań z duszami czyśćcowymi, które przychodziły do niej i prosiły o modlitwę.

Maria Simma (1905-2004) nie tylko widziała dusze czyśćcowe, ale też rozmawiała z nimi, zadawała im pytania, a dusze jej odpowiadały. Do jej domu przybywali ludzie spragnieni informacji o swoich bliskich, którzy odeszli. Nie wiemy, czy nasi zmarli są w niebie czy w czyśćcu. Nie wiemy, czy bardzo cierpią? Czy są już w niebie? Czego potrzebują? Dlatego prosimy Boga o miłosierdzie dla nich. W listopadzie wielu z nas szczególnie modli się za zmarłych, wypisuje tzw. kartki wypominkowe, odwiedza groby zmarłych.

Jak rozumieć „świętych obcowanie”?
Maria Simma nie była jedyną, której dane było dotknąć rzeczywistości dusz przebywających w czyśćcu. Kościół nie zajął oficjalnego stanowiska wobec jej widzeń, nie potwierdził autentyczności, ale też nie poddał w wątpliwość. Szereg osób próbowało natomiast dowieść, że austriacka mistyczka dokonuje mistyfikacji. Bezskutecznie.
Przez wieki wielu świętych doświadczało takich spotkań lub wizji czyśćca. Miała je np. św. Faustyna Kowalska. Można je odszukać, przestudiować, wzruszyć się nimi albo przerazić... Ale czy rzeczywiście po to te wszystkie doświadczenia Pan Bóg nam pozostawił?
Bardzo często nie zdajemy sobie sprawy, że wiara w „świętych obcowanie”, którą wyznajemy co niedzielę na Mszy Świętej, oznacza wiarę w realną obecność dusz czyśćcowych wokół nas. Nasi bliscy zmarli nigdzie nie wędrują, ale są przy nas, towarzyszą nam. Kościół istnieje zarówno tu na ziemi, jak i w niebie. Jesteśmy więc w ciągłej łączności z tymi, którzy są po tamtej stronie życia.
Co więcej, jesteśmy w tym Kościele jak naczynia połączone – to, co dzieje się po naszej stronie ma skutki po tej drugiej, i na odwrót. Jeśli z naszej strony popłynie modlitwa, jej owoców doświadczają nasi bliscy, którzy już odeszli z tego świata.

Po co modlimy się za zmarłych?
Osoby towarzyszące umierającym, opowiadają, że śmierć weryfikuje całe życie. Bardzo często ci, którzy mają poczucie spełnienia w życiu i zdążyli pojednać się z bliskimi, umierają ze spokojem. Natomiast dla tych, którzy pozostawili w swoim życiu bałagan, umieranie jest ponoć dużo trudniejsze. Nie ma jednak osoby, która zdołałaby zamknąć w swoim życiu wszystkie sprawy, wynagrodzić wszystkie winy, odpowiedzieć na wszystkie pytania. Dlatego właśnie wszyscy, którzy odeszli, potrzebują naszej modlitwy. By dopełnić tego, na co zabrakło czasu. By Bóg za nich dokonał wynagrodzenia krzywd, dał odpowiedzi... Tylko Bóg może wypełnić tę przestrzeń.

W modlitwie za zmarłych nie chodzi bowiem o to, że nasze kilka słów wypowiedzianych w intencji zmarłych może zmienić decyzję Boga, skrócić cierpienie. W tej modlitwie chodzi o to, by wprowadzić Boga w tę przestrzeń, która jest pomiędzy naszym „tu i teraz”, a tym, co jest „tam”. By On zadziałał z mocą i rozwiązał to, co nie zostało zakończone. Niektórzy teologowie mówią, że będziemy trwać w czyśćcu tak długo, jak długo trwać będą na ziemi skutki naszych grzechów. Tylko Bóg może uleczyć rany, które zadaliśmy. Dlatego tylko On może sprawić, że czas oczyszczenia po śmierci będzie krótszy. Wezwany naszą modlitwą za zmarłych, przychodzi i dotyka zranień, które powstały z niedomówień, braku miłości, egoizmu czy zwykłego pośpiechu. Dotyka, uzdrawia i wprowadza pokój.

Pomoc z czyśćca

Nasza modlitwa za zmarłych oddziałuje więc dwustronnie. Z jednej strony, wspomaga tych, którzy odeszli, w znoszeniu konsekwencji ich ziemskich działań. Z drugiej, przynosi ulgę żyjącym. Nie tylko w wymiarze duchowym, ale także w odczuwalny sposób. Przekonują się o tym osoby, które modlą się za zmarłych. Nawet te pogrążone w głębokim żalu i smutku przyznają, że modlitwa za zmarłych bliskich przynosi im ukojenie, wycisza, porządkuje myśli, uspokaja wnętrze. Czasem podczas takiej modlitwy pojawia się odpowiedź na pytanie „dlaczego?”, które często dręczy bliskich ludzi umierających w jakichś tragicznych i nagłych okolicznościach. Bywa, że „dusze odwdzięczają się” za modlitwę pomocą w bardzo codziennych sprawach.

