Artysta i jego święte

Jacek Łydżba – mówi się o nim „Andy Warhol z Jasnej Góry”, bo zawładnęły nim kolory i nigdy nie miesza farb. Jeśli miałby wybrać kogoś na swojego mistrza, to byłby nim Giotto, bł. Fra Angelico, Rembrandt, Chirico, a z Polaków Michałowski, Matejko, Malczewski, Boznańska i Dwurnik. Łydżba lubi prowokować.

Teraz prowokuje tym, że maluje święte Kościoła katolickiego – święte – na razie są to tylko one, ale maluje je tak, jak podpowiada mu serce, a nie reguły ikonografii. Jeśli tak podpowiada mu wrażliwość. Katarzynie Sieneńskiej, która u niego ma barwy niebieskie – domaluje fioletową palmę (oznaka męczeństwa w ikonografii), a nie zieloną, jak nakazywałaby logika. Wybiorę fiolet – mówi mi Jacek Łydżba – bo fiolet lepiej komponuje się z niebieskim, niż zieleń – i doda – jestem tylko malarzem, nie hagiografem. Malowanie obrazów – dodaje Łydżba – polega też na tym, że mogę użyć każdego koloru i ja tu rządzę, to moja przestrzeń, moja powierzchnia i mogę to zrobić tak, jak myślę.

Wystawa w pałacu

Spotykam tego malarza i jego obrazy w pięknie odrestaurowanym pałacu w Cieleśnicy na Podlasiu. Pałac stał się znany, kiedy okazało się, że projektował go Antonio Corazzi, ten sam, któremu Warszawa zawdzięcza najpiękniejszą fasadę teatru w Europie – fasadę Opery Narodowej.

Jacek Łydżba rocznik ‘66 – skończył wydział grafiki na ASP, ale tak naprawdę jest malarzem. Kiedy pierwszy raz zobaczył pałac, w którym za chwilę miały być wystawione jego obrazy, mówił: Pałac w Cieleśnicy to zderzenie absolutnej perfekcji w odtworzeniu klasycystycznego pałacu z pierwszej połowy XIX w. i malarstwa na wskroś z XXI w. To może dać efekt, którego się nie spodziewamy. I tak stało się w istocie. Łydżba pokazuje w swoich obrazach kolorowy świat i każe nam się zastanawiać nad tajemnicą sztuki. W tych obrazach doszukujemy się tego, co już znamy, co widzieliśmy u dawnych mistrzów, Łydżba nie wstydzi się, gdy demaskujemy jego inspiracje.

Najbardziej zaskoczyły mnie obrazy świętych. Po pierwsze, dlatego, że mało który malarz ich maluje. Po drugie, święci, a raczej święte Łydżby, są zupełnie inne od tych, do których przyzwyczaiła mnie tradycyjna ikonografia.

Zobaczyłam św. Teresę, św. Agnieszkę, św. Klarę… Obrazy stały na sztalugach w plenerze, na wielkim angielskim trawniku przed pałacem... I się po prostu nimi zachwyciłam. Łydżba opowiedział mi, jak to się stało, że zaczął malować święte: Moja przyjaciółka, Małgorzata, poprosiła mnie, żebym jej namalował św. Teresę. Namalowałem św. Teresę, tylko namalowałem św. Teresę z Avili, a ona chciała św. Teresę od Krzyża, więc jak namalowałem św. z Avili i od Krzyża, to sobie pomyślałem, że to jest fantastyczny temat. Można fajnie malować te obrazy, one mnie zainspirowały, one mnie ciągną, mogę malować więcej tych świętych, szczególnie, że ten temat jest niewyczerpany. Świętych kobiet jest mnóstwo, mają fantastyczną historię, z fantastycznymi atrybutami, bardzo malarskimi. Zacząłem to tropić, śledzić, przyglądać się obrazom wcześniejszych mistrzów, malarzy i postanowiłem to jakby kontynuować.


Całość w papierowym wydaniu Posłańca 5/2017

.