List do Ameryki

List do Ameryki

Wiara ludzi w pośrednictwo świętych jest piękna i wymowna. Nawet między sobą prosimy: „pomódl się za mnie”. Ta wiara ma źródło w Ewangelii. Chrystus nauczał nas, że jeśli będziemy mieli w Nim głęboką wiarę, to możemy góry przenosić.

Wiara we wstawiennictwo św. Antoniego nie musi mieć przeogromnej mocy, nie musi „przenosić gór”, ale jest piękna, pełna uroku, czasem prosta, nawet bajkowa, bo jak pisze ks. Jan Twardowski w jednym ze swoich wierszy, św. Antoni może mu przywrócić zagubiony lub stłuczony „kubek z jednym uchem”.

O takiej wierze do św. Antoniego i jego wstawiennictwie opowiadał 3 stycznia 2017 r. ks. Tadeusz Kraszewski, kapłan zakochany w ziemi sochaczewskiej, mieszkający w domu księży emerytów w Sochaczewie: Przytoczę historię biednej rodziny mieszkającej przed wojną w Sochaczewie na osiedlu Rozłazów. Nie znam nazwisk i imion osób z tej rodziny, dlatego żonę będę nazywał przykładowym imieniem „Anna”. Była to rodzina złożona z kilku osób: rodzice i chyba pięcioro dzieci. Brak pracy i nikłe nadzieje na znalezienie zatrudnienia, aby utrzymać liczną rodzinę, zmusiły ich do szukania zarobków poza Polską. Oszczędzali na wszystkim, zadłużyli się finansowo i ojciec rodziny z wielkim trudem wyjechał, jak mówiono, „do Ameryki” za pracą i płacą. Matka pozostała z dziećmi. Żyła nadzieją, że mąż znajdzie pracę za oceanem. Była kobietą pobożną. Modliła się z dziećmi za męża. Całą nadzieję złożyła w Panu Bogu. Z dziećmi często klęczała przed figurą św. Antoniego w kościele parafialnym. Figura św. Antoniego była w bocznym ołtarzu, a obok niej napis na puszcze: „Ofiara na chleb św. Antoniego”. Pani Anna modliła się o pracę dla męża, jakieś zarobki i oszczędności, jego szybki powrót. W domu odczuwała biedę, a czas uciekał, mąż nie wracał, nawet nie napisał listu: gdzie jest, czy ma pracę, co się z nim dzieje? Ogarnęła ją „czarna rozpacz”.


Całość artykułu w papierowym wydaniu Posłańca 2/2017

foto: pixabay.com

.