Łagodne, przywołujące oczy

Każdy z nas ma oczy, w które można popatrzeć. W nich maluje się obraz serca, klimat ducha a nawet można z nich wyczytać to, co śpiewa w duszy konkretnej osoby.

W oczach pojawia się radosne odbicie słońca, iskrzy uśmiech, wypełnia się głębia uczucia i pojawia się łza, często niejedna. O. Marko Rupnik SJ trafnie zauważa, że łzy w naszej katolickiej duchowości są sprawą złożoną, ponieważ mamy łzy obrażonego egoizmu, zranionej dumy, rozpaczy, smutku, łzy bezsilności w obliczu tragedii. Lecz są też łzy współczucia, miłości nabrzmiałej bólem i dramatem bliźniego, czy też łzy skruszonego, stające się łzami przebaczenia i wdzięczności za owo przebaczenie. Łzy ojca obejmującego syna, który był umarły, lecz powrócił do życia i matki tulącej do swej piersi dopiero co narodzone dziecko. Szeroka gama załzawionych oczu otwarta na oścież ludzkiej interpretacji.

Zaproszenie do spotkania

Nie można jednak spoglądać komuś w oczy ot tak – dla zachcianki, z własnego kaprysu, sprytu, wścibskości czy chęci zdobycia przewagi nad tą osobą – to byłoby za proste i na ogół niekulturalne. Tylko ten, kto został zaproszony do przyjęcia wzroku, może odpowiedzieć na to zaproszenie głębokim spojrzeniem. Kontakt ten zawsze będzie miał bowiem wymiar intymny, duchowy, bogaty w przeżycie. Wiedzą o tym dobrze ludzie zakochani, którzy przyjmują i obdarowują jednocześnie takim właśnie spojrzeniem. Nie chcę w tym momencie pisać o tych, którzy zamknięci w świecie odwzajemnianych uczuć poza amorem nie widzą nic więcej. Pragnę naszą uwagę skierować na zupełnie inny wymiar, który nie mieści się w ramach ludzkiej możliwości, pochodzący nie od człowieka lecz jest niebiańskim darem.

Kilka tygodni temu zostałem zaproszony do takiego właśnie spojrzenia. Było to w Medjugorje podczas pielgrzymki autokarowej, gdzie towarzyszyłem Wspólnocie Ewangelizacyjnej Talitha Kum z Rychwałdu. Przez kilka dni mieszkaliśmy w Miletynie, w domu Ivanki Ivankovič-Elez, która jako pierwsza z widzących ujrzała Matkę Bożą. Ivanka jest obecnie mężatką, ma troje dorosłych już dzieci i do 7 maja 1985 r. miała codzienne objawienia maryjne, a teraz ma je raz do roku, każdego 25 czerwca, w kolejną rocznicę pierwszego objawienia. Mieszkając z nią pod jednym dachem, w domu gdzie przyjmuje z rodziną pielgrzymów, dane mi było wielokrotnie z nią rozmawiać, towarzyszyć przy pracy, którą wykonywała na rzecz naszej grupy pielgrzymkowej i spotkać się osobiście w jej prywatnym mieszkaniu. Zawsze przy każdym spotkaniu zadziwiały mnie jej oczy. Jest w nich naturalne piękno, które z wielką miłością zaprasza do głębokiego spojrzenia, budowania relacji, która nie jest oparta na słowie, ale cała mówi Słowem.


Więcej w papierowym wydaniu Posłańca 4/2018.

.