Miłość jako prawda i przykazanie

Miłość jako prawda i przykazanie

Sercem dobrej nowiny jest objawiona w Jezusie miłość Ojca do każdego człowieka. Ks. Tischner mawiał, że to właśnie miłość Boga Ojca jest „dogmatem wszelkich dogmatów”, że jest ona najbardziej centralną prawdą wiary, że w każdej prawdzie wiary chodzi tak naprawdę o tę jedną jedyną.

Boska miłość

W prawdzie o Trójcy Świętej spotykamy prawdziwe Objawienie samego serca miłości. Miłość w Bogu jest samą istotą Jego odwiecznego istnienia. Boże istnienie i Boża miłość oznaczają w rzeczywistości to samo. Ojciec odwiecznie kocha Syna i wraz z Nim Ducha Świętego. Na początku jest osobowa miłość między Ojcem, Synem i Duchem Świętym: to z niej stworzony zostaje cały świat. Miłość w Bogu jest ofiarna i płodna: kochać to dawać siebie bez kresu. To miłosne dawanie siebie jest absolutnie nierozerwalną boską komunią. Kto chce zrozumieć miłość musi zwrócić swoje spojrzenie ku Trójcy Świętej. W Niej widać jak głęboko w samym swoim źródle miłość jest ekscentryczna, to znaczy, jak istotnie nacechowana jest ona wychodzeniem z siebie, zapominaniem o sobie, wyjściem z siebie ku drugiemu.

Boska miłość staje się widzialna w naszym świecie szczególnie przez Chrystusa, Syna Bożego, który przychodzi, aby uratować nas ze śmiertelnej pułapki egoizmu. Prawdy wiary o wcieleniu i zbawieniu to konkretne odsłonięcia sposobu, w jaki boska miłość nawiedza nasz świat. Patrząc na Chrystusa, na Jego życie i dzieło, widzimy prawdziwą miłość. W Chrystusie Bóg definiuje dla nas czym ona jest, ukazuje jej blask i moc. W Chrystusie miłość okazuje się być – jak pisze Paweł Apostoł – cierpliwa i łaskawa… (por. 1Kor 13). Wzorem takiej ekscentrycznej miłości Boga w świecie jest Pascha Jezusa, w której przeżywa On swoje bycie dla Ojca i dla nas.

Duchowe DNA

Miłość Chrystusa dociera do nas w Kościele, w którym sprawuje się sakramenty. Wielkie tajemnice odrodzenia i wewnętrznej przemiany, jakich dokonują w nas sakramenty, ukazują potęgę miłości Boga podarowanej nam w Jezusie. Ta miłość trwa z nami, towarzyszy nam i przemienia nas, prowadzi z ciemności do światła i ze śmierci do życia aż do skończenia świata. Szczytem tej sakramentalnej miłości jest Eucharystia, w której Bóg staje się naszym pokarmem, najcenniejszą energią życiową dla nas podróżujących przez pustynię czasu do wieczności nowego Jeruzalem.

Chrześcijaństwo rozumie człowieka jako wydarzenie boskiej miłości. Człowiek jest ukochanym stworzeniem Boga, dla którego uratowania Ojciec nie waha się poświęcić swojego Syna. Taka jest zadziwiająca prawda Ewangelii dotycząca człowieka: jest on stworzeniem, które żyje z miłości Boga, którego najwyższym powołaniem jest uczestnictwo w wewnętrznym życiu Boga, które bez tej miłości nie odnajduje pokoju. Miłość nie jest jedynie czymś, co przydarza się ludziom. Miłość jest składnikiem ludzkiego duchowego DNA. To ona nas tworzy, kształtuje, to ona nadaje smak naszemu życiu, to ona je organizuje. Żyjemy, bo jesteśmy kochani, żyjemy by kochać i kochamy by żyć. A miarą miłości jest miłość bez granic.

Najważniejsze przykazanie

Miłość zatem nie może być tylko uczuciem. Ona jest samą tkanką naszego życia. Wypełnia każdy wymiar ludzkiego życia.

