Każdy chce Go dotknąć – o Misteriach w Kalwarii Pacławskiej

Każdy chce Go dotknąć – o Misteriach w Kalwarii Pacławskiej

Zdarzyło się to w XVII w. Pewnego dnia Andrzej Maksymilian Fredro herbu Bończa, kasztelan krakowski, udał się na polowanie…

Zwierzyny jakoś nie było widać, robiło się coraz później, pan kasztelan powoli tracił nadzieję na udany dzień. Aż tu nagle, między zaroślami ujrzał delikatny zarys jelenia. Zbliżył się nieco. Spłoszone zwierzę wyskoczyło zza krzaków i zaczęło uciekać. Bez zastanowienia myśliwy ruszył za nim w pogoń. Wiatr szumiał mu w uszach, drzewa migały przed oczami, a on miał tylko jedną myśl – dopaść zwierzę. Niespodziewanie jeleń zatrzymał się, a osłupiały kasztelan Andrzej miał zobaczyć między rogami zwierzęcia jaśniejący krzyż. Teraz jego umysł zajmowała tylko jedna myśl – jakby tu upamiętnić owo cudowne wydarzenie.

Szlakiem legend i historii

Takie – według legendy – były początki Kalwarii Pacławskiej. Kasztelan Fredro postanowił bowiem zbudować na wzgórzu kościół i klasztor, do którego sprowadził franciszkanów. Był rok 1665. Niezależnie od tego, ile w owym opowiadaniu jest prawdy, faktem jest, że trzy lata później na kalwaryjskim wzgórzu zamieszkali zakonnicy.

Obecnie w zabytkowym kościele znajduje się m.in. słynący łaskami obraz Matki Bożej Kalwaryjskiej. Pierwotnie wizerunek ów był w posiadaniu franciszkanów z Kamieńca Podolskiego. Mieli się przed nim modlić między innymi hetmani Stanisław Żółkiewski, Stefan Czarniecki, książę Jeremi Wiśniowiecki, królowie Jan Kazimierz i Jan III Sobieski. W 1672 r. Turcy zdobyli twierdzę kamieniecką, w kościele urządzili stajnie, a wszystkie święte przedmioty wyrzucali. Obraz św. Antoniego miał czynić różne „psoty” Turkom za sprofanowanie kościoła, a obraz Matki Bożej, na rozkaz tureckiego komendanta, wyrzucono do rzeki Smotrycz. Tyle historii. Z przybyciem cudownego wizerunku do Kalwarii wiąże się natomiast legenda. Otóż nieopodal rzeki mieszkał pewien starzec, któremu przyśniła się Matka Boża. Nakazała ona mężczyźnie odnaleźć obraz i zanieść go do Kalwarii. Starzec posłusznie wypełnił prośbę Maryi – odnalazł malowidło, owinął je w płótno i wyruszył. Czekała go długa droga. Kiedy spostrzegł, że przed nocą nie dotrze na miejsce, postanowił zatrzymać się w karczmie, przespać i rankiem wyruszyć dalej. Tak też zrobił. Właściciele zajazdu, w którym nocował, położyli obraz w skrzyni, na której co noc spał ich syn. Podanie mówi, że tajemnicza siła trzy razy zrzucała chłopca na podłogę, a kiedy zadziwieni rodzice otwarli skrzynię, zobaczyli malowidło bijące niespotykaną jasnością. Padli na kolana. Na wieść o tym zdarzeniu szybko zbiegli się okoliczni mieszkańcy, którzy chcieli, by cudowny obraz pozostał w ich mieście. Starzec pamiętał jednak o prośbie Maryi, uparł się, że musi iść dalej. Wtedy mieszkańcy w procesji wraz z wędrowcem zanieśli obraz do Kalwarii...


Całość artykułu w papierowym wydaniu Posłańca 2/2017

.