Góra złotego piasku

Góra złotego piasku

Rozmowa z Moniką i Krzysztofem Korneckimi o Ziemi Świętej, wierze, przebaczeniu. 7 września 2013 r. na ul. Grodzkiej, w samym centrum Krakowa, ich pierworodny syn Dawid w swoje 23. urodziny został zabity przez agresywnego przechodnia. Rodzice przebaczyli oprawcy.

Dopiero co wróciliście z Ziemi Świętej. Jakie wrażenia?

Monika: Pielgrzymka życia. Nawet o tym nie marzyłam. Wcześniej myślałam, że jest to kompletnie nieosiągalne. I okazało się, że Pan Bóg chciał, żebyśmy tam byli.

Krzysztof: Chyba bardzo chciał. Perspektywa finansowa nie była najlepsza, ale zapytałem Ducha Świętego i otrzymałem słowo o rozmnożeniu chleba i ryb przez Pana Jezusa. Więc stało się jasne, że mamy jechać.

Skoro Jezus rozmnożył jedzenie, to i pieniądze może rozmnożyć.

Krzysztof: Dokładnie tak się stało. Nieoczekiwanie dostałem jakąś premię w pracy i wyjazd stał się możliwy. To było cudowne. Duże przeżycie. W końcu chodziliśmy śladami Pana Jezusa. Zobaczyliśmy na własne oczy miejsca, w których był, działał cuda, łącznie z miejscem Jego śmierci. Do tego grób i myśl o zmartwychwstaniu. Duże przeżycie.

Czyli to wszystko nagle stało się takie bliskie?

Krzysztof: Takie realne. Teraz nawet jak się słucha Słowa Bożego, można się wręcz fizycznie odnieść do tego miejsca, do tego zapachu, klimatu, perspektywy, kolorów. Mogliśmy z wiarą dotknąć tych miejsc, trochę jak ta kobieta, która dotknęła się Jezusa.

Rybę jedliście?

Monika i Krzysztof: Tak, jedliśmy. Nad Jeziorem Galilejskim.

Monika: Płynęliśmy też stateczkiem. Do tego ludzie, cudowni księża z parafii św. Augustyna w Warszawie.

Krzysztof: Pielgrzymkę organizowali franciszkanie. Jak widać, nas coś franciszkanie „prześladują” (śmiech).

Monika: Albo my ich.

Krzysztof: Ktoś policzył, że przez dziesięć dni mieliśmy sześćdziesiąt czytań z Pisma Świętego w tych konkretnych miejscach, łącznie z krótką homilią.

Monika: Ja to niby wszystko wchłonęłam, ale to było niemożliwe. Dlatego zapisywałam sobie ważniejsze rzeczy, żeby później móc wrócić do tego. To był niezwykły czas. Takie rekolekcje przez dziesięć dni, po dziesięć godzin dziennie.

Krzysztof: Przez kolejne miesiące czy lata będziemy do tego powracać. Połknęliśmy, a teraz trzeba to strawić.

Łatwiej więc teraz słucha się o konkretnych zdarzeniach z Ewangelii.

Krzysztof: No tak. Łatwiej teraz ulokować jakąś sytuację w rzeczywistości.


Całość artykułu w papierowym wydaniu Posłańca

.