Jeśli spojrzymy na przykazania miłości, które rozsiane są po całym Piśmie Świętym z tej perspektywy, to odsłania się przed nami coś niespodziewanego: istnienie związku między miłością jako prawdą wiary a miłością jako przykazaniem. Zanim miłość staje się przykazaniem jest najpierw prawdą o Bogu, o nas i o naszym świecie stworzonym przez Trójcę z miłości.

Przykazanie miłości Boga i człowieka pojawia się jako następstwo prawdy o tym kim jesteśmy. Bóg wie, że dla nas, stworzeń pochodzących z miłości, ona nie jest jedną z możliwych opcji. Ona jest pewnego rodzaju koniecznością. Dlatego też staje się nakazem. Przykazanie miłości przypomina nam, że nie jesteśmy w stanie żyć i być szczęśliwi bez kochania.

To jasne i zdecydowane, postawione przez Jezusa w samym centrum prawa, przypomnienie stało się konieczne w konkretnej sytuacji, kiedy człowiek odszedł od Boga dokonując istotnej zmiany podstawowej optyki swojego życia, kiedy zdecydował się kochać najpierw siebie. Miłość zwrócona jedynie ku sobie stała się swoim przeciwieństwem – wyrachowanym, samolubnym i indywidualistycznym egoizmem.

W tym kontekście św. Augustyn w swoim Państwie Bożym opowiada o dziejach dwóch miłości. O miłości, która kocha drugiego aż do zapomnienia o sobie i staje się tkanką społeczności Bożej, królestwa niebieskiego; oraz o miłości jedynie do siebie posuniętej aż do pogardy Boga i drugiego człowieka, która staje się podstawą państwa ziemskiego, wrogiego Bogu i Jego miłości.

Zagubiony i uwięziony w swoim własnym egoizmie, człowiek potrzebuje przypomnienia o prawdziwej naturze miłości. Bóg posyła swojego Syna, aby Objawić w Nim swoją miłość, która jest źródłem i prawzorem i najwyższym prawem istnienia. Daje również mocne przykazanie miłości, aby człowiek mógł przebudzić się z niebezpiecznego letargu zamiany miłości w wysublimowany egoizm.

Taka jest geneza Jezusowego przykazania miłości, w którym miłość do Boga i do drugiego człowieka wzajemnie się zakładają i otwierają drogę do miłości siebie samego. Nie wolno nam zapominać, że te przykazania pochodzą ostatecznie od Jezusa, od Niego, który jest najwyższą ikoną miłości Trójcy Świętej. Ten, który nakazuje kochać, sam jest najwyższą miłością oddającą za nas swoje życie. W istocie to Jezusa sam jest najwyższym przykazaniem miłości, Jego życie, słowa, Jego dzieło miłości stanowią najwyższe i niepodważalne wezwanie do miłości. To również On pokazuje, że w naszym dzikim od egoizmu i krwawego współzawodnictwa świecie, można kochać aż do oddania własnego życia, że taka miłość jest możliwa. Zanim daje nam przykazanie miłości, sam dowodzi w swoim człowieczeństwie, że przemoc miłości własnej ma realną i jedynie dobrą alternatywę: miłość taką, jaką On kocha, jaką On sam jest aż do ostatniego nerwu i komórki swojego ciała. Kochając nas „aż do końca” daje nadzieję, że można tak właśnie kochać. Kochając nas, pierwszy wskazuje, że z miłością nie wolno czekać na lepsze czasy.

Solidarność Boga

Bóg chciał zatem powiązać na zawsze miłość do siebie z miłością do drugiego: nie można kochać niewidzialnego, nie kochając bliźniego, sąsiada. Miłość, powiedzmy to jeszcze raz, potrzebuje wyjść z siebie i dać siebie innym.

