Buty Brata Alberta

Buty Brata Alberta


Kiedy chcę kogoś poznać, nie pytam go o rozmiar butów. Pytam raczej: co cię pasjonuje, komu oddajesz swe siły, pieniądze i czas? Ale nieraz i buty mogą zdradzić wiele. Podobno zaleca się biznesmenom, by zaczynając robić interesy z jakimś człowiekiem spojrzeli na jego buty – i byli ostrożni, jeżeli są brudne. Buty Brata Alberta z pewnością mogłyby opowiedzieć wiele, i to z kilku powodów.

Powstaniec i student
Uważny obserwator spostrzegłby zapewne, że w jednym bucie jest noga, a w drugim – proteza. Tak było od bardzo dawna, od zarania dorosłego życia Adama Chmielowskiego, który niedługo po ukończeniu osiemnastu lat został ciężko ranny w jednej z bitew powstania styczniowego. Walczył wraz z innymi studentami Instytutu Puławskiego i tak jak wielu jego kolegów, udział w wojnie z Rosją przypłacił kalectwem. Nogę amputowano mu do kolana w warunkach polowych, bez znieczulenia. Początkowo zastępowała ją nowoczesna proteza gutaperkowa, wykonana w Paryżu, gdzie schronił się po wyjściu z niewoli.
Buty Adama Chmielowskiego zaświadczyłyby o jego pobycie nie tylko w Paryżu i Gandawie na studiach inżynieryjnych, ale też o pójściu za głosem serca, które pokochało sztukę i przynagliło go do odkrywania i kształtowania talentu malarskiego – najpierw w Szkole Rysunkowej w Warszawie, potem na studiach w Monachium. Tu dopiero buty Adama miałyby co opowiadać! Jak to młody miłośnik piękna zawsze miał pieniądze na teatr, a na obiad – nie zawsze. I radził sobie z humorem niemniejszym od talentu, na przykład, podstawiając protezę pod koła dorożki wiozącej jejmościankę, która widząc studenta „zwijającego się z bólu” wypłaciła z miejsca sowite odszkodowanie – wystarczyło na obiad dla całej jego kompanii.

Nowicjat i depresja
Potem buty Adama chodziły po Warszawie, wędrowały po szlacheckich dworach, spacerowały po Lwowie. Czwórka rodzeństwa Chmielowskich kochała się bardzo, ale każde mieszkało gdzie indziej, z braku rodzinnego gniazda, bo rodzice zmarli, gdy Adam, Stanisław, Marian i Jadwiga byli jeszcze dziećmi. Podczas gdy młodsi założyli już własne rodziny, najstarszy Adam wciąż poszukiwał miejsca, gdzie by mógł bogactwo duszy wyrazić „w swoim własnym stylu”, tak jak tego żądał od prawdziwej sztuki. Bo Adam nie umiał nie żądać od siebie tego, co uznał za ideał. Maks Gierymski, przyjaciel, który zmarł na jego rękach, napisał kiedyś, że było to nieszczęściem Chmielowskiego. A my powiemy raczej, że to początek drogi, która mu dała najwyższe spełnienie. Początkiem drogi późniejszego Brata Alberta była radykalna uczciwość wobec siebie, żądanie zgodności myśli i czynów, prawdy poznanej i prawdy życia, Boga odkrywanego w pięknie, dającego się w chlebie i żyjącego w człowieku.


Całość artykułu w papierowym wydaniu Posłańca

.