Jean Lambert-Rucki – rzeźbiarz

Opowiem dziś o artyście nieznanym, wielu z nas przeczyta o nim pierwszy raz. To rzeźbiarz – jego znakiem rozpoznawczym jest nieduży czarny człowieczek w meloniku, francuski prostaczek. Taki szczery Francuz, który chodzi nocami po ulicach Paryża z papierosem. Nigdy nie będzie sam. Zawsze towarzyszy mu ktoś, kogo i tak nigdy nie poznamy, albo tylko jego cień…

Jean Lambert-Rucki. Rzeźbiarz, który urodził się w Krakowie, ale 56 lat – aż do swojej śmierci w 1967 r. – spędził we Francji. Dziś to jeden z czołowych artystów Europy, tworzących modny styl „art déco”. Willa „La Fleur” w podwarszawskim Konstancinie-Jeziornej, prywatna galeria sztuki i pierwszy raz w Polsce zorganizowana monograficzna wystawa Jean Lamberta-Ruckiego, pozwalają nam zbliżyć się do twórczości tego wciąż nieodkrytego rzeźbiarza.

Artysta nieznany

Jean Lambert powinien zająć ważne miejsce w panteonie polskich artystów XX w. Powinien, ale wciąż jest tylko rzeźbiarzem aspirującym do naszej wiedzy na temat jego twórczości. Mija dokładnie 50 lat od jego śmierci, a wciąż trudno znaleźć jego rzeźby w polskich muzeach. Na szczęście pojawiają się w prywatnych kolekcjach. Ta, należąca do Marka Roeflera, jest największą w Polsce, a nawet w Europie. Kolekcjoner mówi krótko: Przyciągnąłem Ruckiego do Polski, bo był tu mało znany. Natomiast jest to artysta nierozerwalnie związany z „art déco”, stylem, który obowiązywał w latach 20. ubiegłego wieku.

Istotnie, każda książka opisująca styl „art déco” zawiera wzmianki, dzieła i rzeczy, które tworzył Jean Lambert-Rucki. Dlaczego zatem w Polsce wciąż jest artystą nieznanym? Czasy PRL-u kładą się cieniem na naszej znajomości historii sztuki. Przecież Lambert-Rucki nie był tutaj i nie tworzył w Polsce. Tworzył w Paryżu. PRL milczał o takich artystach. Teraz odrabiamy tę lekcję.

Marek Roefler kilkanaście lat temu pojechał do Francji, do źródła. Z historykiem sztuki, Arturem Winiarskim, odwiedzał paryskie domy aukcyjne, kupował książki, chciał kupować obrazy i rzeźby, ale jak mówi: Ceny tych największych polskich malarzy z kręgu „Ecole de Paris”, jak Mela Mutter, Mojżesz Kisling etc., były już tak wysokie, że szukałem innych artystów, których można by śmiało do tej kategorii zakwalifikować. Podobały mi się jego rzeźby. Gdy nadarzyła się okazja, kupiłem pierwszą – modlącą się kobietę. To rzeźba wykonana w ciemnym patynowanym brązie, niesłychanie dekoracyjna, piękna.

Z Krakowa do Paryża

Jean Lambert-Rucki urodził się w 1888 r. w Krakowie. Kamienica „Pod Motylem” – bardzo dobry adres: Kanonicza 16, ale będzie to jedyny dobry adres w jego życiu. Kiedy wyjedzie do Francji, będzie mieszkał w najbiedniejszych dzielnicach. W 1908 r. trafi do pracowni samego Józefa Mehoffera. Nie można było lepiej. Mehoffer zna Władysława Ślewińskiego, który właśnie przyjechał z Paryża do Krakowa i przywiózł prace Paula Gaugina. Lambert-Rucki ma wtedy 22 lata, pierwszy raz na własne oczy widzi płótna wielkiego Francuza i już wie, że albo Paryż albo nic.


Więcej w papierowym wydaniu Posłańca 1/2018

.