Aby to przykazanie miłości nabrało ostatecznej mocy, Bóg zesłał swojego Syna, aby stał się jedynym z nas. W poprzednich katechezach już poruszaliśmy prawdę wiary o wcieleniu. Tutaj, kiedy myślimy o przykazaniu miłości, trzeba do niej powrócić. Intersującą nas perspektywę znajdujemy w dokumencie Soboru Watykańskiego II Gaudium et spes, 22, gdzie napotykamy takie oto stwierdzenie: „Tajemnica człowieka wyjaśnia się naprawdę dopiero w tajemnicy Słowa Wcielonego. Albowiem Adam, pierwszy człowiek, był figurą przyszłego, mianowicie Chrystusa Pana. Chrystus, nowy Adam, już w samym objawieniu tajemnicy Ojca i Jego miłości objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi i okazuje mu najwyższe jego powołanie. Nic więc dziwnego, że w Nim wyżej wspomniane prawdy znajdują swe źródło i dosięgają szczytu. Ten, który jest "obrazem Boga niewidzialnego" (Kol 1,15), jest człowiekiem doskonałym, który przywrócił synom Adama podobieństwo Boże, zniekształcone od czasu pierwszego grzechu. Skoro w Nim przybrana natura nie uległa zniszczeniu, tym samym została ona wyniesiona również w nas do wysokiej godności. Albowiem On, Syn Boży, przez wcielenie swoje zjednoczył się jakoś z każdym człowiekiem. Ludzkimi rękoma pracował, ludzkim myślał umysłem, ludzką działał wolą, ludzkim sercem kochał, urodzony z Maryi Dziewicy, stał się prawdziwie jednym z nas, we wszystkim do nas podobny oprócz grzechu”.

Co mówi ten tekst? Przypomina nam, że wcielenie Syna Bożego skutkuje nie tylko tym, że staje się On tym konkretnym człowiekiem – Jezusem z Nazaretu, ale że w jakiś tajemniczy sposób jednoczy się z każdym z ludzi. Solidarność Boga, której wyrazem jest wcielenie, nie jest solidarnością partykularną jedynie z tym jedynym człowiekiem, ale z całą ludzkością. Dlatego też spotykając człowieka spotykamy ostatecznie Jego: Przedwiecznego Syna Ojca, który dla nas i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba i stał się człowiekiem. Wcielenie sprawia, że Bóg utożsamia się z każdym człowiekiem, że każdemu człowiekowi towarzyszy, że w każdym, chociaż na różne sposoby, jest obecny. Dopiero w tej perspektywie staje się ostatecznie zrozumiałe, dlaczego Ewangelia łączy tak mocno przykazanie miłości Boga z miłością człowieka. Bóg poprzez wcielenie żyje w człowieku, którego spotykam i w żaden sposób nie pozwala się od niego odłączyć.

Miara miłości

To wszystko sprawia, że jedynie ludzka miłość do człowieka nigdy nie jest wystarczająca. Jeśli drugi jest mieszkaniem Boga, miejscem Jego przebywania, jeśli Bóg solidaryzuje się z każdym człowiekiem, jeśli każdego kocha nieodwracalnie i nieodwołalnie, to jedyna miłość, jaka może satysfakcjonować człowieka to miłość na miarę Boga.

O tym trzeba pamiętać szczególnie dzisiaj, kiedy widać silne tendencje do zeświecczania miłości, czynienia jej jedynie ludzką sprawą, ziemską przygodą. Nie potrafi jeszcze kochać człowieka ten, kto kocha go jedynie jakąś idealną miłością czysto humanistyczną. Miarą miłości człowieka do człowieka musi stać się sama miłość Boga. Jeśli miłość zawsze daje, to tym, co chce dać prawdziwa ludzka miłość jest sam Bóg. Kochasz dopiero wtedy, kiedy dostrzegasz w drugim mieszkającego pokornie Boga; kochasz dopiero wtedy, kiedy kochasz drugiego miłością boską, bezinteresowną, ukierunkowaną na wieczność. To, że nie można kochać Boga nie kochając człowieka, oznacza, że wszelka miłość do człowieka, która nie jest – w jakiś właściwy i możliwy sposób – zanurzona w miłości do Boga, jest zawsze za krótka, za mała. Kocha człowieka naprawdę tylko ten, kto potrafi kochać Boga nade wszystko.

foto: pixabay.com

.