Maria Simma wspominała wielokrotnie o odnalezieniu rzeczy, które się zagubiły; o wewnętrznym głosie, który ostrzegał kogoś przed niebezpieczeństwem. Słyszała te historie od osób, które ją odwiedzały. Ale czy i my nie mamy takich doświadczeń? Wielu z nas ma pewnie takie wspomnienie, że czuł przy sobie bliskość kogoś, kto już odszedł, zwłaszcza w trudnych chwilach.

W tradycji Kościoła

Modlitwa za zmarłych towarzyszy Kościołowi od czasów pierwszych wspólnot chrześcijańskich, a można powiedzieć, że nawet wcześniej. Już w Starym Testamencie znajdujemy fragmenty o wstawiennictwie za zmarłych. Po jednej z bitew żołnierze Judy Machabeusza (por. 2Mch 12,38-45) zbierali z pola bitewnego ciała poległych współtowarzyszy, aby je należycie pochować. Z wielkim zdumieniem odkryli, że niektórzy z nich pod płaszczami ukrywali posągi pogańskich bożków. Donieśli o tym Judzie Machabeuszowi, a ten nakazał, by złożyć ofiarę przebłagalną za ich grzech. Autor natchniony dodał taki komentarz: „Bardzo pięknie i szlachetnie uczynił, myślał bowiem o zmartwychwstaniu. Gdyby bowiem nie był przekonany, że ci zabici zmartwychwstaną, to modlitwa za zmarłych byłaby czymś zbędnym i niedorzecznym, lecz jeśli uważał, że dla tych, którzy pobożnie zasnęli, jest przygotowana najwspanialsza nagroda – była to myśl święta i pobożna” (2Mch 12,43b-45).

Nasza modlitwa za zmarłych wynika właśnie z wiary w zmartwychwstanie. To ona była źródłem pięknego starego zwyczaju, gdy w Niedzielę Zmartwychwstania kapłan brał Najświętszy Sakrament i szedł z nim na cmentarz, aby zmarłym przekazać, że i oni zmartwychwstaną – tak jak Chrystus. Pozostałością tego rytuału są współczesne procesje rezurekcyjne.

Ci, którzy byli świadkami Zmartwychwstania żyli w przekonaniu szybkiego spotkania z Panem. W następnych pokoleniach świadomość ta była słabsza, ale nie ustawała troska o to, by na tym spotkaniu – kiedykolwiek ono nie nastąpi – nie zabrakło bliskich, którzy umarli przed nami. Na epitafiach znajdowały się więc prośby o modlitwę, a w późniejszych wiekach pojawił się też zwyczaj ofiarowywania Eucharystii w intencji zmarłych.

Przez wieki modlitwa ta ewoluowała, pojawiły się nie tylko specjalne nabożeństwa, ale też wspólnoty i bractwa, którym szczególnie bliskie jest wstawiennictwo za zmarłych. W każdej Mszy Świętej wspominamy tych, którzy odeszli przed nami. Niezmienna pozostaje nasza troska o to, by na końcu czasów wszyscy ci, którzy za życia byli nam drodzy, mogli uczestniczyć w radości przebywania z Bogiem.

Oni nadal są z nami

Dwa lata temu w moim domu umierała moja babcia. Do końca byliśmy z nią, także moje kilkuletnie dzieci. Były z nią bardzo związane, a ona je uwielbiała. Dopóki miała siły i świadomość przytulała je, opowiadała, raczyła łakociami. Jej odejście, chociaż spodziewane, było dla nas wszystkich bardzo trudne. Ból staje się mniej dotkliwy z upływającymi tygodniami i miesiącami. Mam poczucie jej obecności, tego, że babcia nadal jest ze mną. Zwłaszcza, gdy mam jakieś kłopoty z dziećmi, gdy chorują albo się buntują, wzdycham sobie pod nosem: „Babciu, pomóż”. Czy mnie słyszy? Nie wiem. Wiem, że słyszy mnie Bóg, który leczy moją tęsknotę za nią i podpiera mnie w niemocy. Wierzę też, że oddaje mojej babci to westchnienie jako dar wynikający z mojej miłości i przywiązania do niej, że leczy także jej rany.

.