Maria Magdalena u grobu, czyli o tym, aby nie ulegać emocjom i słuchać Jezusa

W Ewangelii św. Jana Maria Magdalena jest pierwszą osobą, która przychodzi do grobu Jezusa po Jego śmierci. W Ewangelii Mateusza towarzyszy jej jeszcze „druga Maria” (Mt 28,1). Św. Marek dołącza do nich Salome (Mk 16,1), zaś u Łukasza są jeszcze „inne kobiety” (Łk 24,10).

Jan koncentruje się na Marii Magdalenie i na jej reakcji na fakt pustego grobu. Interesujące jest, że reakcja samotnej kobiety jest odmienna od reakcji grupy.

Epizod przedstawiony w wersji św. Jana poucza nas, aby nie wyciągać zbyt pochopnie wniosków z sytuacji, jakie nas w życiu spotykają. Trzeba zawsze zastanowić się nad tym, co nas spotyka, wsłuchać się w głos Boga, który mówi do nas w sercu.

Zabrano Pana...

Pierwsza myśl, jaka przychodzi Marii po przybyciu do grobu i ujrzeniu odsuniętego kamienia, jest bardzo naturalna:

„Zabrano Pana z grobu”. Z taką wiadomością udaje się pospiesznie do uczniów. Nie zaglądając nawet do wnętrza grobu, tak jak to uczynią potem Jan i Piotr, nie próbując zweryfikować swoich pierwszych wniosków. Człowiek często kieruje się w życiu pierwszym impulsem, pierwszym doznaniem, nie zastanawia się, że może jest zupełnie inna przyczyna zaistniałej sytuacji. Kierujemy się zasadą pierwszych skojarzeń, które jednak mogą być mylące. Kiedy coś lub kogoś utraciliśmy, chcemy o to obwiniać kogoś drugiego („zabrano Pana”, czyli „ktoś Go zabrał”). To jakiś „ktoś” jest zawsze przyczyną mojego nieszczęścia, smutku, straty... Zawsze „ktoś” jest winien. Takie jest myślenie Marii, ale z pewnością także myślenie wielu z nas. Spróbujmy zweryfikować nasze pierwsze odczucia i zajrzyjmy do wnętrza grobu...

Stała i płakała

W kolejnej scenie opisanej przez Jana Maria nadal znajduje się przed grobem Jezusa. Tym razem „stoi i płacze”. Reakcja bardzo emocjonalna. Z jednej strony jest przekonana, że ktoś zabrał ciało Pana, z drugiej nie rusza się z tego miejsca, które było dla niej miejscem niezwykle ważnym, bo tutaj ostatni raz widziała ciało swojego umiłowanego Nauczyciela po śmierci. Kiedy dotknie nas jakieś nieszczęście, cały świat nam się wali, jesteśmy jak sparaliżowani, pozostajemy w miejscu, nie wiedząc, co będzie dalej. Tymczasem nie można stać w miejscu, trzeba zacząć działać, aby odkryć sens wydarzeń, których jesteśmy świadkami. Płacz na nic się nie przyda. Podczas drogi krzyżowej Jezus pouczał płaczące kobiety: „Nie płaczcie nade Mną...” (por. Łk 23,28). Maria Magdalena za chwilę usłyszy dwa razy powtórzone pytanie: „Dlaczego płaczesz?”. Najpierw z ust anioła, a potem z ust samego Jezusa. Płacz jest nie na miejscu, ponieważ Jezus zmartwychwstał. Maria nie brała pod uwagę takiej możliwości, pomimo, że Jezus przecież wielokrotnie zapowiadał swoje zmartwychwstanie!

Dlaczego płaczesz? To pytanie skierowane jest do każdego z nas. Chrześcijanin jest człowiekiem zmartwychwstania.


Więcej w papierowym wydaniu Posłańca 5/2018

foto: Wikimedia Commons

.