Dla szukających powołania…

Mówią, że podczas jednego z jubileuszy nieżyjący już o. Karol Meissner, benedyktyn, miał usłyszeć wiele podziękowań, opowieści o swoich zasługach i o znaczeniu jego powołania dla świata. Słuchał tego wszystkiego i tylko kiwał głową. „Jakie powołanie?” – mówił. „Ja tylko robiłem, co było trzeba. Obudziłem się którejś nocy, bo woda lała mi się na głowę. Zobaczyłem dziurę. Pomyślałem, że trzeba ją załatać. Potem rura pękła, no to trzeba było ją naprawić. I tyle”.

Powołanie. Słowo, które na milion sposobów odmieniane jest w tzw. środowiskach kościelnych. „Rekolekcje powołaniowe”, „Jak znaleźć swoje powołanie?”, „Do czego Bóg powołuje?”, „Czy można się minąć z powołaniem?”… W kręgach świeckich przybiera ono pytanie o to, co się chce w życiu robić, co studiować, gdzie pracować, czy założyć rodzinę. I choć te pytania nie ominą niemal nikogo, to każdy szuka na nie odpowiedzi na swój własny sposób.

Skierowani ku Bogu

Jeśli chodzi o odpowiedź Kościoła, to jest ona prosta, ale i bogata. Przede wszystkim jednym, największym i podstawowym powołaniem jest powołanie do miłości, świętości, czyli po prostu do życia z Bogiem. „Stworzyłeś nas Panie skierowanych ku Tobie – pisał św. Augustyn, a kto, jak kto, ale on wiedział, co pisze – i niespokojne jest nasze serce, dopóki w Tobie nie spocznie”. W jaki szczegółowy sposób owo dążenie będzie się realizować, to już wtórna rzecz. Nie ważne co się robi, ale ważne, by to robić z miłością Boga i człowieka. Być może dla szukających swojego miejsca w świecie, taka odpowiedź wydaje się zbyt ogólna i często mało „przekonywującą”. Tym bardziej, że kiedy słyszymy słowo „powołanie” od razu widzimy sutannę, a życie z Bogiem kojarzy się głównie z klasztornymi murami. A powołanym można być przecież do wielu rzeczy i to na rożne sposoby. Kościół przypomina o tym w wielu dokumentach, przytaczając różne możliwości realizacji tzw. „opcji fundamentalnej”*.

Żyjący sprawami świata

Szukający swojego miejsca w życiu mają więc do wyboru stan duchowny, stan zakonny lub stan świecki. Już przy tym prostym podziale mogą nasuwać się pytania. Bo o ile podział na księży i świeckich jest dla wszystkich zrozumiały, to o co chodzi z osobno wyróżnionym stanem zakonnym?

Otóż zakonnicy i zakonnice, to ci, którzy postanowili żyć według rad ewangelicznych, a co za tym idzie, złożyli śluby czystości, posłuszeństwa i ubóstwa. Siostry i bracia zakonni nie są więc osobami świeckimi, ale… nie wszyscy też należą do duchowieństwa. Duchowny to ktoś, kto przyjął przynajmniej pierwszy stopień święceń, czyli diakonat (kolejne to prezbiterat, czyli taki „zwykły” ksiądz, i biskupstwo). O ile wiadomo, że siostry zakonne święceń przyjąć nie mogą, o tyle z braćmi zakonnymi jest inaczej. Jedni decydują się na służbę Bogu, bez święceń, inni przygotowują się do sakramentu kapłaństwa, a gdy go przyjmą, zwyczajowo nazywani są „ojcami”, a nie jak dotąd „braćmi”.

Zakonnicy i zakonnice to równocześnie tzw. osoby konsekrowane. Ich konsekracja związana jest z wyżej wymienionymi ślubami. Przyrzeczeń takich nie składają jednak tzw. księża diecezjalni. Stąd też toczą się w Kościele dyskusje dotyczące różnic między celibatem (dotyczy księży diecezjalnych) a ślubem czystości (dotyczy zakonników).

Księża diecezjalni nie są więc osobami konsekrowanymi. Są duchownymi. Wśród duchownych istnieje także hierarchia, związana ze stopniem święceń (diakon, prezbiter, biskup), a także podział w związku z przyznaną godnością (np. kardynał, prymas), urzędem (np. papież, sekretarz stanu, nuncjusz), czy stanowiskiem (np. metropolita, biskup diecezjalny, proboszcz, dziekan).

Mamy więc w Kościele duchownych, którzy mogą być konsekrowani (ojcowie zakonni), albo nie (księża diecezjalni), członków zakonów, którzy są osobami konsekrowanymi, a mogą być też duchownymi (ojcowie zakonni po święceniach kapłańskich), no i mamy świeckich.


Więcej w papierowym wydaniu Posłańca 3/2018

foto: pixabay.con

.