Kiedy w związku „coś idzie nie tak”

Kiedy w związku „coś idzie nie tak”

Ktoś, kto zakłada rodzinę, wchodzi w poważny związek, kocha najczęściej całym sercem drugiego człowieka i nie zakłada, że „coś pójdzie nie tak”. Osoby wierzące mają dodatkowe wzmocnienie w postaci łaski sakramentu małżeństwa, niesie nas jak na skrzydłach przykazanie miłości, wydaje się nam, że razem przeniesiemy góry… Po kilku latach często okazuje się jednak, że „coś idzie nie tak”, że trudno jest nam kochać męża / żonę? Zaczynamy się obwiniać wzajemnie, uciekamy od siebie i to, co miało być piękną sielanką, jest trudem. Co wtedy robić?

Tak naprawdę trud jest obecny od początku budowania każdej bliskiej relacji, tylko nieraz przesłania go słodkie uczucie zakochania i fascynacji drugą osobą. A gdy nasze zaangażowanie jest odwzajemnione, dochodzi do tego przyjemność coraz większego otwierania się na drugiego i bycie przez niego akceptowanym i przyjmowanym. Te intensywne emocje pomagają znacznie przesłonić nasze lęki przed byciem odrzuconym oraz szybko zapominać o wszystkich nieporozumieniach. One muszą się jednak pojawić, im bardziej się do siebie zbliżamy i więcej od siebie oczekujemy. I tu sprawdza się znane porzekadło, że im dalej w las, tym więcej drzew.

Stopniowo pierwsza namiętność w naturalny sposób wyhamowuje i trud dogadywania się w różnych sprawach wychodzi na pierwszy plan. Jest umiarkowany, kiedy para spotyka się od czasu do czasu w przyjemnej atmosferze, bez wielu dodatkowych wzajemnych zobowiązań. Nasila się natomiast, kiedy dwoje ludzi np. po ślubie zaczyna mieszkać razem i musi podzielić między siebie nie tylko przyjemności, ale i szereg różnych obowiązków. Jeszcze więcej zadań do rozdzielenia pojawia się wraz z przyjściem na świat pierwszego dziecka.

Wcześniej, na etapie wzajemnego zdobywania się, zakochani zwykle bardziej gotowi są do poświęceń, bo podświadomie chcą jak najlepiej zaprezentować się partnerowi i ukazać mu niejako lepszą wersję siebie, jak z reklamy. A kiedy akt małżeństwa jest podpisany, nieraz oboje nie czują już potrzeby takiego wysiłku, tylko zaczynają „walczyć o swoje”. Ten etap podświadomej walki o dominację w związku wymaga umiejętności wyrażania swoich potrzeb, a także negocjowania.

Wiele par potrafi przejść tę fazę samodzielnie i stworzyć w miarę spójny, satysfakcjonujący obie strony system wspólnego funkcjonowania. Bywa jednak, że małżonkowie napotykają na większe problemy w porozumiewaniu się i odkrywają jakąś swoją bezradność w tej dziedzinie. Mogą wtedy skonsultować swoje problemy z terapeutą małżeńskim, a nieraz spróbować w oparciu o jego pomoc przebudować coś w związku i nauczyć się lepiej ze sobą komunikować.

Z jakimi problemami mierzą się współczesne pary, które szukają pomocy w ośrodku terapeutycznym, w którym Pan pracuje?

Najogólniej można powiedzieć, że pary szukające pomocy mają problemy z komunikacją i z budowaniem takiej równowagi w związku, która byłaby dla obojga satysfakcjonująca. Każde nowe wydarzenie w małżeństwie, jak np. wspólne zamieszkanie razem, zmiana pracy, narodziny dziecka, konieczność przeprowadzki, jakaś nagła choroba itp., stawia przed małżonkami nowe wymagania i jeśli nie potrafią się porozumieć, prędzej czy później pojawia się głębszy kryzys w ich relacji. Ktoś nie ma siły więcej już z siebie dawać, bo ma wrażenie, że drugi tylko bierze. Ktoś przestaje mieć nadzieję na to, że drugi usłyszy jego wołanie o uwagę. Narasta poczucie osamotnienia, a miejsce pierwszych pozytywnych uniesień zajmuje chroniczna frustracja. Kiedy taki czas oddalania się od siebie małżonków przedłuża się, może nawet zaowocować zdradą.

Zwykle pary szukają pomocy wtedy, kiedy dochodzą do wniosku, że sami nie dadzą sobie rady, a wspólne codzienne życie staje się dla nich nazbyt bolesne.


Całość artykułu w papierowym wydaniu Posłańca 3/2017

0 Odpowiedzi

  1. […] Więcej na stronie „Posłańca” […]